Okiem eksperta

Ślepa wiara w duchy

Formalnie od tygodni nic się nie zmieniło w statusie relacji handlowych USA i Chin, a mimo to nie ma tygodnia, byśmy nie byli bombardowani nowymi doniesieniami odnośnie do tego, jak blisko (lub daleko) jesteśmy podpisania umowy.

Konrad Białas główny ekonomista, TMS Brokers

Foto: materiały prasowe

Jednocześnie na rynku panuje powszechne przekonanie, że niezależnie jak bardzo zaskakujące będą zwroty akcji, finalnie musi dojść do porozumienia. Dzięki temu każda informacja sugerująca, że Waszyngton i Pekin są bliższe umowy zyskuje uwagę na rynkach i przynosi eksplozję optymizmu.

Dochodzi jednak do absurdalnych sytuacji, w których jednego dnia Trump sugeruje, że do porozumienia może nie dojść nawet przez rok, ale gdy kolejnego dnia anonimowe źródła informują o postępach w rozmowach, dla inwestorów nagle zdanie Trumpa przestaje się liczyć. Niektórzy obserwatorzy zaczynają żartować, że szum sprzecznych opinii pozwala z jednej strony prowadzić ostrą politykę wobec Chin, ale o ile przed startem handlu na Wall Street uda się „przeciek" do mediów, że rozmowy idą dobrze, uniknie się szkodliwej paniki inwestorów. Bardziej polega się na zaufaniu do anonimowych duchów o nieokreślonej wiarygodności niż na słowach prezydenta, od którego będzie zależeć ostateczny podpis pod umową.

Rynki znalazły się w potrzasku wyczekiwania bez końca na umowę, która nawet nie wiadomo co przyniesie. Rynek akcji od września (kiedy pierwszy raz usłyszeliśmy o porozumieniu pierwszej fazy) realizuje zwyżki, którym w przeszłości towarzyszyła istotna poprawa w danych makro. Tymczasem, jak pokazują ostatnie odczyty ISM/PMI, tak różowo nie jest. Rynek akcji wycenia nadzieję na coś, co rzekomo ma rozwiązać wszystkie problemy świata.

A co jeśli inwestorzy swoją ślepą wiarą sami sobie szkodzą? Z jednej strony napompowane oczekiwania, jak wiele nowa umowa może zmienić, doprowadzą do tego, że gdy już dojdzie do podpisania porozumienia, nikogo już to nie będzie obchodzić. A to i tak może być najmniejszy wymiar „kary" dla rynków. Większym ryzykiem jest rozpieszczanie Trumpa poprawianiem rekordów Wall Street przy utrzymaniu przez Biały Dom agresywnej polityki handlowej. Trump ma dowód, że może mieć obie rzeczy jednocześnie, a obie zwiększają jego szanse na reelekcję. A jeśli tak, to po co ma z jednej z nich rezygnować i iść na ugodę z Chinami?

Obawiam się, że z dostępnych opcji została pusta umowa, która będzie wielkim rozczarowaniem, albo na rynki przyjdzie otrzeźwienie i presja na Trumpa w postaci przerwania hossy. Oba scenariusze przynajmniej na wstępie gwarantują wstrząsy. ¶

Powiązane artykuły