To nie banki centralne, ale dane z amerykańskiego rynku pracy miały największy wpływ na rynki w ubiegłym tygodniu. To, co bankierzy dali, dane bowiem zabrały. Efekt jest taki, że inwestorzy znów zaczęli stronić od ryzyka, na czym skorzystał głównie amerykański dolar, który przecież jest uważany za bezpieczną przystań. To z kolei odbiło się też czkawką naszej walucie, która w ostatnich tygodniach prezentowała się naprawdę mocno. Czy ostatnie wydarzenia to tylko chwilowa zadyszka czy też początek zmiany trendu?
Cofnięcie eurodolara
Zamieszanie, jakie wprowadziły amerykańskie dane z rynku pracy, dobrze widać na przykładzie głównej pary walutowej EUR/USD. Ta napędzana decyzjami i komunikatami ze strony banków centralnych przebiła poziom 1,10. Kiedy jednak ukazały się dane ze Stanów Zjednoczonych, nastroje zmieniły się o 180 stopni. Para EUR/USD piątkową sesję kończyła poniżej 1,08.
– Bardzo mocny raport z amerykańskiego rynku pracy za styczeń przeczy narracji, iż teraz Fed przekaże pałeczkę EBC, raczej obydwa banki będą szły mniej więcej w tym samym kierunku, jeśli chodzi o politykę pieniężną. W połączeniu z podejrzanie dobrym indeksem ISM usług raporty sugerują też, że amerykańska gospodarka nie będzie zwalniać szybciej niż europejska, co ostatnio było postrzegane jako bazowy scenariusz – wskazuje Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. Spadki pary EUR/USD widziane w ostatnich dniach mogą więc być zapowiedzią głębszej korekty.
– Notowania EUR/USD mają za sobą mocne cofnięcie po próbie wybicia bariery 1,10, która okazała się krótkotrwała i tym samym nieefektywna. Cofnięcie przypomina schemat „wybicie i powrót”, który często zapowiada gwałtowny ruch w dół. To też zapowiedź tego, że rejon dołka ze stycznia przy 1,0765 nie ma szans się teraz obronić – uważa Marek Rogalski, analityk DM BOŚ.