Reklama

Debaty nie można oddać politykom

Z Markiem Jandzińskim, prezesem Warta PTE, rozmawia Katarzyna Ostrowska

Publikacja: 13.09.2010 07:57

Debaty nie można oddać politykom

Foto: GG Parkiet, Szymon Łaszewski SL Szymon Łaszewski

[b]Jest pan zadowolony ze spotkania prezesów towarzystw emerytalnych z premierem, które niedawno się odbyło?[/b]

Jestem zadowolony z wyniku tego spotkania, ale nie z jego przebiegu.

[b]Za pośrednictwem premiera Polacy otrzymali przekaz, że dbacie tylko o własne interesy, a nie o klientów.[/b]

Efekt marketingowy nie był dobry. Słuchając rozmów na tym spotkaniu, miałem wrażenie, że mamy do czynienia z totalnym nieporozumieniem.Jednak efektem tego spotkania było 10 punktów, którymi podsumował spotkanie minister Michał Boni, a z którymi należy się zgodzić. Stwierdził m. in., że należy poprawić efektywność systemu oraz edukować opinię publiczną. Aktualnie eksperci rządowi i przedstawiciele naszej branży pracują nad tym, by system był bardziej wydajny.

[b]W kwestii edukacji powiedział pan na spotkaniu z premierem, że jako branża bijecie się w pierś, bo nie zrobiliście w tym zakresie wiele. Co należało zrobić?[/b]

Reklama
Reklama

W sposób metodyczny i ciągły wyjaśniać nieporozumienia związane nie tylko z II filarem, ale i z całą reformą emerytalną. Można to zrobić dwojako. Wszystkie PTE mają dostęp do 14,8 mln klientów, do których wysyłają listy. Drugim kanałem są media. Wykorzystując oba kanały, można edukować społeczeństwo i odwracać nieporozumienia, które zaszły przez te 10 lat.

[b]O jakich nieporozumieniach pan mówi?[/b]

Dużym nieporozumieniem jest utożsamianie wyłącznie II filaru z reformą emerytalną. Fundusze emerytalne są ważnym ogniwem tej reformy, ale składa się ona także z ZUS i III filara, o którym jakoś wszyscy zapomnieliśmy. Drugi przykład to przekonanie, że fundusz emerytalny jest superbiznesem. Mogę się z tym zgodzić, pod warunkiem że fundusz ma milion członków, a jeśli dwa, to już jest rewelacja. Jednak jeżeli ma 600 tys., to sytuacja wygląda inaczej, a jeśli 300 tys., to jeszcze inaczej. Zwróćmy uwagę, że tylko w pięciu z czternastu PTE zwróciły się zainwestowane przez akcjonariuszy kapitały. Skoro jest to taki superbiznes, to we wszystkich zwrot powinien już nastąpić. To jest jednak dobry biznes dla części towarzystw, które były na tyle dobre, że wygrały na rynku w 1999 r.

[b]I co, napiszecie klientom, że po 11 latach akcjonariuszom nie zwróciło się to, co zainwestowali w ten biznes?[/b]

Nie. Chcę jednak zwrócić uwagę, że dziś klienci nie idą do tych funduszy, które mają dobre wyniki inwestycyjne, lecz raczej do tych, które są duże. Przynajmniej w ostatnich latach to właśnie małe fundusze wypracowywały bardzo dobre stopy zwrotu. Trzeba zwrócić uwagę klientom na to, że nie ma znaczenia, czy fundusz jest mały czy duży, ważne jest raczej to, jakie osiąga wyniki z inwestowania. Im dłuższy okres, tym są one bardziej obiektywne. Kolejny mit dotyczący funduszy związany jest z potrzebą ich konkurowania. Przekaz brzmi: powinna być duża konkurencja. A ja uważam, że zapomina się o tym, że nie jesteśmy jakimś zwyczajnym funduszem inwestycyjnym, bo jako fundusz emerytalny pełnimy funkcję społeczną. Duża konkurencja oznacza, że będziemy mieć bardzo spolaryzowane wyniki, które przecież przekładają się na wysokość emerytury naszych klientów. I co, mamy doprowadzić do sytuacji, w której będą istotne różnice? Już dziś różnica między pierwszym na liście rankingowej a ostatnim funduszem jest duża.

[b]Może w ten sposób z czasem znikną jednak z rynku fundusze, które źle inwestują?[/b]

Reklama
Reklama

Klienci nie patrzą na wyniki inwestycyjne, tylko idą do największych funduszy, więc małe, również mające dobre wyniki inwestycyjne, są zagrożone utratą aktywów. W czasie spotkania z premierem miałem wrażenie, że panuje przekonanie, iż PTE skupiają się tylko na własnych zyskach, a nie myślą o klientach. Problem w tym, że zyski towarzystw nie wynikają z tego, jaką prowadzą politykę inwestycyjną, tylko z podziału rynku, który nastąpił w 1999 roku. Z posiadanej liczby klientów. Przecież nie wszyscy w spółkach zajmują się wyłącznie akwizycją, o której była mowa na spotkaniu z premierem. Od niej jest tylko jeden departament w spółkach, są również inne departamenty, wyłącznie do zarządzania aktywami. Nie można całej debaty o naszej przyszłości zostawić w rękach polityków. Powinniśmy włączyć się w nią w kreatywny sposób. Taką funkcję powinna spełniać i spełnia Izba Gospodarcza Towarzystw Emerytalnych, choć niewystarczająco.

[b]W czasie spotkania u premiera szefowie towarzystw siedzieli może zbyt cicho?[/b]

Wydaje się, że trochę polegliśmy pod serią negatywnych opinii. Widziałem, że koledzy z innych towarzystw byli nimi zaskoczeni. Główny zarzut – ja to tak odbieram – polegał na tym, że nic nie robimy, aby usprawnić system emerytalny. A to szczególnie niesprawiedliwy zarzut, bo od wielu lat apelujemy o to, by powstał fundusz bezpieczny oraz system wypłaty emerytur z II filara. Podejmowaliśmy inicjatywę, żeby zastanowić się nad skutecznością tego systemu. Niejako przeczuwaliśmy, że politycy będą mieli o to do nas pretensję.

[b]Premier mówił, że nie jest mistrzostwem świata kupowanie obligacji rządowych. [/b]

Mogę się zgodzić z tym, że sam proces kupowania obligacji nie jest mistrzostwem świata, ale jest nim już stworzenie z obligacji i akcji takiego portfela, który na zwyżkach będzie maksymalizował zyski emerytów, a na spadkach minimalizował ich straty. I to nam się udaje. Obligacje są świetnym interesem dla naszych klientów. To nie brak woli czy lenistwo powoduje, że skupiamy się na tych papierach, tylko takie reguły gry zostały ustalone przez polityków.

[b]Towarzystwo, którym pan zarządza, jest przykładem na to, że akcjonariuszom nie zwróciły się jeszcze zainwestowane pieniądze.[/b]

Reklama
Reklama

Nie pokryliśmy jeszcze strat i bardzo irytuje mnie podejście, w którym cały rynek traktuje się jednakowo. Chylę czoło przed kolegami, którzy w 1999 roku zrobili świetną robotę i zdobyli setki tysięcy członków. To jednak nie oznacza, że te mniejsze i średnie fundusze mają być wypchane z rynku tylko dlatego, że zdobyły ich mniej. Mamy swoje prawa rynkowe i nie można na nas przeprowadzać terapii szokowej. Trzeba dać nam więcej czasu niż innym, żeby mogło zwrócić się to, co wyłożyli akcjonariusze. To jest możliwe, ale wymaga czasu.

[b]Ile?[/b]

Sporo. W zależności od tego, jakie będą nowe regulacje. Jeżeli bardzo ostro będą ograniczane nasze przychody, to ten okres będzie się wydłużał. Nie znaczy to, że sobie nie poradzimy na rynku. Dokonujemy restrukturyzacji. Na przykład wyodrębniliśmy agenta transferowego z naszych struktur i szukamy innych oszczędności, by zmniejszyć koszty. Nie może być jednak tak, że nowe regulacje doprowadzą do natychmiastowej redukcji przychodów, np. z dniem 1 stycznia przyszłego roku, a redukcję kosztów zostawią na później. Rozumiem, że idea jest taka, iż cięcie kosztów ma polegać na zlikwidowaniu akwizycji i transferów na rynku. Wtedy da to możliwość obniżenia opłat.

[b]Podejście do akwizycji dzieli jednak rynek. [/b]

Agresywna akwizycja wynika z tego, że rynek został podzielony między tych, którzy zdobyli wielu klientów w 1999 roku, i resztę. Wystarczyło, że jedno towarzystwo przyjęło strategię poprawienia pozycji, a już uderzyło to w cały rynek. Pozostali zaczęli się bronić, by nie tracić klientów. Nie ma zresztą w tym nic złego, że towarzystwo czy towarzystwa chciały poprawić swoją sytuację. Jeżeli politycy chcą, żeby akwizycja nie była tak agresywna, to muszą tak ustawić parametry, by nie było podobnych pokus. Takim parametrem mogłoby być np. przechodzenie klientów tylko do funduszu, który ma lepsze wyniki inwestycyjne. Jak to zrobić? Nie jest to jednak takie proste.

Reklama
Reklama

[b]Jesteście w stanie się dogadać?[/b]

Myślę, że tak. Mówię o tych, którzy są zrzeszeni w Izbie Gospodarczej. Jeden fundusz ma stanowisko zupełnie odrębne, które mówi, że należy znieść akwizycję.

[b]W 1999 r. progiem rentowności dla OFE miało być pozyskanie 300 tys. klientów...[/b]

...i wciąż jest.

[b]Często można usłyszeć opinię, że gdyby opłaty nie zostały administracyjnie zmniejszone, dziś i tak byłyby niższe. PTE same by je cięły. Uważa pan, że rzeczywiście spadłyby?[/b]

Reklama
Reklama

Nie sądzę. W 1999 roku panowało przekonanie wśród wszystkich towarzystw emerytalnych, że jeśli fundusz będzie miał niską opłatę, to będziesz miał wielu klientów. Życie pokazało, że to nieprawda. Klienci w ogóle nie brali tego pod uwagę. Wygrali Ci, którzy dzięki skutecznej akwizycji pozyskali najwięcej osób.

[b]Dziś, zgodnie z tą teorią, klienci powinni iść do największych OFE, bo one pobierają najniższą opłatę za zarządzanie aktywami. [/b]

Jakiś czas temu przeprowadziłem wyliczenia, ile naprawdę kosztuje średnio statystycznego członka funduszu usługa w postaci zarządzania jego aktywami. Wyszło wtedy, że między 11 a 13 zł miesięcznie. Nie mam świeżych danych, ale myślę, że niewiele się zmieniło. Czy to drogo czy tanio? Trudno powiedzieć, bo do czego porównać? To specyficzna usługa, a nie towar. Wydaje mi się jednak, że niedrogo. W ekonomii rynkowej przy podejmowaniu decyzji bierze się jednak pod uwagę stosunek ceny do jakości usługi, a nie najniższą cenę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama