Jednak popularność tych instrumentów była największa w pierwszym kwartale bieżącego roku.Być może wynika to z faktu, że okres ten poprzedzała długa bessa i był on znacznie gorszy dla inwestorów giełdowych niż pozostała część roku, dlatego drobni inwestorzy chętniej obracali kontraktami walutowymi, gdzie widzieli większe możliwości osiągnięcia zysków.
Na warszawskim parkiecie najpopularniejszy jest kontrakt na dolara amerykańskiego. Na tym instrumencie zawarta została ponad połowa wszystkich transakcji. Aktywnie notowane są jeszcze kontrakty na franka szwajcarskiego i euro.
Zarząd giełdy w celu popularyzacji wszystkich tych instrumentów zdecydował się również w przyszłym roku – podobnie jak w tym – na zastosowanie promocyjnych stawek opłat pobieranych od instytucji. Zamiast zawartych w regulaminie giełdy 1,7 zł od kontraktu pobierane będzie 0,34 zł.
Przedstawiciele rynku uważają jednak, że dla rozwoju tego segmentu kwestia opłat nie jest najważniejsza. Największą przeszkodą jest brak animatora – w 2008 r., gdy jego funkcję pełnił X-Trade Brokers – odnotowano 20-krotny wzrost obrotów. Od początku bieżącego roku nie ma jednak jego następcy. Zdaniem obserwatorów rynku powoduje to, że płynność na notowanych instrumentach nie wzrasta. To z kolei nie przyciąga do tego segmentu handlu nowych graczy.