Ta decyzja była tym bardziej uzasadniona, że przyczyną pogorszenia nastrojów nie była obawa, że coś się stanie, że rozszerzy się kryzys zadłużeniowy lub zbankrutuje Ameryka, lecz zupełnie konkretna wiadomość o wyraźnym spowolnieniu tempa wzrostu gospodarczego w całej strefie euro, a także w innych krajach europejskich. Jeśli nawet Niemcy, które były lokomotywą ożywienia i u siebie nie muszą zbyt drastycznie ciąć wydatków, nie były w stanie utrzymać chociaż przyzwoitego tempa wzrostu, to co czeka ich partnerów handlowych i kraje o znacząco słabszych fundamentach i większych długach?
Komunikat Eurostatu to jednak nie tylko stwierdzenie faktu, ale także prognoza dla inwestorów, bo tak słaby wzrost PKB zapowiada pogorszenie wyników spółek – ich akcje od strony fundamentalnej będą mniej warte.
Spowolnienie europejskiej gospodarki zrobiło fatalne wrażenie także za oceanem, bo może oznaczać spadek zamówień u tamtejszych eksporterów. Amerykańskim inwestorom na pewno nie poprawił też nastrojów raport o spadku w lipcu ilości nowych budów domów jednorodzinnych i o tym, że pozwoleń na budowę wydano mniej niż w czerwcu. Złych wiadomości było zbyt dużo, by inwestorzy wrócili do zakupów po informacji o największym od roku wzroście produkcji w lipcu.
Po opublikowaniu kwartalnego raportu Eurostatu zaczęły spadać indeksy na giełdach akcji, potaniały główne surowce przemysłowe, a rekord znowu pobiła cena złota. Wprawdzie na nowojorskiej giełdzie terminowej w miniony czwartek za uncję płacono już ponad 1817 USD, ale na londyńskim popołudniowym fixingu złoto wczoraj było rekordowo drogie, bo uncja kosztowała 1782,50 USD. Ten fixing to najważniejszy wskaźnik dla producentów złota.
Miedź i ropa naftowa staniały, bo najwolniejszy od dwóch lat wzrost gospodarczy strefy euro i bliska stagnacji niemiecka gospodarka zwiększyły obawy uczestników rynków o spadek popytu na surowce, bo prognozy dla europejskiej gospodarki też są dość marne, zważywszy na niemal powszechne i niekiedy drastyczne redukcje wydatków budżetowych w całym rejonie.