Nobliści apelują o przejrzystość

Instytucje finansowe unikają stosowania rynkowej wyceny swoich aktywów, uniemożliwiając inwestorom ocenę swojej kondycji

Publikacja: 19.08.2009 13:18

Myron Scholes

Myron Scholes

Foto: Wikimedia

Banki powinny rzetelnie przedstawiać inwestorom swoją kondycję, zamiast zaciemniać ten obraz poprzez unikanie wyceny niepłynnych aktywów w swoich bilansach adekwatnie do ich rynkowych cen – oświadczył noblista w dziedzinie ekonomii Myron Scholes.

Zdaniem Scholesa, instytucje finansowe powinny szerzej wykorzystywać tzw. reguły wyceny do rynku (mark-to-market) w odniesieniu do niepłynnych aktywów, a także starać się, żeby jak najwięcej papierów wartościowych znajdujących się w ich bilansach było notowane na giełdach. Dzięki temu inwestorzy mogliby trafniej wyceniać akcje i instrumenty dłużne banków.

Scholes przyłączył się tym samym do apelu Roberta Mertona, z którym wspólnie otrzymał w 1997 r. nagrodę Nobla za rozwój teorii wyceny instrumentów pochodnych. Na łamach wtorkowego „Financial Timesa” Merton wraz z ekonomistami Robertem Kaplanem i Scottem Richardem wezwali banki, aby podawały „sprawiedliwe ceny” skomplikowanych instrumentów finansowych, takich jak papiery wartościowe zabezpieczone kredytami hipotecznymi.

Wypowiedzi Scholesa i Mertona idą pod prąd dążeniom banków do ograniczenia stosowania zasad wyceny do rynku, którym zarzucają nadmiernie procykliczne efekty. Reguły te zmuszają instytucje finansowe do dokonywania odpisów od aktywów nawet z tytułu utraty wartości rynkowej przez aktywa, których nie zamierzają one w krótkim terminie sprzedawać. Banki argumentują, że rynkowe wyceny aktywów w trakcie ogólnej paniki nie odzwierciedlają wcale ich „sprawiedliwej” wartości.

Amerykańska Rada Standardów Rachunkowości Finansowej (FASB) przychyliła się do tej argumentacji i począwszy od I kwartału złagodziła zasady wyceny-do-rynku w odniesieniu do niepłynnych aktywów. Zdaniem analityków, ta zmiana w zasadach sprawozdawczości finansowej podbiła wyniki banków nawet o 20 proc.

[ramka][b]Teoretycy w praktyce się nie sprawdzili[/b]

Zarówno Myron Scholes jak i Robert Merton stosowali swoje matematyczne modele wyceny opcji zasiadając w radzie zarządzającej funduszu Long-Term Capital Management (LTCM), głośnej ofiary kryzysu finansowego w Rosji pod koniec XX w. Założony w 1994 r. LTCM w pierwszych latach istnienia zyskiwał 40 proc. rocznie, lecz w feralnym 1998 r. w ciągu kilku miesięcy stracił ponad 4,5 mld USD. Przeszedł wówczas do historii jako pierwszy fundusz hedgingowy, który Fed uratował przez bankructwem uznając, że jest on „zbyt duży, by upaść”. Kolejne przedsięwzięcia noblistów także trudno uznać za sukcesy. Pod koniec 2008 r. upadł zarządzany przez Scholesa fundusz Platinum Grove Asset Management, a w kilka miesięcy później wniosek o upadłość złożyła spółka Mertona Trinsum Group. W lipcu agencja Bloomberga podała, że także założyciel LTCM John Meriwether zamierza zlikwidować swój fundusz hedgingowy Relative Opportunity Fund II, po tym, jak od września 2007 r. do lutego bieżącego roku stracił on 44 proc.[/ramka]

Gospodarka światowa
Friedrich Merz został kanclerzem Niemiec
Materiał Promocyjny
Tech trendy to zmiana rynku pracy
Gospodarka światowa
Friedrich Merz nie został wybrany kanclerzem Niemiec
Gospodarka światowa
Rynek nie spodziewa się, by Fed wrócił do obniżek
Gospodarka światowa
Wojna celna może pogłębić chińską deflację
Materiał Promocyjny
Lenovo i Motorola dalej rosną na polskim rynku
Gospodarka światowa
Wyzwanie dla Grega Abela: poprowadzić Berkshire bez Buffetta
Gospodarka światowa
Upadek Klausa Schwaba. To on stworzył forum w Davos