Od listopadowego dołka WIG wzrósł o niemal jedną piątą. Idzie to w parze z analizowanymi przez nas rekomendacjami, które wówczas implikowały średnio kilkunastoprocentowy potencjał wzrostu. W kontekście tych statystyk niepokojąco prezentują się wyniki naszej najnowszej analizy, obejmującej raporty wydane w ubiegłym miesiącu. Trafiło ich na rynek niemal 70. Z tego 66 proc. stanowiły zalecenia pozytywne, ponad 4 proc. neutralne i aż 30 proc. negatywne. Odsetek tych ostatnich jest o 9 pkt proc. wyższy niż w listopadzie, a w stosunku do stycznia 2016 r. ta różnica wynosi aż 18 pkt proc.

Co jeszcze niepokoi? Stosunkowo niski odsetek rekomendacji stricte pozytywnych, czyli tych zalecających zakup bądź akumulowanie akcji (bez „trzymaj"). Wynosi tylko 43 proc., a więc statystycznie rzecz biorąc, mniej niż co druga spółka ma potencjał wzrostu.

Korekta? To tylko kwestia czasu

Sprawdziliśmy również, jak mają się średnie ceny docelowe do obecnych kursów spółek. Okazuje się, że jest tylko 5-proc. przestrzeń do zwyżek. Jeszcze niedawno ten wynik byłby zdecydowanie wyższy, ale kursy w reakcji na wydane rekomendacje poszły mocno w górę i w niektórych przypadkach przebiły już poziom docelowy, mimo że raporty zakładają zazwyczaj 12-miesięczny horyzont inwestycyjny. Widać, że nasz rynek kapitałowy jest mocno spragniony pozytywnych informacji i reaguje na nie ze zdwojoną siłą. Natomiast zdecydowanie słabszą reakcję widać w stosunku do wieści negatywnych, co więcej – gros z nich jest wręcz ignorowane. A to klasyczny objaw hossy. Czy jesteśmy u jej kresu?

Ilu analityków – tyle opinii. Za kontynuacją zwyżek przemawiają niskie stopy procentowe i stosunkowo dobra sytuacja fundamentalna spółek notowanych na warszawskim parkiecie, natomiast na drugiej szali mamy utrzymujące się wysokie ryzyko geopolityczne i słabszy od pierwotnie zapowiadanego wzrost PKB. Istnieje też obawa, że inwestorzy zagraniczni, a przecież to oni rozdają karty na warszawskiej giełdzie (53 proc. obrotów), zdecydują się na realizację zysków po kilku miesiącach intensywnych zwyżek. To nie pozostałoby bez wpływu na indeksy. Taki scenariusz szedłby w parze z zaleceniami wydawanymi przez Goldmana Sachsa, którymi kieruje się wiele zagranicznych funduszy. W listopadzie wskazał on Polskę jako ciekawy rynek do inwestowania, natomiast w ubiegłym miesiącu ściął rekomendację do „przeważaj". To umiarkowanie pozytywna informacja, bo oznacza, że zdaniem analityków nadal warto trzymać polskie akcje, ale dalszego potencjału dynamicznych zwyżek już nie widzą.

Warto też mieć na uwadze, że rekomendacje bynajmniej nie są wyrocznią: z naszych szacunków wynika, że u szczytu hossy latem 2007 r. odsetek zaleceń pozytywnych był rekordowo wysoki i nic nie wskazywało, że kilka tygodni później indeksy zanurkują. Trudno zresztą mieć pretensje do brokerów, że tego nie przewidzieli, bo impuls do tąpnięcia nie wynikał z fundamentów notowanych w Warszawie spółek, lecz przyszedł z zewnątrz.

Oto faworyci analityków...

Z analizy rekomendacji wydanych w lutym wynika, że ponad 20 spółek ma minimum 10-proc. potencjał wzrostu. Prym wiedzie tu Braster, którego jedną akcję East Value Research wycenia na 36,8 zł. W dniu wydania raportu kurs wynosił nieco ponad 14 zł, a obecnie oscyluje w okolicach 17 zł. Kilka dni temu mocno spadł po tym, jak na rynek trafiła informacja o planowanej dużej emisji akcji. Spółka chce pozyskać 60–70 mln zł na przejęcia oraz ekspansję międzynarodową.

Potencjał wzrostu wyceny o ponad jedną trzecią w stosunku do obecnego kursu mają też takie spółki jak JSW, Altus TFI czy Marvipol. Analitycy łaskawym okiem patrzą też na producentów gier, choć wyraźnie widać, że lepiej oceniają perspektywy 11 bit studios niż CI Games, które kilka dni temu niemile zaskoczyło, przekładając kolejny raz premierę gry „Sniper 3". Natomiast w kwestii CD Projektu zdania są podzielone. Dotychczasowa mocna zwyżka rodzi pytanie, czy obecna wycena jest uzasadniona. Trudno na nie odpowiedzieć, wspomagając się rekomendacjami, bo w ostatnim czasie na rynek trafiły zalecenia zarówno „kupuj", jak i „sprzedaj". Dobrze w zestawieniu wypadają deweloperzy. Vestor DM radzi kupować akcje Robygu i LC Corp oraz akumulować papiery grupy Dom Development. Analitycy uważają, że po świetnym 2016 r. trend wysokiej sprzedaży mieszkań zostanie utrzymany w nadchodzących kwartałach. Za takim scenariuszem przemawia korzystne otoczeniem makro (w tym przede wszystkim niskie oprocentowanie kredytów hipotecznych) oraz obfite banki ziemi deweloperów.

...i spółki, na które trzeba uważać

Z rekomendacji listopadowych (odnosimy się do nich, ponieważ od tego czasu widać wyraźny wzrost indeksów) wynikało, że prawie 30 firm ma minimum dwucyfrowy potencjał zwyżkowy (teraz ta grupa się zawęziła do 22 podmiotów). Było wśród nich Oragne Polska, które w ostatnich tygodniach mocno podpadło inwestorom. Wprawdzie status dywidendowego pewniaka telekom utracił już kilka lat temu, ale rynek zakładał, że grupa wypłaci choć nikłą dywidendę. Tak się jednak nie stało. Co więcej, zarząd zasygnalizował, że spółka może się wstrzymać z wypłatą dłużej niż rok.

Negatywne zalecenia od analityków zebrały też ostatnio takie spółki jak m.in. AmRest, LPP, Tauron, CCC, Agora oraz PGNiG. Akcje tej ostatniej są wyceniane na rynku na ponad 6 zł, podczas gdy DM mBanku poprzeczkę ustawił na poziomie 5,15 zł. Nie wyklucza, że EBITDA spółki w segmencie wydobywczym w 2017 r. poprawi się w porównaniu z 2016 r. za sprawą cen surowców. – Jednocześnie nie umyka nam ryzyko, że ta poprawa w dużym stopniu może być zniwelowana przez ujemną dynamikę w segmencie magazynowania i obrotu – podkreślają analitycy.

katarzyna.kucharczyk@parkiet.com