Okiem eksperta

Korekta z bankami centralnymi w tle

Listopad okazał się dla inwestorów jak dotąd najtrudniejszym miesiącem tego roku.

Tomasz Hońdo, CFA starszy ekonomista, Quercus TFI

Foto: materiały prasowe

Spadek WIG o 7,8 proc. był najsilniejszy od października 2020, gdy indeks zanurkował o ponad 10 proc. Najsłabszy miesiąc w tym roku odnotował też benchmark małych spółek sWIG80, spadając o 5,3 proc., do poziomu najniższego od kwietnia. Będący naturalnym punktem odniesienia dla naszej giełdy indeks rynków wschodzących MSCI Emerging Markets po spadku o 4,1 proc. znalazł się najniżej od roku. Relatywnie wybronił się amerykański S&P 500 ze stratą 0,8 proc. Podobnie jak we wrześniu stopy zwrotu z amerykańskich akcji i aktywów dolarowych poprawiło w przeliczeniu na PLN umocnienie USD (o 3 proc.).

Czy powtarzające się od września nerwowe ruchy na giełdach to okazja do większych zakupów, czy może przedsmak trudniejszego 2022 r.? Gdyby założyć, że listopadowe tąpnięcie na GPW to powtórka przeceny z jesieni 2020 r., to należałoby wykorzystać ją faktycznie do zakupów, bo wtedy hossa wkrótce powróciła ze zdwojoną mocą. Tak jak wtedy nerwowość jest związana (częściowo) z kolejną falą pandemii. Za optymistycznym nastawieniem przemawia również korzystna sezonowość – grudzień to, przynajmniej jeśli chodzi o Wall Street, jeden z najlepszych statystycznie miesięcy, z odsetkiem przypadków na plusie na poziomie 74 proc. w ostatnich trzech dekadach (potem styczeń wypada już dużo słabiej).

Można mieć jednak wątpliwości co do tego, czy obecna sytuacja stanowi kopię wydarzeń sprzed ponad roku. Tak kluczowe naszym zdaniem czynniki jak polityka banków centralnych, chiński impuls kredytowy czy zmiany podaży pieniądza są w zupełnie innym punkcie cyklu. Zauważmy chociażby, że listopadowa reakcja WIG na drugą w serii podwyżkę stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej okazała się w pierwszych tygodniach rekordowo negatywna. W porównaniu z historycznymi ścieżkami obecnej jak na razie dużo bliżej do tych biegnących w dół (2007, 2011). A przecież w grudniu zapewne czeka nas trzecia podwyżka, która historycznie zbiegła się np. z końcem hossy w 2000 r.

Kluczowe może okazać się nastawienie amerykańskiej Rezerwy Federalnej, której szef J. Powell nagle porzucił retorykę „przejściowej" inflacji i zaczął oswajać rynki z perspektywą szybszego zwijania QE (luzowania ilościowego). Reasumując, inwestorzy wiążą nadzieje na odreagowanie listopadowej przeceny z sezonowo udanym (zazwyczaj) grudniem. W średnim terminie sytuację komplikuje jednak postępujące zaostrzanie polityki przez banki centralne. ¶

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.