Według naszych rozmówców, PTR miałoby zaangażować się w te ryzykowne instrumenty w połowie 2008 roku i „wyszło” z nich jesienią ubiegłego roku.
Czy takie postępowanie polskiego reasekuratora jest prawdopodobne? – Według mojej wiedzy PTR rozlicza gros transakcji w dolarach, bo działa głównie poza Polską. Spółka powinna więc w gruncie rzeczy zabezpieczać się przed różnicami kursowymi. Informacja o zaangażowaniu reasekuratora w opcje walutowe jest więc dość wiarygodna – twierdzi Paweł Cymcyk, analityk AZ Finanse. Dodaje, że jest prawdopodobne, iż PTR nieraz zawierało w przeszłości takie umowy, aby zabezpieczyć się przed ryzykiem kursowym.
Szef jednej z firm brokerskich zwraca jednak uwagę na to, że reasekurator mógł zawrzeć kontrakty opcyjne nie tyle w celu zabezpieczenia transakcji, ile w poszukiwaniu zarobku. – Wiadomo od lat, że PTR jest niezbyt zyskownym towarzystwem. Może jego władze w ten sposób chciały poprawić wyniki, by lepiej wypaść przed potencjalnym inwestorem? Pamiętajmy, że w połowie roku, kiedy PTR miało zawrzeć umowy opcyjne, poszukiwało mocnego inwestora po nieudanym debiucie giełdowym – mówi broker.
W 2007 r. PTR zarobiło na czysto 9,5 mln zł, a rok wcześniej 16,7 mln zł.W jaki sposób ewentualna strata na opcjach może wpłynąć na wyniki finansowe PTR za 2008 r.?
– Zapewne na podstawowej działalności reasekurator zarobił w ubiegłym roku więcej niż w 2007 r. Ale gdyby strata na opcjach była rzeczywiście tak duża, to albo za 2008 r. pokaże dużą stratę netto, albo znacząco zmniejszą się jego kapitały własne. Jeśli bowiem spółka zamknęła już kontrakty opcyjne, to musiała z czegoś pokryć straty – tłumaczy Cymcyk.Co o sprawie mówi samo PTR? – Nie mamy w tej chwili zawartych kontraktów opcyjnych. Nie chcę komentować plotek co do naszego zaangażo-wania w te instrumenty w 2008 r. – odpowiada Marek Czerski, prezes PTR. Nie chce też podać wyników finansowych za ubiegły rok.