Strategia Steve’a Bessenta jest niekonwencjonalna, a nawet kontrowersyjna – zachowuje się on jak handlarz obligacjami/walutami, a nie jak kluczowy urzędnik utrzymujący stabilność światowego systemu finansowego. Obecnie wszystko jednak wskazuje na fakt, że zachowanie takie jest warunkiem utrzymania statusu USA jako hegemona gospodarczego i finansowego. Dla USA natomiast korzyści wynikające z wyjątkowego miejsca w światowym ładzie nie są już jedynie mocną stroną – a warunkiem przetrwania. Przez ostatnie dekady USA funkcjonowało z założeniem, że tańsze finansowanie wynikające ze statusu największej waluty rezerwowej jest czymś danym na zawsze. Coraz bardziej jasne jest, że tak nie jest.

Sekretarz Skarbu USA ma obecnie niesamowicie trudne zadanie utrzymania pod kontrolą długu USA, jak sam deklaruje, ze szczególnym uwzględnieniem długiego końca zapadalności (10–30 lat). To ten drugi koniec jest tak kluczowy, głównie dlatego że stanowi on punkt wyjścia dla opłacalności kredytów oraz inwestycji w amerykańskiej gospodarce. Używając prostego mechanizmu popytu i podaży, Bessent przesuwa coraz większą część długu w stronę krótszego okresu zapadalności. Ma to sens, premia terminowa sprawia, że w niemal każdym przypadku obligacje o krótszym terminie zapadalności będą miały niższe oprocentowanie – zachowanie takie sprawia, że Bessent adresuje dwa problemy jednym zamachem. Ale jeśli tak jest, to dlaczego Departament Skarbu nie praktykował takiej polityki jako docelowej?

Bo średnia terminowa ma w zwyczaju, okazjonalnie – odwracać się. Polityka nowego sekretarza to de facto gigantyczny zakład na rynku długu, którego stawką jest wypłacalność USA oraz stabilność całego systemu finansowego. Sytuacja, w której istnieje niewielka, ale jednak, szansa, że USA musiałoby zrolować krótkoterminowy dług w najmniej odpowiednim do tego momencie, jest niska, ale nie zerowa. Jednak biorąc pod uwagę skalę degradacji dyscypliny fiskalnej w USA na przestrzeni ostatnich lat – zakład taki może być jedynym wyjściem.

Jednak zmienność krótkoterminowych obligacji to nie jedyne zagrożenie. Steve Bessent jest osobiście zaangażowany w ekspansję tzw. stablecoinów. Aby tokeny te były tak stabilne, jak implikuje ich nazwa – muszą one być podparte aktywami, w tym obligacjami USA. Bessent pracuje w pocie czoła, aby zakupy krótkoterminowych obligacji ze strony stablecoinów były jak największe, częściowo aby rekompensowały one ponadnormatywną emisję po tej stronie zapadalności. Jednak można teoretyzować, że takie zjawisko również może doprowadzić do kryzysu finansowego. Jeśli zgodnie z założeniami niektórych analityków do stablecoinów odpłynęłyby setki miliardów USD depozytów detalicznych i korporacyjnych, wywarłoby to miażdżącą presję na wiele amerykańskich banków, które musiałyby oferować coraz wyższe oprocentowanie depozytów.

Jednocześnie nie brakuje też sugestii, że skoro Bessent tak bardzo ucieka od długiego końca zapadalności długu, to musi on oczekiwać spadku oprocentowania. Skąd jednak miałby wziąć się taki ruch rentowności obligacji, USA miałoby nagle odwrócić swoją politykę, zredukować deficyt i odzyskać zaufanie inwestorów?

Jest to mało prawdopodobne. Bardziej prawdopodobny jest scenariusz, w którym Bessent niejako „czeka” na kryzys, który wymusi głębokie cięcia stóp procentowych, zepchnie w dół całą krzywą rentowności i pozwoli mu zabezpieczyć tanie finansowanie dla USA na dekady. Jest to scenariusz skrajny – jednak skrajnym scenariuszem jest również tak inwazyjne zarządzanie kursem oraz rentownościami. Całość strategii Bessenta jest znana prawdopodobnie tylko niemu samemu – jednak bez względu na dalsze kroki polityka sekretarza skarbu jest jednym z najbardziej istotnych trendów na rynkach finansowych.

Kamil Szczepański Analityk Rynków Finansowych XTB