W perspektywie połowy lat 20. XXI w. Polska Grupa Energetyczna zamierza postawić farmy na Bałtyku o łącznej mocy 1 tys. MW. Apetyty są jednak większe. – Rozwój tej technologii jest tak szybki, że widzimy możliwość zrealizowania nawet 2,5 tys. MW do 2030 r. – zapowiedział Henryk Baranowski, prezes PGE.

Apetyt na prąd z Bałtyku

Na razie grupa nie szuka partnera. To może się zmienić, jeśli PGE uzna w przyszłości, że z takiego partnerstwa wynikają jakieś korzyści. Baranowski podkreśla, że nie ma dziś wiążących rozmów z potencjalnymi zainteresowanymi wejściem do projektów PGE.

Grupa szacuje koszt budowy 1 tys. MW w wietrze na morzu na 12–14 mld zł. Jedną trzecią tej kwoty pochłonęłoby samo przyłączenie farmy do krajowego systemu. Jednak prezes PGE nie odpowiedział wprost na pytanie, czy PGE oczekuje takiego wsparcia od państwa.

Dziś farmy bałtyckie PGE są na etapie starania się o decyzję środowiskową (wniosek złożono w grudniu 2017 r.). Ten dokument oraz pozwolenie na przyłączenie, które PGE już ma w ręku, dają podstawę do udziału w aukcji dla odnawialnych źródeł, gdzie można uzyskać kontrakt rządowy z dopłatami. – Mam nadzieję, że do 2021 r. projekt osiągnie status gotowego do budowy – powiedział Baranowski.

Jednocześnie spółka analizuje budowę trzech bloków gazowych, każdy o mocy 500 MW. Dwa z nich mogą powstać w Elektrowni Dolna Odra, z czego pierwszy już w 2023 r. Lokalizacji trzeciej jednostki PGE na razie nie ujawnia. Podkreśla jedynie, że może to być dodatkowe źródło w miejscowości, w której już funkcjonuje. – Rozwój energetyki niskoemisyjnej jest krokiem w kierunku dywersyfikacji źródeł wytwarzania w grupie PGE – dodał Baranowski. – Harmonogram realizacji pierwszego bloku wyklucza projekt z udziału już w tegorocznej aukcji – zaznaczył Emil Wojtowicz, wiceprezes ds. finansowych PGE.

Atom i Złoczew w grze

Pójście w energetykę niskoemisyjną nie oznacza jednak, że grupa rezygnuje z pozostałych opcji strategicznych podanych w strategii z 2016 r. Wśród nich – obok wiatraków na morzu – znajdował się także zeroemisyjny atom i nowe odkrywki węgla brunatnego. Baranowski pytany o maksymalny możliwy poziom zaangażowania w projekt atomowy podkreślił, że taka decyzja jeszcze nie zapadła. Na razie celowa spółka PGE EJ1 prowadzi badania środowiskowe i lokalizacyjne. Raport z nich będzie gotowy na przełomie tego i przyszłego roku.

Projekty odkrywek brunatnych są dziś najmniej prawdopodobne w kontekście zaostrzającej się polityki klimatycznej i rosnących cen uprawnień do emisji CO2. Spółka podtrzymuje jednak, że analizy dotyczące Złoczewa trwają. Opcja związana z nowymi odkrywkami i tak jednak musi być okrojona w kontekście obietnic złożonych przez ministra energii w Brukseli. Krzysztof Tchórzewski zapowiedział, że po 2025 r. nie powstaną w Polsce nowe moce węglowe, co eliminuje projekt kompleksu energetyczno-wydobywczego w Gubinie.

Spośród opcji strategicznych PGE ta wybrana obecnie miałaby też najmniejsze problemy z pozyskaniem finansowania. – Jest duże zainteresowanie instytucji takimi projektami. Dodatkowo będzie możliwość starania się o wsparcie z mechanizmów przewidzianych w ramach systemu handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS) – wskazywał Baranowski. Wojtowicz dodał, że choć lista podmiotów kredytujących inwestycje węglowe się skurczyła, to nadal są takie chętne do finansowania tego typu projektów. Z kolei w przypadku atomu o kredyty byłoby łatwo przy odpowiednim systemie gwarancji ze strony państwa.

Wydatki na wiatraki morskie będą prawdopodobnie największymi w budżecie inwestycyjnym PGE po 2020 r. – Dziś zakładamy powrót do wypłacania dywidend w przyszłej dekadzie, ale ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła – dodał Wojtowicz.