Wprowadziliście właśnie dwa nowe ETF-y na GPW. Cytując klasyka z filmu: „macie rozmach”.

To prawda. Obecnie robimy ukłon w stronę inwestorów aktywnych.

Reklama
Reklama

Co to dokładnie oznacza?

Na GPW pojawiły się dwa ETF-y oparte na indeksie mWIG40TR – jeden lewarowany, oferujący dwukrotną ekspozycję na dzienne zmiany indeksu, oraz drugi typu short, pozwalający zarabiać na spadkach. To ważny krok w rozwoju rynku ETF-ów w Polsce, bo rozszerza ofertę o instrumenty bardziej zaawansowane, skierowane do aktywnych inwestorów. Do tej pory dominowały rozwiązania pasywne, nastawione na długoterminowe oszczędzanie, natomiast teraz pojawia się segment umożliwiający bardziej dynamiczne zarządzanie portfelem.

Kiedy mowa o ETF-ach, ludzie zazwyczaj kojarzą je z instrumentami prostymi, tanimi, które dobrze sprawdzają się przy długoterminowych inwestycjach. To jednak nie ten przypadek?

Różnica jest fundamentalna. Klasyczne ETF-y mają odwzorowywać indeks i być tanim, prostym narzędziem do długoterminowego inwestowania. Natomiast ETF-y tradingowe wykorzystują mechanizmy takie jak lewar czy krótka sprzedaż. Ich celem nie jest spokojne budowanie kapitału przez lata, ale umożliwienie reagowania na krótkoterminowe ruchy rynku. To produkty znacznie bardziej zmienne, wymagające aktywnego podejścia i regularnego monitorowania.

Jak dokładnie działa mechanizm lewaru i shorta w tych funduszach?

Kluczowe jest zrozumienie, że mówimy o dziennym odwzorowaniu stóp zwrotu. Jeśli indeks mWIG40 wzrośnie o 1 proc. w trakcie jednej sesji, ETF lewarowany powinien wzrosnąć o około 2 proc., natomiast ETF short spadnie o około 1 proc. Analogicznie działa to w drugą stronę przy spadkach indeksu. Problem pojawia się w dłuższym horyzoncie – wtedy wyniki przestają być intuicyjne, ponieważ działa efekt kapitalizacji i zmienności. To oznacza, że inwestor nie może po prostu „pomnożyć wyniku indeksu razy dwa”.

Czytaj więcej

Nowe ETF-y debiutują na GPW. Kolejne rekordy kwestią czasu

W jakich warunkach rynkowych te instrumenty mają największy sens?

ETF lewarowany najlepiej sprawdza się w wyraźnych trendach wzrostowych, kiedy rynek rośnie w sposób względnie stabilny przez dłuższy czas. W takich warunkach efekt kapitalizacji działa na korzyść inwestora. Z kolei ETF short jest najbardziej efektywny w momentach gwałtownych spadków – krótkich, dynamicznych korekt lub w trakcie rynków niedźwiedzia. Natomiast oba instrumenty są niekorzystne w tzw. trendach bocznych, gdzie rynek porusza się naprzemiennie w górę i w dół – wtedy wyniki mogą być rozczarowujące mimo niewielkich zmian indeksu. Dlatego też zalecamy nawet jednodniowy horyzont inwestycyjny, ponieważ tylko wtedy mechanizm odwzorowania działa zgodnie z założeniami. W praktyce część inwestorów utrzymuje pozycje dłużej, nawet przez kilka miesięcy, ale wymaga to bardzo świadomego podejścia i ciągłego monitorowania rynku. To nie są produkty, które można kupić i zostawić bez kontroli – brak aktywnego zarządzania może prowadzić do nieoczekiwanych strat.

Jakie są największe ryzyka związane z tymi ETF-ami?

Największym ryzykiem jest niezrozumienie ich działania. Inwestorzy często zakładają prostą zależność „indeks razy dwa”, co w dłuższym okresie nie działa. Dochodzi do tego wysoka zmienność oraz efekt tzw. ścieżki stóp zwrotu – to, jak rynek dochodzi do danego poziomu, ma ogromne znaczenie. W praktyce oznacza to, że nawet przy wzroście indeksu inwestor może ponieść stratę. Dlatego mówimy wprost: to instrumenty o wysokim poziomie ryzyka.

Tylko po co wybierać wasze rozwiązania, jak można skorzystać chociażby z kontraktów terminowych czy też CFD?

Z jednej strony nasze fundusze oferują ekspozycję na rynek z wykorzystaniem lewaru, z drugiej – są prostsze i bardziej dostępne, np. w ramach kont IKE i IKZE. Mają też niższy poziom lewarowania niż CFD, co może ograniczać ryzyko gwałtownych strat. Dla wielu inwestorów to bardziej „przyswajalna” forma aktywnego inwestowania.

Z drugiej strony koszty są wyższe niż w klasycznych ETF - ach.

To naturalna konsekwencja bardziej złożonej konstrukcji. W przypadku ETF-ów lewarowanych musimy utrzymywać zwiększoną ekspozycję, korzystać z kontraktów futures i aktywnie zarządzać portfelem, w tym rolować pozycje. To generuje koszty, które są wyższe niż w prostych funduszach pasywnych. Trzeba też pamiętać, że to produkty krótkoterminowe – inwestorzy patrzą raczej na potencjalny wynik transakcji niż na roczną opłatę.

Jaką przyszłość widzicie w funduszach tradingowych?

Będą rozwijane, ale pozostaną segmentem uzupełniającym. Rdzeniem rynku nadal będą klasyczne ETF-y, które odpowiadają za większość aktywów. Natomiast produkty tradingowe są ważne, bo przyciągają aktywnych inwestorów i zwiększają płynność rynku.

Na rynku ETF - ów też jednak panuje coraz większa konkurencja....

Konkurencja jest naturalnym etapem rozwoju rynku i traktujemy ją jako potwierdzenie, że ETF-y w Polsce osiągnęły odpowiednią skalę. Z jednej strony oznacza większą presję, z drugiej – motywuje do dalszego rozwoju i poprawy oferty. Naszym celem pozostaje utrzymanie pozycji lidera.

Jakie cele, jeśli chodzi o aktywa, stawiacie sobie na ten rok?

Chcemy zwiększyć aktywa do poziomu 2,5–3 mld zł. Widzimy silne napływy, szczególnie do ETF-ów na polskie akcje, co pokazuje, że inwestorzy coraz bardziej interesują się rodzimym rynkiem. Będziemy dalej rozwijać ofertę i wprowadzać kolejne produkty.