Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Gdyby bowiem oceniać tydzień na warszawskiej giełdzie przez pryzmat pojedynczych sesji, można byłoby powiedzieć, że znów mieliśmy ponadprzeciętną zmienność i emocje. Gdyby jednak patrzeć na bilans całego tygodnia, można byłoby dojść do wniosku, że nic wielkiego się nie wydarzyło. Indeksy na przestrzeni tygodnia zaliczyły jedynie symboliczne zmiany.
W ten klimat dobrze wpisała się piątkowa sesja. Zaczęła się ona od mocnego uderzenia niedźwiedzi, które sprowadziły indeks WIG20 oraz WIG 1 proc. pod kreską. Było to pokłosie słabej, czwartkowej sesji na Wall Street, a także wyraźnych wzrostów cen ropy naftowej i mocnego dolara, który przekładał się na słabość złotego. Strach szybko jednak zaczął ustępować. W zasadzie już po godzinie handlu spadki stały się symboliczne i wiara w to, że pojawi się u nas kolor zielony miała coraz mocniejsze podstawy. Kolejny, długi fragment sesji można pominąć. W zasadzie od godz. 11.00 do 14.00 na rynku wiało nudą, a WIG20 był przyklejony do poziomu zamknięcia z czwartku. Dopiero w drugiej części dnia, kiedy wszedł do gry kapitał amerykański, Warszawa nieco ożyła. Na przemian mieliśmy jednak raz kolor zielony, raz czerwony. W tym rytmie dojechaliśmy do końca notowań.
Czytaj więcej
Sekretarz Skarbu Scott Bessent powiedział, że zawieszenie sankcji to krok w kierunku stabilizacji...
Giełdy czekają na przełom
Tak jak zostało wspomniane na początku, patrząc przez pryzmat całego tygodnia można powiedzieć, że nic wielkiego się nie wydarzyło. Indeksy na przestrzeni pięciu dni zanotowały symboliczne zmiany. W tak napiętym otoczeniu geopolitycznym można uznać to wręcz za pewien sukces.
Oczywiście najważniejsze jest pytanie, co dalej? Po takim tygodniu, jak ten ubiegły, jeszcze ciężej jest o jakieś bardziej wyrafinowane prognozy. Rynki poruszają się w rytm tego, co dzieje się na Bliskim Wschodzie, jak zachowują się ceny ropy naftowej i jak kształtują się notowania dolara. Tutaj jedno zdanie Donalda Trumpa może zmienić obraz o 180 stopni,