Z jednej strony wyśmienite wyniki kwartalne spółek technologicznych, nakręcające boom na sztuczną inteligencję, z drugiej – coraz bardziej alarmistyczna sytuacja na rynku długu w USA. Co z tego wszystkiego wyniknie?

Stany Zjednoczone właśnie przekroczyły symboliczną, ale i psychologicznie ciążącą barierę 40 bln dolarów długu publicznego. Tempo zadłużania budzi ogromny niepokój ekspertów, tym bardziej że niedawno zakładano osiągnięcie tego pułapu dopiero w 2028 r. Kombinacja wydatków związanych ze starzeniem się społeczeństwa, konfliktami geopolitycznymi na Bliskim Wschodzie oraz potężnymi cięciami podatkowymi sprawia, że deficyt wymyka się spod kontroli. W obliczu restrykcyjnej polityki Fed same roczne płatności odsetkowe przekraczają już pułap biliona dolarów, przewyższając wydatki na obronność.

Strajk kupujących na rynku instrumentów o stałym dochodzie zmusił amerykański Departament Skarbu do interwencji. Decyzja o co najmniej podwojeniu skali odkupu długu w segmentach długoterminowych (10–30 lat) wywołała spadek rentowności 10-letnich papierów do 4,65 proc., co przyniosło rynkom akcji chwilową ulgę. Zastrzyk płynności zadziałał jak stabilizator, jednak kluczowe pytanie pozostaje otwarte: czy w tak napiętym dłużnym środowisku hossa AI ma szansę na kontynuację? Prawdopodobnie odpowiedzi nie dostarczą nam same fundamenty, lecz być może to, co wydarzy się na wykresie.

Na rynku technologicznym przewagę wciąż zachowuje obóz byków, jednak obecne zmagania rozgrywają się w wyjątkowo ciekawym i charakterystycznym rejonie cenowym. Indeks NASDAQ powrócił w okolicę bazowego, średnioterminowego oporu Fibonacciego: 27350–27550 pkt. Na tym etapie wydarzeń popyt nie powinien tutaj dezerterować. Z punktu widzenia optymalnego budowania kolejnego impulsu hossy, z pewnością nie jest to najlepsze miejsce na defensywne zachowania i oddawanie pola niedźwiedziom.

Głównym wyzwaniem w ujęciu krótkoterminowym, z którym obecnie mierzą się kupujący, jest precyzyjnie działający opór wyznaczony przez zniesienie 88,6 proc., wypadający na poziomie: 26875 pkt. Obserwowana trudność z pokonaniem tej zapory wskazuje, że podaż dość aktywnie broni dostępu do wyższych pułapów. Ewentualne udane wybicie tego lokalnego ograniczenia byłoby w zasadzie pewnym zaproszeniem do bezpośredniego testu historycznie potwierdzonej zapory podażowej: 27350–27550 pkt. To właśnie we wskazanym rejonie na początku czerwca strona podażowa przejęła inicjatywę, doprowadzając do silniejszego cofnięcia.

Pierwszym wyraźnym sygnałem słabości byłoby przełamanie lokalnego zniesienia 38,2 proc., czyli wsparcia zlokalizowanego na pułapie: 25931 pkt. Jego utrata stanowiłaby dowód, że kupujący nie radzą sobie w rejonie poprzedniego maksimum. W takim negatywnym scenariuszu na pierwszy plan z dużym prawdopodobieństwem przebiłaby się rynkowa narracja o kształtowaniu się formacji podwójnego szczytu, co dodatkowo mogłoby zmotywować obóz podażowy.

Trzeba zaznaczyć, że przełamanie poziomu 25931 pkt. nie byłoby jeszcze decydującym sygnałem odwrotu w szerszym horyzoncie. Ważną rolę pełni tutaj bazowy klaster popytowy Fibonacciego: 24707–24883 pkt. To właśnie w tym rejonie pod koniec lipca popyt uaktywnił się niezwykle wyraźnie, wyprowadzając skuteczną kontrę. Dopiero ewentualne poddanie tego węzła zaczęłoby stopniowo zmieniać układ sił w ujęciu średnioterminowym, zapowiadając zmianę trendu.