Jeśli ktoś liczył na to, że czwartkowa sesja da mu odpowiedź na pytanie, czy wojenne strachy na rynku są wciąż obecne, czy jednak wygrała chęć kupowania dołków, to pewnie może czuć się rozczarowany. Nasz rynek nie mógł za bardzo znaleźć kierunku, chociaż momenty jak najbardziej były.
Początkowo wydawało się, że górować będą niedźwiedzie. WIG20 na starcie był bowiem pod kreską, chociaż spadek też był na tyle nieduży, że można było mieć nadzieję na odrobienie tych strat. I faktycznie tak się stało. Po godzinie handlu WIG20 ruszył mocniej do góry, wyszedł nad kreską i swój czas miały byki. Problem w tym, że popyt nie bardzo miał pomysł, jak rozegrać sesję. Otoczenie nie było też zbyt sprzyjające, więc ciężko było o argumenty za tym, by iść na północ, szczególnie w tak niepewnej sytuacji geopolitycznej.
Pod koniec dnia znów do głosu zaczęły dochodzić niedźwiedzie, a sprzyjało temu spadkowe otwarcie notowań na Wall Street. Do końca dnia zabrakło już wyraźniejszych ruchów. Ciężko o takie, gdy nie wiadomo na czym tak naprawdę stoimy w kontekście rozwoju wypadków na Bliskim Wschodzie.
Czytaj więcej
Rynek wszedł w okres podwyższonej zmienności. W co inwestować w marcu? Eksperci szukają m.in. bez...
Ile kosztowała ropa naftowa?
Na rynku walutowym czwartek, a szczególnie jego druga część, przyniósł powrót siły dolara, chociaż oczywiście nie był to aż tak duży ruch, jak we wtorek. Po południu złoty tracił wobec dolara około 0,5 proc. i „zielony” był wyceniany na prawie 3,69 zł. Euro drożało o 0,1 proc. do 4,27 zł.