Groźna litera K
Skoro sytuacja gospodarcza w USA jest lepsza, niż spodziewało się wielu analityków, to czemu nastroje amerykańskich konsumentów są tak słabe? W styczniu 2025 r. indeks nastrojów konsumenckich Uniwersytetu Michigan wynosił 71,1 pkt. W dołku z listopada sięgał zaledwie 51 pkt (co było najgorszym wynikiem od czerwca 2022 r.), a później się lekko odbił i sięgnął w grudniu 54 pkt. Czyżbyśmy więc mieli do czynienia z „vibecesją”, czyli stanem, w którym dosyć dobrym danym gospodarczym towarzyszą słabe nastroje i nadmierne obawy konsumentów o przyszłość? Z vibecesją mieliśmy do czynienia przez sporą część rządów poprzedniego prezydenta Joe Bidena. Obecnie wielu ekonomistów mówi natomiast, że kondycja gospodarcza USA przypomina literę „K”. Są więc sektory, które rosną i te, którym wiedzie się gorzej.
– Dużo pisaliśmy o rozdwajaniu się (bifurkacji) w sektorze gospodarstw domowych – najwyższe 20 proc. gospodarstw pod względem dochodów nadal wydaje pieniądze bardzo mocno, co jest napędzane wysokimi dochodami i gwałtownie rosnącym majątkiem, podczas gdy dolne 60 proc. naprawdę mocno się męczy, martwiąc się o bezpieczeństwo pracy i potencjalne podwyżki cen wywołane cłami. To w dużej mierze wyjaśnia, dlaczego wydatki się trzymają, a jednocześnie zaufanie konsumenckie jest tak słabe. Wyraźniej widać to również w sektorze przedsiębiorstw – i to nie tylko w wynikach rynku akcji, ale także w inwestycjach przedsiębiorstw – wskazuje James Knightley, ekonomista ING.
Wiele paradoksów widać na rynku pracy. W styczniu 2025 r., czyli gdy Trump znów obejmował władzę, stopa bezrobocia w USA wynosiła 4 proc. W listopadzie sięgnęła ona 4,5 proc., by w grudniu zejść do 4,4 proc. Zwolniło tempo przyrostu liczby etatów (w sektorze pozarolniczym) – ze 111 tys. w styczniu do 50 tys. w grudniu. Czerwiec, sierpień i październik przyniosły spadki w liczbie etatów, ale ostatni z nich był w dużym stopniu skutkiem tzw. zamknięcia rządu, czyli kilkutygodniowego odcięcia finansowania dla administracji federalnej. Część ekonomistów wskazuje jednak, że spowolnienie przyrostu nowych etatów może być częściowo skutkiem mniejszej podaży imigranckiej siły roboczej, związanej choćby z nasilonymi działaniami rządu wymierzonymi w nielegalnych imigrantów. Od marca 2025 r. z siły roboczej ubyło 1,3 mln pracowników urodzonych poza USA. Poziom zatrudnienia osób urodzonych w Stanach Zjednoczonych sięgnął natomiast w listopadzie rekordowych 133,26 mln. Stopa bezrobocia w tej grupie wzrosła jednak z 3,7 proc. w grudniu 2024 r. do 4,1 proc. w grudniu 2025 r. Choć bezrobocie jest dosyć małe, to wielu Amerykanów obawia się utraty pracy. I to jest właśnie vibecesja.
Koszty życia będą w centrum kampanii wyborczej
3 listopada 2026 r. odbędą się w USA tzw. wybory „połówkowe” do Kongresu. Demokraci będą wówczas próbowali odzyskać kontrolę nad Senatem oraz Izbą Reprezentantów. Sondaże jak na razie dają im umiarkowaną przewagę nad republikanami, ale do samych wyborów jest jeszcze sporo czasu i wiele się może zmienić. W ostatnich tygodniach pojawiły się natomiast oznaki tego, że administracja prezydenta Donalda Trumpa uznała, że kluczową kwestią w tych wyborach będą koszty życia Amerykanów, w tym dostępność zasobów mieszkaniowych. Prezydent zapowiedział więc inicjatywy mające sprawić, że domy staną się bardziej dostępne dla zwykłych Amerykanów. Ogłosił m.in., że zakaże funduszom inwestycyjnym skupowania domów jednorodzinnych pod wynajem. Tymczasem powiązane z rządem firmy Fannie Mae i Freddie Mac mają zacząć skup instrumentów finansowych opartych na długach hipotecznych. Mają skupić papiery warte 200 mld USD, co ma pozytywnie wpłynąć na dostępność pożyczek hipotecznych. Również naciski Trumpa na to, by Fed szybciej i mocniej ciął stopy procentowe są prawdopodobnie motywowane chęcią wsparcia branży budowlanej i poprawy nastrojów konsumenckich. Prezydent zapowiedział również, że ograniczy do 10 proc. możliwość pobierania odsetek od długu na kartach kredytowych. Tej propozycji Trumpa mocno sprzeciewiają się jednak banki.
Zarówno Trump jak i sekretarz skarbu Scott Bessentt wielokrotnie sugerowali, że Amerykanie mogą dostać po zasiłku stymulacyjnym, podobnym jak w czasach pandemii. Te propozycje jak dotąd nie zostały jednak jak dotąd skonkretyzowane. Choć administracja Trumpa chwaliła się szybkim i ostrym ograniczeniem fiskalnego marnotrastwa, to jednak nie zdecydowała się na większe cięcia wydatków budżetowych. Dług publiczny USA wzrósł z 36,2 bln USD na koniec 2024 r. do 38,4 bln USD w styczniu 2026 r. HK