Rosnąca inflacja w Chinach (4,4 proc. w październiku, wobec 3,6 proc. we wrześniu) wprawiła światowe rynki finansowe w zaniepokojenie. Inwestorzy obawiają się, że próbując zahamować wzrost cen władze w Pekinie nadmiernie schłodzą chińską gospodarkę, która postrzegana jest jako światowy motor wzrostu.
Wysoka inflacja w Państwie Środka nie jest jednak zjawiskiem jednoznacznie negatywnym. Ponieważ w USA ceny rosną wolniej, w ujęciu realnym kurs juana wobec dolara umacnia się znacznie szybciej, niż w ujęciu nominalnym (3 proc. od połowy czerwca, gdy Pekin odszedł od sztywnego kursu swojej waluty). – W ujęciu realnym juan umacnia się w tempie dwukrotnie szybszym, niż nominalne – ocenia Marc Chandler, główny strateg walutowy Brown Brothers Harriman.
Jeśli USA muszą w większym niż dotąd stopniu oprzeć swój model wzrostu gospodarczego na eksporcie i – jak sądzą amerykańscy politycy – transformację tą blokuje zbyt słaby juan, to przyspieszenie inflacji w Chinach można uznać za korzystne dla ożywienia gospodarczego w USA.
Tym bardziej, że realnie dolar umacnia się znacznie szybciej, niż nominalnie, także wobec innych walut państw wschodzących.
– Inflacja w Indiach sięga 8,5 proc., podobnie jak w Turcji. W Rosji wynosi ona 7,5 proc. w Brazylii 5 proc., w Korei Południowej ponad 4 proc., a w Indonezji niemal 5,7 proc. – wskazuje Chandler.