Ulga była widoczna od pierwszych minut handlu w Azji, później płynnie przelała się przez Europę, aż w końcu z pełną siłą uderzyła na Wall Street. Inwestorzy kupowali nie fakty, lecz nadzieję, i robili to z wyjątkową intensywnością.
Dzisiejsza sesja pokazuje, jak bardzo rynki były napięte w ostatnich tygodniach. Wystarczyła niewielka zmiana narracji, by doszło do gwałtownego odreagowania. Jeszcze niedawno dominował scenariusz dalszej eskalacji, rosnących cen ropy i powrotu presji inflacyjnej. Wizja ropy powyżej 100 dolarów oznaczała coś więcej niż tylko droższe paliwo. To był potencjalny powrót problemu, który rynek uznał już niemal za zamknięty. Inflacja mogłaby znów przyspieszyć, a wraz z nią zmieniłaby się trajektoria polityki Fed. Zamiast oczekiwanych na początku roku obniżek stóp procentowych, pojawiłoby się realne ryzyko ich podwyżek.
I właśnie dlatego dzisiejsza ulga ma tak szeroki charakter. To nie jest tylko reakcja na geopolitykę. To reakcja na oddalenie scenariusza, który mógłby uderzyć w praktycznie wszystkie klasy aktywów jednocześnie.
Najlepiej widać to po zachowaniu amerykańskich spółek technologicznych. To one świecą dziś najmocniej i to nie jest przypadek. Jeszcze w ostatnim sezonie wynikowym inwestorzy patrzyli na nie z dużą dozą sceptycyzmu. Powód był prosty. Skala wydatków kapitałowych zaczęła budzić realne obawy. Mówimy o setkach miliardów dolarów inwestowanych w infrastrukturę, rozwój i sztuczną inteligencję. Szacunki mówią nawet o 650 miliardach dolarów do końca roku. W środowisku wysokich stóp procentowych i niepewnej inflacji taki poziom nakładów przestaje być komfortowy.
Drogi pieniądz oznacza wyższy koszt finansowania i większą presję na uzasadnienie tych inwestycji. Dlatego przy rosnących cenach ropy i ryzyku inflacyjnym, big techy były jednymi z najbardziej wrażliwych segmentów rynku. Dzisiejszy ruch to w pewnym sensie odwrócenie tej narracji. Skoro maleje ryzyko wzrostu inflacji, wraca przestrzeń do bardziej łagodnej polityki monetarnej, a to natychmiast poprawia sentyment do spółek wzrostowych.
Co ciekawe, rynek zaczyna już bardzo ostrożnie wracać do scenariusza, który jeszcze kilka miesięcy temu wydawał się bazowy. Pojawiają się pierwsze głosy, że przy stabilizacji sytuacji na rynku surowców możliwe byłyby obniżki stóp procentowych pod koniec roku. Na razie to tylko cichy podtekst, ale dzisiejsza reakcja pokazuje, jak bardzo inwestorzy chcą w to uwierzyć.
Problem polega na tym, że fundament tej euforii jest niezwykle kruchy. Na ten moment mówimy jedynie o dwutygodniowym zawieszeniu broni. Negocjacje dopiero się zaczynają, a historia podobnych konfliktów pokazuje, że droga do trwałego porozumienia jest długa i pełna zwrotów akcji. Mimo to obie strony już teraz komunikują sukces, co tworzy pewnego rodzaju parasol polityczny nad dalszą deeskalacją przynajmniej w krótkim terminie.
W tle pojawia się również wątek polityczny. Amerykańska administracja będzie robiła wszystko, by utrzymać narrację o skuteczności swoich działań. To nie tylko kwestia geopolityki, lecz także wewnętrznej gry politycznej. Prawdziwy sprawdzian tej historii nadejdzie dopiero jesienią, kiedy okaże się, czy wyborcy rzeczywiście uznają to za sukces.
Dzisiejsza sesja to więc coś więcej niż tylko silny wzrost. To przypomnienie, jak bardzo rynki są uzależnione od oczekiwań i jak szybko potrafią zmieniać kierunek, gdy zmienia się narracja. Inwestorzy kupili dziś ulgę, ale nie kupili jeszcze pewności. A to oznacza, że w kolejnych tygodniach zmienność może pozostać wysoka, bo wystarczy jeden negatywny impuls, by ta sama dynamika zadziałała w przeciwną stronę.
Mikołaj Sobierajski
Analityk Rynku Akcji XTB