Jeszcze na początku wakacji kurs EUR/USD znajdował się na rocznych minimach, a utrzymująca się premia za ryzyko geopolityczne windowała zarówno ceny surowców energetycznych, jak i popyt na bezpieczną przystań w postaci USD. Na Bliskim Wschodzie zmieniło się niewiele. Sześćdziesięciodniowe okno negocjacyjne wygasło, a obie strony wciąż tkwią w dyplomatycznym klinczu, obrzucając się warunkami, których nikt nie zamierza spełnić. Kontrakty na Brent podchodzą znów pod 95 USD za baryłkę, podtrzymując ryzyko globalnego wzrostu inflacji.

Tymczasem kurs EUR/USD jest najwyżej od maja i podchodzi pod psychologiczny poziom 1,1700. Szeroka deprecjacja dolara pomimo utrzymującej się niepewności w sprawie Cieśniny Ormuz aż krzyczy, że premia za ryzyko geopolityczne dla amerykańskiej waluty wyczerpała się niemal definitywnie; że zwrot uwagi w stronę twardych fundamentów gospodarczych kończy tym samym trwający od początku roku sezon na dolara. Gołębi wydźwięk ostatniej decyzji Fed, seria słabszych od oczekiwań danych makro oraz właśnie zapowiedziany dodatkowy skup obligacji przez Departament Skarbu w USA przypomniały inwestorom, że siła waluty nie może bazować jedynie na awersji do ryzyka.

Zapowiedzią dalszej zachowawczości wobec dolara była czwartkowa sesja na rynku długu. Rentowności 30-latek niemal natychmiastowo wymazały wcześniejsze spadki, lukę domyka również spread 10-latek i 2-latek, dając do zrozumienia, że nawet dolar nie pojedzie daleko na miękkich sygnałach.