Relatywna siła indeksu WIG względem amerykańskiego S&P 500 w ostatnich tygodniach może zaskakiwać, ale jednocześnie stanowi ważny sygnał dla inwestorów. Od szczytu WIG spadł o około 6,5 proc., podczas gdy S&P 500 obniżył się o 9 proc. W standardowych warunkach taka relacja byłaby nietypowa – polski rynek jako bardziej zmienny i obarczony wyższą betą, powinien reagować silniej na globalną korektę.

Tymczasem mamy do czynienia z sytuacją odwrotną, mimo że fundamenty polskiej gospodarki są obecnie bardziej narażone na skutki kryzysu paliwowego związanego z wojną nad Zatoką Perską. Wyższe koszty energii i potencjalne zaburzenia w handlu surowcami teoretycznie powinny ciążyć krajowym spółkom mocniej niż amerykańskim.

Relatywna siła i brak chęci wyprzedawania spółek z indeksu WIG mogą więc sugerować, że jeśli sytuacja surowcowa się ustabilizuje, a globalna korekta na rynkach dobiegnie końca, stworzy to solidne podstawy do odbicia notowań w Warszawie i kontynuacji ponadprzeciętnych stóp zwrotu WIG na tle rynku amerykańskiego.

Nie można jednak pomijać szerszego obrazu rynku. Indeks PLWS opracowywany przez portal Stooq, odzwierciedlający w równych wagach wszystkie spółki notowane GPW po silnych wzrostach z końcówki ubiegłego roku oddał już około trzy czwarte tamtej zwyżki. W praktyce oznacza to, że relatywna siła WIG nie znajduje pełnego potwierdzenia w zachowaniu szerokiego rynku akcji.