Reklama

Powoli rusza sezon sutych dywidend z krajowej giełdy

Pierwszy sygnał wysłał jeden z największych banków i to oczywiście będzie kluczowa grupa firm, które sypną niemałym groszem, dzieląc się zyskami z 2025 r. ze swoimi udziałowcami.
Powoli rusza sezon sutych dywidend z krajowej giełdy

Foto: AdobeStock

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie są przewidywane sumy dywidend na polskim rynku w bieżącym sezonie?
  • Jak dywidendy wpływają na rzeczywiste stopy zwrotu indeksów giełdowych?
  • Które branże są wiodącymi płatnikami dywidend na GPW?
  • Co kształtuje politykę dywidendową kluczowych spółek i sektorów?
  • Jaki jest długoterminowy trend dywidend na GPW i czynniki go determinujące?

Perspektywa atrakcyjnych dywidend to z pewnością jeden z głównych czynników, które utrzymują inwestorów przy krajowym rynku. Po rekordowym poprzednim roku poprzeczka ustawiona jest jednak wysoko.

O 5 mld zł więcej

Od lat krajowy rynek akcji postrzegany jest przez pryzmat indeksów, które nie uwzględniają dywidend. Tymczasem po rekordowym 2025 r. różnica między indeksem cenowym a dochodowym jest przynajmniej godna uwagi. Przykładowo stopa zwrotu WIG20 w zeszłym roku to 45,3 proc., podczas gdy ta sama grupa spółek po uwzględnieniu dywidend zamknęła zeszły rok 52,5-proc. umocnieniem. Co więcej, maruderzy mogą wytykać WIG20 za to, że jako jeden z niewielu nie pobił on w ostatnich miesiącach swojego rekordu wszechczasów. Co innego , jeśli przeanalizujemy WIG20 Total Return, który już w 2018 r. znalazł się powyżej poziomu szczytów sprzed kryzysu z pierwszej dekady wieku. Następnie wzbił się jeszcze wyżej w 2021 r., a od dwóch lat znów śrubuje rekordy. Jeszcze sprawniej z biciem rekordów idzie indeksom średnich i małych spółek, które właściwie od lat poruszają się w trendach wzrostowych.

Foto: Parkiet

Czy w związku z rekordowymi zyskami polskich spółek z 2025 r. możemy liczyć także na rekordy wypłaconych dywidend? Jest na to spora szansa. W 2025 r. spółki notowane na warszawskiej giełdzie wypłaciły akcjonariuszom około 40 mld zł w formie dywidend i był to wynik najwyższy w historii. Wiele wskazuje na to, że w tym roku suma dywidend może być nawet 5 mld zł większa. Wraz ze wzrostem wycen polskich akcji stopa dywidendy dla szerokiego rynku może wynieść około 4,4 proc. Struktura wypłat pozostaje silnie skoncentrowana wokół spółek finansowych, przede wszystkim banków. Na drugim miejscu znajdują się spółki użyteczności publicznej i energetyczne, a rosnący udział mają także firmy konsumenckie oraz deweloperzy.

Reklama
Reklama

Foto: Parkiet

Wciąż jeszcze czekamy na szereg raportów finansowych największych spółek, ale pierwsze sygnały są optymistyczne. W tym tygodniu Santander BP ogłosił, że zechce wypłacić 49,98 zł dywidendy na akcję z zysku za rok ubiegły. Oznaczać to będzie, że łączna kwota dywidendy może sięgnąć 5,1 mld zł wobec ubiegłorocznego zysku na poziomie 6,7 mld zł. Dniem ustalenia prawa do dywidendy ma być 13 maja, zaś wypłata ma nastąpić tydzień później. Santander może zatem przeznaczyć większość zysku na dywidendę, aczkolwiek tego samego raczej nie można oczekiwać po wszystkich bankach. Według szacunków analityków sektor ten może podzielić się do około 55 proc. zysków z 2025 r. Przypomnijmy – według raportu Narodowego Banku Polskiego zysk netto banków w 2025 r. wyniósł dokładnie 48,7 mld zł, czyli o niemal 22 proc. więcej niż w 2024 r.

Wcześniej m.in. Orange Polska zaproponowało dywidendę wyższą o kilkanaście procent rok do roku, na poziomie 0,61 zł na akcję, jednocześnie podnosząc minimalny poziom wypłat na kolejne lata. Z kolei LPP planuje przekazać akcjonariuszom co najmniej 800 zł na akcję, co oznacza łącznie około 1,5 mld zł. Rosnące wypłaty zapowiadają także deweloperzy, korzystający z poprawy wyników i stabilnej sytuacji bilansowej. Niektóre spółki wciąż jeszcze mogą pozytywnie zaskoczyć wypłatą dywidendy z zysków za zeszły rok. Część analityków sugeruje, że na taki krok w końcu mogłoby zdecydować się Dino Polska, którego wyniki powinniśmy poznać 26 marca.

Czytaj więcej

Na dywidendy zaliczkowe może liczyć tylko niewielu

Dywidendowa hossa na warszawskiej giełdzie

Największe znaczenie dla inwestorów oczywiście będą miały decyzje akcjonariuszy banków, które w 2025 podzieliły się z udziałowcami sumą około 24 mld zł, natomiast w tym roku jest szansa, że jeszcze głębiej sięgną do kieszeni. Sprzyja temu dobra kondycja sektora oraz rekomendacje nadzoru, które pozwalają najlepiej dokapitalizowanym instytucjom wypłacać nawet do 75 proc. zysków. Część banków może dodatkowo sięgnąć po zyski zatrzymane z poprzednich lat, co jeszcze zwiększy nominalne wypłaty.

Nie wszystkie instytucje wrócą jednak od razu do dzielenia się zyskiem. Według analityków banki z dużym portfelem kredytów frankowych, jak mBank czy Bank Millennium, prawdopodobnie wznowią wypłaty dopiero w kolejnych latach. Z kolei inne, jak Alior czy BNP Paribas BP, na razie mogą utrzymać bardziej zachowawczą strategię.

Reklama
Reklama

Poza sektorem finansowym wysokie dywidendy mogą wypłacić także największe spółki przemysłowe i surowcowe. W przypadku koncernów energetycznych i paliwowych kluczowe znaczenie mają zarówno wyniki finansowe, jak i potrzeby właścicielskie Skarbu Państwa. Deweloperzy z kolei korzystają z rosnących zysków i – mimo bardziej wymagającego otoczenia sprzedażowego – pozostają jednymi z bardziej przewidywalnych płatników dywidend.

W szerszym ujęciu ostatnie kilkanaście lat pokazuje wyraźną ewolucję krajowego rynku w kwestii dywidend. Po okresie stabilnego wzrostu sum, które trafiały do akcjonariuszy w latach 2010–2015, przejściowym spowolnieniu i pandemicznym załamaniu w 2020 r., GPW weszła w fazę rekordowych wypłat. W latach 2023–2025 dywidendy osiągnęły poziom 40–45 mld zł rocznie, a łączna ich wartość od 2010 r. mogła sięgnąć nawet pół biliona złotych.

Choć długoterminowy trend jest wzrostowy, na przykładzie ostatnich lat jasno widać, że dywidendy pozostają silnie zależne od cyklu gospodarczego, regulacji – szczególnie w sektorze bankowym – oraz koniunktury w kluczowych branżach.

WIG może się zbliżać do dolnego ograniczenia kanału wzrostowego

Foto: Parkiet

Czwartek był ciężkim dniem dla krajowego rynku akcji i wygląda na to, że to nie koniec konsekwencji środowego odwrotu. Główny indeks krajowego rynku zetknął się wówczas z linią oporu, poprowadzoną przez szczyty z jesieni ubiegłego roku, a następnie dołki sprzed dwóch miesięcy. WIG osunął się poniżej wspomnianej linii na początku marca dość gwałtownym ruchem w kierunku południowym.

Czwartkowy spadek sięgający po południu 1,7 proc. wprowadzał WIG w rejon lokalnych dołków, które mają spore szanse powstrzymać spadki. Kilka czynników działa jednak przeciwko popytowi. Wygląda na to, że WIG dąży do wyrysowanego na wykresie dolnego ograniczenia kanału wzrostowego, a zatem potencjał spadków to jeszcze przynajmniej około 2 tys. pkt. Warto odnotować wzrost obrotów na GPW podczas sesji z wtorku i środy, kiedy ukształtował się lokalny szczyt, co raczej wskazuje na dystrybucję niż świeży kapitał, mogący odwrócić negatywne nastroje, które przeważają w marcu na warszawskim rynku akcji. Podobne wskazania płyną z wykresu WIG20, który otworzył sobie drogę do okolic 3200 pkt. Wśród dużych spółek szczególnie słabo prezentowało się KGHM, gdzie przecena po południu przekraczała nawet 7 proc. Zapowiadało się więc na najgorszą sesję od kilku tygodni. Była to reakcja inwestorów na spadki cen srebra i miedzi. Ciężki dzień miały zwłaszcza metale szlachetne, a przecena srebra przekraczała chwilami 10 proc. Tym samym srebro dotarło do dziennego dołka z lutego.

Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama