REKLAMA
REKLAMA

Wierzytelności

GetBack to nie wypadek przy pracy

Gościem Przemysława Tychmanowicza w Parkiet TV był Piotr Żółkiewicz zarządzający funduszem Zolkiewicz & Partners.
Foto: parkiet.com

Jak wynika z niezaudytowanych danych finansowych, GetBack miał w 2017 r. ponad 1,3 mld zł straty. Pana ta liczba szokuje?

Nie. Spodziewałem się tego. Nie spodziewam się też, aby dane zaudytowane bardzo istotnie różniły się od zaprezentowanych informacji. Patrząc na sprawozdanie, widać, że nowy zarząd odpisał wszystko, co można byłoby odpisać.

Patrząc na to, co opublikowała firma, jak należy ocenić jej propozycje układowe?

Przede wszystkim GetBack jest firmą usługową. Pewna wartość istnieje, dopóki te firmy działają. Jeśli szybko zostaną wprowadzone pewne zmiany operacyjne, to firma może próbować odzyskać jeszcze część pakietów wierzytelności, które kupiła za zbyt wysokie kwoty. Moim zdaniem jest to mało prawdopodobne. Pewnie najrozsądniej byłoby sprzedać pakiety konkurencji i zlikwidować firmę. Warto także pamiętać, że pakiety z każdym dniem tracą wartość. Okres świetności często już w momencie kupowania miały one już za sobą.

KNF opublikowała ostatnio również ciekawy komunikat opisujący mechanizm stosowany przy wycenie portfeli. To chyba całą sprawę wynosi na zupełnie inny poziom?

Zgadza się. Do tej pory uczestnicy rynku spekulowali, czy sprawa GetBacku jest wypadkiem przy pracy, co było mało prawdopodobne. Należy pamiętać, że Konrad Kąkolewski przez wiele lat był biegłym rewidentem, pracował w kancelarii KPMG i to nie jest człowiek, który nie potrafi liczyć. Nie jest więc tak, że ktoś przez nieudolność doprowadził do takiej sytuacji. Należy tutaj zakładać celowe działanie i komunikat KNF to jak najbardziej potwierdza. Wynika z niego, że dochodziło do bardzo ciężkich przestępstw, fałszowania sprawozdań finansowych i było to działanie z premedytacją. Wiele osób musiało o tym wiedzieć nie tylko w samym GetBacku, ale także w firmach poza GetBackiem, bo jednak jakieś podmioty z nim handlowały pakietami, tak aby firma mogła je wyceniać po cenie wyższej niż ich prawdziwa wartość.

Nie samym GetBackiem żyje człowiek. Dużo w ostatnich dniach dzieje się na warszawskiej giełdzie. WIG20 zjechał ostatnio poniżej 2200 pkt, czyli poziomu, który bardzo długo udawało się bronić. To sygnał ostrzegawczy dla inwestorów?

Inwestuję w wartość i taki też fundusz reprezentuję. Dla mnie niższe ceny na giełdzie są dobrą informacją. Każdy powinien się cieszyć z tego, że może coś kupić taniej. Jeśli indeksy są niżej, to również zmniejsza się ryzyko inwestycyjne, gdyż maleje potencjał do spadków. Najgorszy czas dla inwestorów był w 2006 i 2007 r., ponieważ wszystko było tak mocno przewartościowane, że nie można było znaleźć czegokolwiek nadającego się do kupienia. W tej chwili jest odwrotnie. Mnóstwo spółek jest wycenianych przy wskaźniku cena do zysku na poziomie 6–7 i ze stopą dywidendy rzędu np. 14 proc.

Mówiąc o fundamentach, to jednak wyniki wielu spółek rozczarowały rynek. Czy to były tylko jednorazowe wpadki?

Spółki, które my obserwujemy, pokazują bardzo dobre wyniki. Faktycznie jednak jeśli spojrzymy na szeroki rynek, to obraz jest, nazwijmy to, umiarkowany. Proszę jednak pamiętać, że większość negatywnych zaskoczeń miała miejsce przy okazji publikacji raportów rocznych w ostatnich tygodniach. Było to związane z rezerwami i odpisami na koniec roku. Ma to też pewien związek ze zmianami ustawy o biegłych rewidentach, którzy tym razem bardziej przyłożyli się do sprawozdań rocznych. Na jaw wyszły więc pewne nieprawidłowości, które narastały na przestrzeni kwartałów czy też lat.

Wspomniał pan, że spadki to też okazja do tańszych zakupów. Gdzie więc ich szukać?

W ostatnich kilku latach na świecie mamy do czynienia z hossą, natomiast polscy inwestorzy najwyraźniej sobie tego nie uświadamiają. Inwestorzy zagraniczni, którzy są główną siłą na warszawskiej giełdzie, inwestują tylko w płynne spółki z indeksu WIG20. Są to firmy, których rozsądny inwestor w długim terminie raczej nie chciałby posiadać. To są m.in. spółki energetyczne, które zajmują się bardziej destrukcją wartości. Przykładem jest tutaj podnoszenie wartości nominalnej akcji. Jeżeli chodzi o inwestorów indywidualnych, to wiadomo, że każdy okres rynkowy ma swoich ulubieńców. W tej chwili obszary rynku, gdzie mamy ewidentne okazje, to są spółki finansowe, czyli np. Quercus TFI czy też Skarbiec TFI.

W przypadku Quercusa mieliśmy do czynienia z efektem GetBacku...

Zgadza się. W tym miejscu chciałbym pochwalić postawę prezesa Quercus TFI Sebastiana Buczka, który jako jedyny zrobił to, co powinien. Według danych KNF 178 instytucji nabyło papiery GetBacku. Oznacza to, że prawie wszyscy mieli te papiery. Inne TFI pozwoliły po prostu stracić pieniądze klientom i nawet nie zwróciły opłat.

Tymczasem na GPW trwa boom na producentów gier...

Wszyscy intuicyjnie wiedzą, że to, co jest w danym momencie najbardziej modne, w długim terminie raczej nie przyniesie dużych stóp zwrotu. W sektorze gamingowym mamy teraz do czynienia z absurdami. Większość firm, według mnie, ma nieuczciwą księgowość. Firmy księgują koszty w zapasy, co sztucznie poprawia zyski.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA