Wczoraj około 13.30 na pół godziny warszawska giełda, w ślad za budapeszteńskim parkietem, zawiesiła notowania węgierskiego koncernu paliwowego MOL. Było to związane ze sprzedażą akcji pozostających w rękach państwa. Węgierska państwowa agencja prywatyzacyjna APV pozbyła się na publicznej aukcji całego pakietu 1,73 mln akcji (1,6 proc. kapitału). Papierami handlowano po średniej cenie 21,59 tys. forintów, czyli około 322 zł. Przy czym drobni inwestorzy krajowi, którzy zobowiązali siź do niezbywania akcji przed kwietniem 2007 r. otrzymali dyskonto w wysokości 2 tys. forintów (około 30 zł). Wczoraj na zamknięciu sesji za papiery spółki płacono w Budapeszcie 21 750 forintów po spadku notowań o 1,1 proc. W Warszawie walory wyceniono na 326,9 zł (spadek o 0,6 proc.).
Decyzję o dokończeniu prywatyzacji MOL-a węgierski rząd podjął już pod koniec ubiegłego roku. W pierwszym kroku na nabywcę prawie całego państwowego pakietu wybrano samą spółkę. W ramach umowy MOL otrzymał opcję zakupu 10 proc. walorów (10,89 mln szuk), którą koncern zrealizował w maju. Zapłacił około 240 mld forintów (3,54 mld zł), czyli prawie 22 tys. forintów (324,7 zł) za akcję. Po transakcji spółka stała się pośrednio (dzięki "zaparkowaniu" części akcji w różnych instytucjach) największym swoim akcjonariuszem.
Podejmując decyzję o rezygnacji z bezpośredniego wpływu na spółkę, węgierski rząd zabezpieczył się przed szybką zmianą właściciela sprzedawanego pakietu. Podpisana w ubiegłym roku umowa MOL-a z węgierskim skarbem państwa stanowi, że "dla zapewnienia niezależności i zachowania narodowego charakteru przedsiębiorstwa" do końca 2015 r. MOL może sprzedać papiery tylko po konsultacji z rządem.