To już pewne. Globalny dostawca indeksów S&P DIJ zdecydował, że Polska uzyska awans z rynku rozwijającego się do grona rynków rozwiniętych. Zmiany mają wejść w życie we wrześniu 2027 r.

Temat ten już wcześniej pojawił się w przestrzeni publicznej. Z jednej strony jest to oczywiście docenienie rozwoju polskiego rynku, ale z drugiej pojawia się także pytanie, czy faktycznie wyjdzie nam to na dobre. Udział Polski w gronie rynków rozwiniętych będzie bowiem niewielki. Obecnie waga Polski w S&P Emerging BMI wynosi około 1,5 proc. Po przejściu do S&P Developed BMI, szacowana waga wyniosłaby zaledwie około 0,10–0,15 proc. – Nasze podejście koncentruje się na wzmacnianiu fundamentów rynku, w tym poprzez zwiększanie liczby i skali spółek dostępnych dla globalnych inwestorów, poprawę płynności oraz poszerzanie bazy inwestorów. Zmianę klasyfikacji traktujemy jako rezultat tych działań, a nie cel sam w sobie. Kluczowe jest również, aby taka zmiana nastąpiła we właściwym momencie, gdy będzie mogła być wsparta odpowiednią głębokością rynku, zapewniającą trwałą pozycję w indeksach rynków rozwiniętych – wskazywał w czerwcu na łamach „Parkietu” Tomasz Bardziłowski, prezes GPW.

Czytaj więcej

GPW hegemonem w regionie, średniakiem z ambicjami w Europie

Awans do rynków rozwiniętych. Co oznacza dla Polski?

Jakie konsekwencje może mieć dla Polski awans w klasyfikacji S&P DIJ? – W teorii awans do rynków rozwiniętych niesie dwa typy korzyści. Po stronie pozytywnej: obniżenie kosztu kapitału dla polskich spółek (inwestorzy DM wymagają niższej premii za ryzyko), poszerzenie spektrum potencjalnych nabywców akcji o fundusze z mandatem na rynki rozwinięte, a w dłuższej perspektywie – presja na poprawę ładu korporacyjnego i transparentności. Efekty te materializują się w horyzoncie trzy-pięcioletnim i są trudne do precyzyjnego skwantyfikowania. Po stronie negatywnej pojawia się efekt, który można elegancko określić jako transformację z dużej ryby w małym stawie w mikroorganizm w oceanie. W przypadku Polski: obecna waga w S&P Emerging BMI wynosi około 1,5 proc. Po przejściu do S&P Developed BMI, szacowana waga wyniosłaby zaledwie około 0,10–0,15 proc., czyli redukcja rzędu 10-krotności. Fundusze pasywne śledzące indeks EM są zobowiązane sprzedać pozycje (Polska znika z benchmarku), natomiast fundusze DM nie muszą kupować proporcjonalnie wiele – przy tak małej wadze wystarczy kilka największych spółek, by wiarygodnie odwzorować benchmark. Inaczej niż w przypadku pozycji w EM, gdzie replikacja indeksu wymagała posiadania szerszego koszyka polskich akcji, w DM uda się to osiągnąć, utrzymując ekspozycję wyłącznie na Orlen, PKO BP czy KGHM – mówił niedawno w rozmowie z „Parkietem” Piotr Wałek, zarządzający Insignis TFI.

Czytaj więcej

Reklasyfikacja S&P DJI to symbolika i prestiż. Wyzwaniem byłoby wejście do MSCI DM

Eksperci też zgodnie wskazują, że z perspektywy rynkowej najważniejsza jest klasyfikacja MSCI. Tam Polska na razie wciąż pozostaje rynkiem rozwijającym się. Od 2018 r. jesteśmy zaś w gronie rynków rozwiniętych według metodologii FTSE Russell.