REKLAMA
REKLAMA

Przemysł

Właściciel ma chrapkę na przecenione akcje Stelmetu

Przemysł › Główny akcjonariusz Stelmetu chce odkupić od akcjonariuszy pozostałe akcje spółki. Oferuje 7,74 zł za papier. Trzy lata temu w ramach IPO sprzedawał je inwestorom po 31 zł.
Foto: materiały prasowe

Oficjalnie Stanisław Bieńkowski zamierza przenieść 80,25 proc. akcji spółki z kontrolowanego przez siebie funduszu Rainbow Fund 2 FIZ bezpośrednio na własny rachunek. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, taka zmiana wymaga ogłoszenia wezwania na wszystkie akcje Stelmetu.

Decyzja w rękach OFE

– Zmiana kontroli nad Stelmetem z pośredniej na bezpośrednią ma charakter techniczny, który pociąga jednak za sobą obowiązek ogłoszenia wezwania na wszystkie pozostałe akcje spółki. Biorąc pod uwagę, że zaproponowana w wezwaniu cena jest istotnie wyższa od średniej ceny z ostatnich miesięcy, oraz zważywszy na niską płynność akcji spółki na GPW, spodziewam się, że część inwestorów może skorzystać z możliwości sprzedaży akcji w ramach wezwania – wyjaśnia Stanisław Bieńkowski, prezes i główny akcjonariusz Stelmetu. Jeśli wzywający osiągnie próg 90 proc., nie wyklucza, że skorzysta z przymusowego wykupu akcji posiadanych przez akcjonariuszy mniejszościowych.

Kluczowa dla powodzenia wezwania będzie decyzja funduszy, do których należy większość pozostałych akcji. Instytucje mające największy udział w akcjonariacie nie chciały komentować sprawy, ale jak pokazują przykłady innych wezwań zapewne będą chciały ugrać jak najwięcej. W trakcie piątkowej sesji papiery Stelmetu były notowane nawet po 8,10 zł, czyli prawie 5 proc. powyżej ceny z wezwania. Ta różnica oznacza, że rynek liczy się z tym, że cena zostanie podniesiona.

Mali na przegranej pozycji

Zielonogórski Stelmet zadebiutował na warszawskiej giełdzie zaledwie niespełna trzy lata temu, oferując akcje po 31 zł. Spółka zainkasowała 45,5 mln zł, a sam właściciel – aż 137 mln zł. Od tamtego czasu wartość akcji firmy spadła o prawie 80 proc., osiągając niedawno nawet poziom poniżej 7 zł. – Mając na uwadze mniejszościowych akcjonariuszy, nie jest to fair. Spółka wchodzi przy dobrej koniunkturze, zbiera kapitał, następnie przychodzi dekoniunktura, a główny akcjonariusz odkupuje akcje od akcjonariuszy po znacznie niższej cenie. Moim zdaniem sytuację rozwiązałyby zmiany w prawie, utrudniające przymusowy wykup czy regulujące cenę w takiej transakcji. Przykładowo akcjonariusze mniejszościowi powinni mieć prawo do przeprowadzenia i przedstawienia własnej wyceny i propozycji ceny akcji w takim wezwaniu. Gdyby nie udało się dojść do porozumienia z wzywającym, sąd wyznaczałby niezależnego biegłego, który nie dość, że przedstawiałby własną wycenę ale także miał obowiązek odnieść się do pozostałych wycen, sąd oceniałby na koniec, która jest najwłaściwsza. Inną opcją mogłaby być zasada, że przymusowego wykupu dokonuje się po wartości księgowej, czyli wartości majątku spółki – uważa Marcin Materna, analityk Millennium DM. – Trzeba sobie jasno powiedzieć – regulacje dotyczące wezwań są obecnie tak skonstruowane, aby akcjonariusz mniejszościowy miał jak najmniej praw – podsumowuje.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA