Okiem eksperta

Zielona wyspa żółtą strefą

Wiele państw, między innymi Polska i Francja, notuje najwyższe liczby dziennych zachorowań na koronawirusa od początku pandemii.

Bartosz Sawicki kier. Departamentu Analiz, TMS Brokers

Foto: materiały prasowe

Inne, jak Niemcy czy Włochy, donoszą o wzroście statystyk nowych przypadków do pułapów nienotowanych od wiosny. Sytuacja epidemiczna jest zatem daleka od stabilnej. Paniczna reakcja rynków finansowych i drakońskie restrykcje rządów nie powtórzą się. Nie ma elementu szoku, banki centralne zapewniły nieograniczoną płynność. Zamrożenie gospodarek jest ostatecznością. Pół roku temu, w pierwszych tygodniach po zdjęciu ograniczeń gospodarki dynamicznie odrabiały załamanie. Ważnym czynnikiem wspierającym odbicie stało się zaspokojenie popytu odroczonego.

Perspektywy koniunktury w tym kwartale są jednak dużo gorsze – wiele ważnych gospodarek nie wzrośnie. W dużej mierze dotyczy to Polski i Starego Kontynentu, ale obowiązuje również w przypadku Stanów Zjednoczonych. Konsumpcja prywatna, tradycyjne koło zamachowe w USA, w maju wystrzeliła o ponad 8 proc., w czerwcu wzrosła o mniej niż 6 proc., ale w lipcu i sierpniu jej miesięczna dynamika wyhamowała do odpowiednio 1,1 i 0,7 proc. Konsumpcja jest wciąż kilka procent poniżej przedpandemicznych pułapów, a tempo odrabiania strat nadal będzie maleć. Zatrudnienie jest o około 11 milionów etatów niższe niż przed rokiem, trwająca od lipca polityczna przepychanka o kształt fiskalnego pakietu ratunkowego również nie pomaga.

Tłem dla słabnącego impetu odrabiania pandemicznych strat jest kampania prezydencka w USA. Zdaniem bukmacherów szanse Donalda Trumpa na reelekcję są najmarniejsze od jej startu. Pozycjonowanie się pod tryumf Joe Bidena może być jednak przedwczesne. Inwestorzy pamiętają szok i krach z 2016 r. Po drugie, margines przewagi Joe Bidena musi być na tyle znaczący żeby wykluczyć kontestowanie przez Trumpa wyborczych rozstrzygnięć. Pogodzenie się z porażką nie jest wcale oczywiste, a kilkutygodniowy pat jak w 2000 r., gdy potrzebne było ponowne liczenie głosów na Florydzie, byłby najgorszym rozstrzygnięciem.

Biorąc pod uwagę wszystkie te okoliczności, trudno się dziwić, że rynki wschodzące nie przyciągają kapitału. W ostatnim miesiącu waluty emerging markets rażą słabością i w najbliższych tygodniach nie powinno się to zmienić. Szczególnie wrażliwe są takie waluty jak real brazylijski, rubel rosyjski i lira turecka. Ich tarapaty odciskają piętno na całym koszyku. Złoty błyskawicznie odrobił większość załamania z końcówki III kw., ale o dalsze umocnienie będzie trudno. ¶

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.