REKLAMA
REKLAMA

Okiem eksperta

Jeszcze radość czy już euforia?

Uruchomienie przez Fed programu skupu aktywów w październiku pozwoliło globalnym indeksom postawić „kropkę nad i" w doskonałym roku.

Kamil Cisowski, dyrektor zespołu analiz i doradztwa inwestycyjnego, DI Xelion

Foto: Archiwum

Pomimo obaw o globalną recesję i wojnę handlową, inwestycja w S&P 500 przyniosła 29-proc. stopę zwrotu, najwięcej od 2013 r. W połowie stycznia znajdujemy się w sytuacji, która pod bardzo wieloma względami przypomina rzeczywistość sprzed dwóch lat, a polityka Rezerwy Federalnej jest być może jedynym naprawdę istotnym czynnikiem, który różnicuje oba obrazy.

Zgodnie z informacjami FactSet analitycy oczekują, że zyski amerykańskich spółek spadły w IV kwartale ub.r. o 2 proc. rok do roku., natomiast w 2020 r. wzrosną o 9,4 proc. W praktyce oznacza to zapewne, że można się spodziewać okołozerowej dynamiki w danych za ubiegły kwartał i wzrostu o 6–8 proc. w tym roku. Wyprzedzający wskaźnik cena/zysk już w tej chwili oscyluje wokół rekordowych dla tej hossy poziomów, gdyby miał powrócić do poziomów z grudnia 2018 r., potrzebna byłaby około 30-proc. przecena. Akcje Tesli, których wysokie wyceny coraz częściej są traktowane jako sygnał niezdrowego przegrzania rynku, każdego dnia notują nowe rekordy, relacja kapitalizacji amerykańskiej giełdy do PKB (wymieniana jako istotna m.in. przez Warrena Buffetta) przekroczyła 150 proc. i jest najwyższa od poziomu sprzed ostatniego kryzysu. Wbrew obiegowym opiniom sprzed kilku miesięcy spółki technologiczne wciąż przewodzą hossie, Morgan Stanley ostrzega, że pięć największych podmiotów w S&P 500 (Apple, Microsoft, Alphabet, Amazon, Facebook) łącznie odpowiada już za rekordowe 18 proc. kapitalizacji indeksu. Inwestorzy funduszowi, którzy stracili większość ubiegłego roku, stopniowo wyprzedając akcje, w ubiegłym kwartale poddali się wreszcie zjawisku „fear of missing out" i ruszyli na zakupy. Publikowany przez CNN wskaźnik Fear & Greed znajduje się na poziomie 90 (ekstremalna chciwość).

Być może analiza cykli koniunkturalnych wskazuje, że następna recesja nastąpi dopiero w 2021–2022 r., ale nasza wiara w tego typu narzędzia jest ograniczona. Nikt nie spodziewa się również, że mityczne ożywienie, które ma być już za rogiem (a widoczne jest już teraz), będzie miało taką siłę jak chociażby w 2017 r. Zgodnie z szacunkami Atlanta Fed wzrost PKB w USA wyniesie 2,3 proc. kwartał do kwartału w ujęciu rocznym, czyli będzie silniejszy niż większość prognoz. Jeśli te oczekiwania się potwierdzą, pod koniec kwartału można się spodziewać stopniowej zmiany nastawienia Fedu z akomodacyjnego na neutralne, co powinno naszym zdaniem stać się katalizatorem poważnej korekty. Nawet jeżeli zobaczymy w tym roku na S&P 500 dwucyfrowe zwyżki, czego nie wykluczamy, wierzymy, że główny indeks zakończy ten rok na minusie.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA