Na koniec dnia WIG zwyżkował o 0,5 proc., podobnie jak WIG20 (0,4 proc.). O 16.00 poznaliśmy styczniowy odczyt amerykańskiegowskaźnika indeksu ISM, który wyniósł 50,5 pkt. (rynek oczekiwał na 51 pkt.).
Inwestorzy cały czas czekają na kluczowe informacje, które mogą byćsygnałem, w jakim kierunku podążą światowe parkiety w najbliższym czasie.
Takim wydarzeniem może być piątkowy raport z amerykańskiego rynku pracy. I choć powszechne są oczekiwania, że najgorsze już za inwestorami, to o niespodziankę może być łatwo.
Patrząc bezstronnie w ostatnim czasie atak niedźwiedzi został powstrzymany. Nie zmienia to jednak faktu, że bliskość wsparć powoduje, że ich test byłby czymś naturalnym. Na GPW widać bowiem wyraźnie, że szeroki rynek jest słaby.
Grono spółek, które są w stabilnym trendzie wzrostowym, maleje każdego dnia.
Nawet spekulanci od kilku dni ograniczyli swoją obecność. Rynek jestzmęczony już blisko 12-miesięczną hossą. A stare porzekadło giełdowe mówi: "skoro nie chce rosnąć, to będzie spadać". To może być jakaś odpowiedź, na pytanie, jakie sobie zadają inwestorzy, czy ostatnia słabość na rynku to wciąż tylko korekta w biegu.
W środę w gronie największych firm honoru broniły papiery Agory (wzrost o 2,8 proc.) i Getinu (2,8 proc.). Gorzej zachowywały się akcje Biotonu(spadek o 4,8 proc.). Na szerokim rynku jasno świeciła gwiazda lnianego Orła (wzrost o 25 proc.). Warto jednak pamiętać, że ostatnie sesje nie były udane dla tej firmy. Nie sposób jednak zauważyć, że zwyżce towarzyszyły całkiem spore obroty (1,5 mln zł). Na drugim biegunie znajdują się prawa poboru Ganta, Sfinksa i Chemosevisu. Jak widać, w narodzie nie ma ochoty na nowe średnioterminowe inwestycje.