Grudzień rozpoczął się dla warszawskiego rynku akcji dramatycznie. Indeks WIG20 stracił w minionym tygodniu blisko 5 proc. i dotarł do poziomu 1807 pkt, na którym nie znajdował się od lipca 2009 r. Tak słabego tygodnia nie było na naszej giełdzie od września 2013 r. (wówczas w pierwszym tygodniu miesiąca indeks największych spółek stracił 6,1 proc.). Wygląda na to, że na razie zamiast św. Mikołaja do Warszawy przyjechała sama rózga.
Oprócz starych przyczyn zniżek – czyli wyprzedaży akcji banków i spółek energetycznych, w które uderzają forsowane przez rząd zmiany – doszły kolejne czynniki ryzyka. W środę inwestorów przestraszyła nowelizacja budżetu państwa na 2016 r., w którym podatek od kopalin został jednak utrzymany. W kampanii wyborczej premier Szydło zapowiadała jego likwidację, co wspierało notowania KGHM.
W czwartek z kolei rynki źle przyjęły decyzję Europejskiego Banku Centralnego o poszerzeniu programu luźnej polityki pieniężnej. Bank obniżył wprawdzie stopę depozytową do -0,3 proc. i przedłużył skup aktywów (QE) do marca 2017 r., ale rynek oczekiwał znacznie silniejszej ingerencji. Do tego wszystko doszedł kolejny czynnik – dymisja prezesa GPW Pawła Tamborskiego. Taki ruch, przynajmniej w oczach zagranicznych inwestorów, mógł zostać odebrany jako kolejny przejaw niestabilności rodzimego rynku kapitałowego, co tłumaczy poniekąd piątkową wyprzedaż.
Z technicznego punktu widzenia WIG20 realizuje scenariusz wybicia dołem z kilkuletniej konsolidacji. Jej szerokość to około 500 pkt, więc w najgorszym wariancie wydarzeń indeks blue chips mógłby spaść nawet do 1500 pkt. Z układu wsparć na wykresie wydaje się jednak, że jeśli okrągły pułap 1800 pkt nie zatrzyma niedźwiedzi, to kolejną silną barierą będzie 1750 pkt.
Podobna sytuacja techniczna panuje na wykresie WIG. W tym przypadku długoterminowa konsolidacji miała szerokość około 5500 pkt, więc przebicie dolnej granicy (50 000 pkt) powinno skutkować spadkiem w okolicę 44 500 pkt. W minionym tygodniu wskaźnik szerokiego rynku dotarł w porywach do 45 350 pkt, co pokazuje, że rynek jest już mocno wyprzedany i niebawem dotrze do silnej strefy wsparcia, która może zainicjować odbicie. W przeciwnym wypadku może dojść do silniejszej wyprzedaży.