Reklama

Bez Rosjan nikt sobie nie poradzi

Według opinii ekspertów z branży, seria dymisji w polskim koncernie może doprowadzić do anulowania zakupu litewskiej rafinerii i powrotu rosyjskich inwestorów do gry o te aktywa

Publikacja: 14.11.2006 07:05

W drugiej połowie lat 80. na fali gorbaczowowskiej głasnosti (czyli polityki jawności) w ZSRR zaczęto, początkowo bardzo nieśmiało, mówić o problemach, których oficjalnie wcześniej w tym kraju w ogóle nie było. Jedną z takich kwestii była wówczas możliwość oddzielenia się od ZSRR niektórych z republik związkowych. Chodziło przede wszystkim o tzw. Pribałtykę, czyli Litwę, Łotwę i Estonię.

Opinia wszystkich Rosjan, z którymi miałem wówczas możliwość rozmawiać na ten temat, była identyczna. Mówili, że secesja każdej z trzech małych republik nadbałtyckich, choć teoretycznie możliwa, bo dopuszcza to konstytucja ZSRR, w praktyce nigdy nie nastąpi. Dlaczego? - Oni sobie po prostu bez nas nie poradzą - twierdzili wszyscy moi ówcześni rozmówcy.

Nic nie dawało tłumaczenie, że na świecie istnieją i świetnie się mają znacznie mniejsze kraje niż Litwa, Łotwa czy Estonia. Przykład maleńkiego Luksemburga, który może się pochwalić najwyższym w Europie wskaźnikiem PKB na głowę, nie robił na moich interlokutorach żadnego wrażenia. Być może dlatego, że sam termin "PKB" (po rosyjsku "WWP" od Włałowyj Wnutriennij Produkt) niewiele im wówczas mówił. Odpowiedź była zawsze taka sama: "nie poradzą sobie bez nas i już". Czasami można było też przy okazji usłyszeć tyradę dotyczącą korzyści, jakie to nie tylko republiki związkowe, ale także kraje "obozu socjalistycznego" mają dzięki ZSRR.

Na marginesie dodam jeszcze, że autorka jednej z takich opowieści wyjaśniła mi nawet przyczyny kryzysu gospodarczego, z jakim na początku lat 80. mieliśmy do czynienia w PRL: - W polskiej telewizji wyświetlano za dużo amerykańskich filmów - klarowała mi młoda komsomołka. - Polakom przewróciło się od tego w głowach, zaczęli strajkować i stąd cały kryzys - mówiła z pełnym przekonaniem.

Cóż, takie były czasy, taka była radziecka propaganda... Naszpikowani nią Rosjanie mówili to, co mogli usłyszeć w telewizji i co mogli przeczytać w "Prawdzie".

Reklama
Reklama

Od tamtej rozmowy upłynęło już 20 lat. Mam nadzieję, że dziś podobnej opinii na temat przyczyn kryzysu gospodarczego w PRL już nie usłyszałbym od żadnej młodej mieszkanki Rosji. A co z powszechnym kiedyś przeświadczeniem, że bez Rosjan i ich kraju sąsiedzi sobie nie poradzą? Obawiam się, że jest ono co najmniej tak samo powszechne, jak w połowie lat 80. Obserwuję to na przykładzie komentarzy, dotyczących przejmowania przez Orlen rafinerii Możejki. Litewskiej rafinerii - dodajmy.

Rosjanie najwyraźniej wciąż nie mogą się pogodzić z tym, że na inwestora dla Możejek wybrano polski, a nie rosyjski koncern. Taki wybór w sytuacji, gdy nikt wokół nie może sobie poradzić bez Rosji? To zupełnie niezrozumiałe. A im bardziej fakty nie pasują do teorii o niezbędności Rosji, tym gorzej dla faktów. I tym głośniej powtarzane są wciąż argumenty za tą teorią.

Najlepszym przykładem na to są niedawne wypowiedzi Konstantina Kosaczowa, przewodniczącego Komisji Spraw Zagranicznych rosyjskiej Dumy Państwowej. Podczas październikowej wizyty na Litwie oznajmił on, że sprzedaż rafinerii Możejki polskiemu koncernowi Orlen była strategicznym błędem gospodarczym, który w przyszłości zaowocuje niestabilną pracą zakładu. Według polityka, decyzja, aby oddać litewską firmę inwestorowi, który - w przeciwieństwie do rosyjskich koncernów - nie ma dostępu do własnych złóż ropy, była bardzo ryzykownym krokiem. - Niestabilność będzie prześladowała litewski zakład, aż wreszcie nie zostanie uświadomione, jakich partnerów należy wybierać - powiedział wówczas Kosaczow. Dodał, że nie chodzi tu o żadną politykę, a jedynie o ekonomię.

Wypowiedź rosyjskiego deputowanego można by uznać za dość niefortunną, szczególnie że zaledwie kilka go-dzin później w rafinerii w Możejkach... wybuchł pożar, którego skutki oszacowano na dziesiątki milionów USD. Gdyby Konstantin Kosaczow mógł przewidzieć kolejność zdarzeń, pewnie zawczasu ugryzłby się w język...

Zapewne dla wielu Rosjan pożar w Możejkach był kolejnym dowodem na to, że Litwini nie są sobie w stanie radzić sami ani nawet wespół z polskimi partnerami. Argumenty na to przytacza codziennie rosyjska prasa, radio i telewizja. Nie dalej jak wczoraj przeczytałem na łamach dziennika "Kommiersant", który uchodził jeszcze niedawno za jedno z ostatnich niezależnych pism w Rosji, tekst po tytułem: "Z Orlenu odeszli nabywcy Możejek". Autorka zaczyna go od takich oto słów: "Przewodniczący rady nadzorczej polskiego koncernu naftowego Orlen Maciej Mataczyński podał się do dymisji. Przyczyną tej decyzji były różnice zdań między nim a prezesem Igorem Chalupcem i polskim Ministerstwem Skarbu Państwa, dotyczące nabycia 53 proc. akcji Możejek. Według opinii ekspertów z branży, seria dymisji w polskim koncernie może doprowadzić do anulowania zakupu litewskiej rafinerii i powrotu rosyjskich inwestorów do gry o te aktywa".

Warto dodać, że od kilku tygodni "Kommiersant" należy do Aliszera Usmanowa, biznesmena powiązanego z... państwowym koncernem Gazprom.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama