Jeśli ktoś liczył na fajerwerki podczas poniedziałkowej sesji, może czuć rozczarowanie. Jeśli owe fajerwerki się pojawiły, to raczej miały one charakter punktowy. W centrum uwagi była m.in. Żabka, która momentami spadała nawet ponad 10 proc.. w reakcji na informacje o wycofaniu się potencjalnego inwestora z Japonii. Cały rynek mierzony głównymi indeksami zaliczył zaś niewielką zmianę. Z jednej strony można byłoby to uznać za wakacyjne zjawisko. Z drugiej jednak strony może być to też cisza przed burzą. Na brak wydarzeń „dużego kalibru” inwestorzy nie powinni bowiem narzekać w kolejnych dniach.
W poniedziałek na GPW przeważał kolor zielony. Raz świecił on mocniej, raz mniej, ale byki zdawały się mieć kontrolę nad przebiegiem wydarzeń. To, że jednak miały kontrolę, nie oznacza też, że obóz kupujących pokazał swoje możliwości. Praktycznie przez większość dnia mieliśmy niewielką zmienność, a szczytem możliwości było wyjście indeksu WIG20 nieco ponad 0,5 proc. na plus. Kontrastowało to nieco z zachowaniem rynku niemieckiego, który w drugiej części dnia rósł nawet około 1,5 proc.
Czytaj więcej
Hossa wciąż ma się dobrze i w długim terminie indeksy na GPW i na Wall Street powinny rosnąć. W krótkim okresie trzeba się jednak liczyć z ryzykiem...
Wielki tydzień na giełdach
WIG20 rósł, ale po kilku godzinach handlu też dało się wyczuć „zmęczenie materiału”. Nawiązując więc do opisu wydarzeń z poprzedniego tygodnia: niby wychyliliśmy głowę, by sprawdzić, czy okienko pogodowe pozwala na przeprowadzenie ataku szczytowego, ale okazało się, że na razie rozpoczęcie tej misji trzeba przełożyć.
Polski rynek z niewielką zmiennością dojechał do końca notowań. Nie pomogli też Amerykanie, którzy zaczęli handel też od niezdecydowania. Bliski Wschód, mimo napływu kolejnych informacji, został już jakiś czas temu zapchnięty na dalszy plan. Rynek czeka teraz przede wszystkim na banki centralne, w tym oczywiście Fed w roli głównej. Do tego dochodzi też sezon wynikowy, który zacznie się niedługo rozkręcać także na GPW.