Szybka eskalacja konfliktu poza granice Iranu i Izraela podniosła awersję do ryzyka i skupiła uwagę inwestorów na cenach surowców energetycznych. Skokowe zwyżki cen ropy i gazu w kontekście zamknięcia transportu przez Cieśninę Ormuz oraz ataki na infrastrukturę i statki transportujące paliwa przełożyły się na wzrost obaw o kondycję globalnej gospodarki. Wspólnym mianownikiem był wzrost cen ropy, która oglądana przez pryzmat kontraktu crude zyskała około 35 procent. Równolegle, z USA napłynęły bardzo słabe dane z rynku pracy, które dołożyły inwestorom obaw o kondycję amerykańskiego konsumenta zanim gospodarka zostanie uderzona rosnącymi cenami paliw na stacjach. Efektem są czasami potężne spadki najważniejszych indeksów. Na Wall Street DJIA oddał 3,01 procent, gdy szeroki S&P500 stracił 2,02 procent przy cofnięciu Nasdaqa Composite o 1,24 procent. Podaż wyjątkowo dynamicznie przemaszerowała przez rynki europejskie i niemiecki DAX oddał 6,70 procent, gdy francuski CAC stracił 6,84 procent. Na spadki w Europie należy też patrzeć przez pryzmat mocnego wahnięcia na rynku walutowym, gdzie euro straciło do dolara około 1,8 procent. Całość zsumowała się w tydzień, w którym inwestorzy uciekali od ryzyka i akcji, co w praktyce przełożyło się na skorelowane przeceny na wszystkich rynkach.
Nie ma wątpliwości, iż kluczowym elementem układanki były ceny surowców z ropą na czele. Weekend przyniósł kolejne informacje o ataku na irańską infrastrukturę naftową, co wywołało skok ceny powyżej 110 dolarów z baryłkę ropy crude. Inwestorzy oczekują teraz ataku odwetowego na infrastrukturę naftową sojuszników USA w regionie. Efektem będą zapewne dalsze zwyżki cen surowca, które jeszcze bardziej wzmocnią awersję do ryzyka. W istocie, cena ropy stała się teraz w pewnym sensie miernikiem awersji do ryzyka i właśnie wahania cen surowca będą kształtowały – przynajmniej krótkookresowe – nastroje na rynkach akcji. Warto zatem liczyć się korelacją, w której ruchy surowca będą dyktowały ruchy najważniejszych indeksów. W szerszej perspektywie zwyżki cen ropy oznaczają, iż na rynki wraca ryzyko wzrostu inflacji oraz przerzucenia kosztów wojny na konsumentów w postaci podatku płaconego na stacjach benzynowych. Ostatni element wprost wiąże się już ryzykiem stagflacji w USA, która wróciła na radar za sprawą słabszych od oczekiwań danych z rynku pracy. Lutowy spadek liczby etatów o 92 tysiące przy prognozie wzrostu o 60 tysięcy wskazuje, iż zatrudnienie zamarło, gdy ceny w gospodarce będą rosły przez wzrosty ceny paliw. Całość sumuje się w układ sił, w którym trzeba liczyć się z ryzykiem spadku dynamiki wzrostu gospodarczego oraz słabością rynków akcji dodatkowo straszonych osłabieniem nastrojów konsumentów.
W zarysowanym obrazie właściwie jedynym jasnym punktem dla rynków akcji staje się zmiana w polityce monetarnej amerykańskiego banku centralnego. Rezerwa Federalna nie może i nie będzie – z racji podwójnego mandatu narzucającego dbanie o pełne zatrudnienie – tolerować osłabienia rynku pracy. Fed zwyczajnie będzie musiał przesunąć akcenty w polityce monetarnej i czasowo nawet zaakceptować wyższą inflację zakładając, iż wzrost stopy bezrobocia i osłabienie rynku pracy przełożą się na mniejszą presję cenową. Dlatego, w bliskim terminie równie ważne, jak doniesienia z Bliskiego Wschodu staną się sygnały z Fed. Najbliższe posiedzenie FOMC odbędzie się w dniach 17-18 marca i zapewne nie przyniesie obniżki ceny kredytu, gdyż jedne słabe dane nie czynią trendu, ale w komunikacie mogą pojawić się sygnały, iż kolejne posiedzenie FOMC w dniach 28-29 kwietnia przyniesie obniżkę ceny kredytu. W praktyce, od giełd akcji należy oczekiwać dalszego operowania w kontekście podwyższonej zmienności. Spadki mogą jawić się jako okazje do zakupów tak długo, jak na scenę nie wkroczy scenariusz recesyjny. W przypadku pojawienia się ryzyka recesji, warto oczekiwać radykalnego pogorszenia nastrojów na rynkach akcji i dalszej presji podażowej, która odbierze indeksom znacznie więcej niż obserwowane ostatnio kilkuprocentowe odejścia od szczytów hossy kreślonych w pierwszych tygodniach 2026 roku.
Adam Stańczak
Analityk DM BOŚ