Portfel inwestycyjny

Pytania do...

Andrzeja Kiedrowicza, analityka AvaTrade
Foto: Fotorzepa, Robert Gardziński

Kolejny miesiąc z rzędu dolar słabł. W maju zbiegło się to z poprawą notowań rynków wschodzących. Taka sytuacja może utrzymać się dłużej?

Trwająca erozja realnych rentowności amerykańskich stóp procentowych, spowodowana rosnącymi oczekiwaniami inflacyjnymi i stagnacją rentowności obligacji skarbowych, ma już od dłuższego czasu negatywny wpływ na wycenę dolara amerykańskiego. Na utrzymującej się słabości dolara zyskują z kolei waluty rynków wschodzących, a ich wzrosty wspierane są dodatkowo przez dynamiczną hossę na rynkach surowców. Taka sytuacja powinna się utrzymywać do czasu, aż Fed zareaguje w jakiś konkretny sposób na zaczynający wymykać się spod kontroli wzrost inflacji. Ale najlepszym scenariuszem dla dolara byłby spadek cen surowców, który mógłby wygasić rosnącą presję inflacji, podnosząc zarazem nominalne rentowności obligacji skarbowych i realne rentowności stóp procentowych.

Złoto zyskuje od dwóch miesięcy, jednak cena właściwie dotarła do poziomu z przełomu lat. To raczej słaby wynik, biorąc pod uwagę tak wysoką inflację?

Złoto umacnia się na fali rosnących, globalnych oczekiwań inflacyjnych w wyniku trwającego od roku dodruku pieniędzy na niespotykaną dotąd skalę. Bacznie obserwowany przez Rezerwę Federalną bazowy indeks cen wydatków konsumpcyjnych (PCE) wzrósł w kwietniu do 3,1 proc. rok do roku, potwierdzając mocno rosnącą tam presję inflacji. Wzrost inflacji z jednej strony czyni wycenę dolara mniej atrakcyjną w szczególności do z definicji nieoprocentowanego złota. Z drugiej strony podsyca on spekulacje, że Fed może być zmuszony do zaostrzenia polityki pieniężnej szybciej, niż się obecnie prognozuje, co czyni dalszą inwestycję w złoty kruszec bardziej ryzykowną. Natomiast z technicznego punktu widzenia kluczowa strefa oporu, która może skutecznie powstrzymać ewentualny dalszy wzrost cen złota, przebiega w okolicy 1960 dolarów za uncję.

Jakie są pana przewidywania wobec WIG-u po ustanowieniu nowych rekordów?

Do rekordu z 2018 r. indeksowi szerokiego rynku brakuje jeszcze około 1300 punktów, czyli niecałe 2 proc. W przeciwieństwie jednak do hossy z 2007 r., kiedy to indeks osiągnął zbliżoną do obecnej wycenę, rynek wcale nie okazuje znamion bańki spekulacyjnej, a dynamika obecnych wzrostów nie zapowiada jeszcze zbliżającego się końca hossy. Wyceny większości akcji są też zdecydowanie niższe niż 14 lat temu, stąd też spodziewam się kontynuacji wzrostowego trendu.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.