Branża maklerska ubiegły rok chyba znowu może uznać za bardzo trudny?
Sebastian Siejko: Faktycznie, ubiegły rok był bardzo wymagający dla całej branży maklerskiej. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że pod względem negatywnych wydarzeń takiego roku jeszcze nie było. Sprawa GetBacku i wszystko, co przy tej okazji się wydarzyło, jest dla całego rynku traumą podobną do sprawy Lehman Brothers w Stanach Zjednoczonych. Takie sytuacje jednak się na świecie zdarzają i wzorem innych rynków trzeba wyciągnąć z tego konsekwencje i iść dalej.
Sama sprawa GetBacku jak mocno bezpośrednio w was uderzyła?
Nie sprzedawaliśmy obligacji GetBacku w takiej formule jak pozostali. Były one przede wszystkim sprzedawane instytucjom finansowym, a nawet jeśli trafiły do osób fizycznych, to nie weszły do układu, gdyż były to obligacje zabezpieczone na portfelach zagranicznych, poza tym pod względem skali była to marginalna część. Sprawa GetBacku bardziej uderzyła w cały rynek, podważając zaufanie do niego, przez co pojawiły się problemy z plasowaniem emisji innych firm. Jeśli jednak chodzi o przyszłość, to jesteśmy umiarkowanymi optymistami. Cały rynek, w tym także branża domów maklerskich, został mocno poobijany, ale my staramy się przystosować do tej sytuacji.
Co to dokładnie oznacza?
Już w ubiegłym roku podjęliśmy decyzję o przeprofilowaniu strategii domu maklerskiego. Jej głównym założeniem jest, że idziemy w kierunku usług B2B i wycofujemy się z obsługi osób fizycznych. W obecnej sytuacji, przy braku zaufania do rynku, a także zaostrzających się regulacjach, doszliśmy do wniosku, że nie widzimy możliwości rozwoju tej części biznesu, i ten temat jest dla nas zamknięty. Skupiamy się na obsłudze instytucji finansowych, stąd decyzja o uruchomieniu usługi depozytariusza FIZ. Wydaje się, że w tej części rynku najgorsze mamy już za sobą. W tym obszarze mamy bardzo restrykcyjne podejście, co zresztą jest pozytywnie odbierane przez naszych klientów. Zakładamy, że będzie to swoistego rodzaju stabilizator naszego biznesu. Liczymy, że w tym obszarze uda nam się zagospodarować dużą część rynku, w której domy maklerskie nie wykazują aktywności. Z drugiej strony nic się nie zmienia w przypadku naszej współpracy z szeroko rozumianym rynkiem kapitałowym. Mamy duży zespół analityczny, a naszą przewagą jest między innymi specjalizacja w obszarze nowych technologii. Bacznie przyglądamy się również spółkom z segmentu gier. Mimo że obecnie rynek jest trudny, cały czas aktywnie działamy w obszarze IPO i potencjalnych emisji obligacji. Liczę, że już w I kwartale uda nam się wyjść z konkretnymi projektami na rynek.
Jeszcze nie tak dawno, jeśli chodzi o obsługę osób fizycznych, mieliście daleko idące plany. Była chociażby mowa o tym, że Vestor DM będzie otwierał oddziały w największych miastach Polski, które będą dedykowane właśnie tej grupie klientów. Co się zmieniło od tego czasu?
Rzeczywistość zweryfikowała nasze plany. Faktycznie, był pomysł utworzenia oddziałów Vestor DM, ale ostatecznie postanowiliśmy nie rozwijać tej usługi, więc w chwili obecnej współpracujemy jedynie z tymi osobami, które wcześniej nawiązały relacje z nami.
Wspomniał pan o rynku IPO. Szanse na przełom w tym obszarze na razie wydają się niewielkie.
Na to zagadnienie trzeba spojrzeć w szerszym kontekście. Oczywiście faktem jest, że w TFI, które zawsze były aktywnym graczem na rynku IPO, wciąż widać odpływy i nie brakuje głosów, że będą one jeszcze kontynuowane w tym roku. Z drugiej strony, kiedy mamy do czynienia z tak negatywnym nastawieniem, często jest to sygnał zbliżającego się przesilenia. Analizując to, co może się wydarzyć na rynku, nie można pominąć aspektu PPK. Program ten powinien zwiększyć ilość pieniądza na rynku i zrekompensować odpływy z OFE. Poza tym proszę zwrócić uwagę na udaną sprzedaż pakietu akcji firmy Famur na początku roku. Transakcja ta pokazuje, że pieniądze są i rynek wciąż spełnia swoje podstawowe funkcje, aczkolwiek faktem jest, że wyceny są niskie. Czasy, w których spółki wchodziły na giełdę, aby zebrać owoce swojej pracy i drogo się sprzedać, po prostu się skończyły. Nie oznacza to, że rynek całkowicie się zamknął, wciąż jest na nim miejsce dla dobrych spółek. Liczę także, że odpływy z TFI zostaną zatrzymane, na pewno wraz ze styczniowymi zwyżkami powinny się poprawić wyniki funduszy, co może zadziałać na wyobraźnię klientów.
Może i miejsce na rynku jest, natomiast jak do rynku podchodzą same spółki? Czy one w natłoku kolejnych regulacji i wymagań, jakie się im stawia, a także niskich wycen widzą jeszcze wartość dodaną z racji bycia spółką publiczną?
Faktycznie jest to duże wyzwanie, ponieważ dziś, aby przekonać spółkę do tego, by pojawiła się na giełdzie, trzeba pracować dwa razy ciężej niż jeszcze kilka lat temu. Bez wątpienia ogrom regulacji ciąży emitentom. Wszyscy muszą pracować nad tym, aby pokazywać te jasne strony rynku i przekonywać do tego, że warto być spółką publiczną.
Wspomniał pan także o tym, że zamierzacie działać na rynku obligacji. Dziś jest to rynek kupującego czy sprzedającego?
Zdecydowanie kupującego. Rynek po tym, co wydarzyło się w związku z GetBackiem, praktycznie zamarł. Dodatkowo nie pomagają kolejne regulacje, które mają być wdrażane na rynku. Dziś faktycznie jest w tym obszarze kłopot, a pamiętajmy, że dodatkowo w tym roku będziemy mieli rekord, jeśli chodzi o zapadalność prywatnych emisji z lat ubiegłych. Zarządzający zdają sobie sprawę z tego, że za chwilę będzie wysyp emisji, i to do nich będzie należała ostateczna decyzja, co kupić, a czego nie. Trzeba się liczyć z tym, że część emitentów pójdzie do banku. Inni będę musieli zaproponować atrakcyjne warunki, które faktycznie skuszą inwestorów do tego, aby kupić kolejne obligacje. Największy problem będą miały te podmioty, dla których rolowanie obligacji to będzie być albo nie być. Na rynku obligacji, tak jak w przypadku rynku akcji, można liczyć, że ciekawe projekty spotkają się z zainteresowaniem, i nad takimi właśnie obecnie pracujemy, ale nie chciałbym jeszcze mówić o szczegółach potencjalnych transakcji.
A co z rynkiem wtórnym? Wasze udziały na rynku akcji są stosunkowo niskie.
Na ten obszar biznesowy nie można patrzeć tylko przez pryzmat wielkości udziałów. Mimo wszystko ten biznes generuje znaczące przychody w ciągu roku. W tym obszarze mamy racjonalne i mocno ograniczone koszty. Nasz zespół tworzy teraz czterech maklerów i sześciu analityków i patrząc na realia rynkowe, nie jest to rozbudowana struktura.
Rynek IPO jest wymagający, tak samo rynek obligacji, rynek wtórny też nie rozpieszcza. Na czym więc ma się opierać wasz biznes? Jakie ma być wasze główne źródło przychodów?
Po to postawiliśmy na dywersyfikację, aby każda część biznesu generowała określoną część przychodów i w ujęciu całościowym była to rentowna działalność. Faktycznie, nasz udział w rynku wtórnym nie jest zbyt duży, jednak przy rozsądnej bazie kosztowej ta linia biznesowa generuje określoną wartość. Zakładamy, że podobnie będzie w przypadku usługi depozytariusza, ale dużo będzie zależało od tempa pozyskiwania nowych klientów. Zakładamy, że w tym roku będzie to już rentowny biznes. Pracujemy także nad kilkoma transakcjami i mimo że otoczenie rynkowe jest trudne, to liczymy, że zakończą się one sukcesem. Patrząc na liczby, nie da się oczywiście ukryć, że poprzedni rok był bardzo słaby. Trudno sobie wyobrazić, co musiałoby się stać negatywnego, abyśmy nie poprawili ubiegłorocznych wyników. Czujemy się tym bardziej stabilniej, ponieważ w tym roku linii biznesowych mamy więcej.
Teoretycznie zawsze można jeszcze szukać oszczędności po stronie kosztowej.
Oczywiście w niektórych obszarach trzeba było dokonać pewnych optymalizacji. Tak jak wspomniałem na początku, zapadła chociażby decyzja o tym, aby nie rozwijać tzw. biznesu detalicznego. Dokonaliśmy przeglądu działalności pod względem generowanych kosztów i wydaje się, że proces ten mamy już zakończony.
Zaczęliśmy od podsumowania 2018 r., a chciałbym, abyśmy skończyli prognozami na 2019 r. Czego można się po nim spodziewać?
Całemu rynkowi potrzebna jest stabilizacja i na nią czekamy. Trzeba się oczywiście liczyć z tym, że w tym roku może się dużo dziać, natomiast można stwierdzić, że krytyczny moment jest już za nami, po tym przesileniu powinno być już tylko lepiej. Jesteśmy umiarkowanymi optymistami i sądzę, że dobrze przygotowaliśmy się na ten rok. Poza tym, tak jak wszyscy, czekamy na pozytywny wpływ, jaki program PPK powinien wywrzeć na całym rynku kapitałowym.
CV
Sebastian Siejko w Vestorze DM pełnił do tej pory funkcję dyrektora zarządzającego odpowiedzialnego za dział sprzedaży instytucjonalnej. Po ostatnich zmianach kadrowych dołączył do zarządu spółki. Siejko jest dobrze znany w środowisku maklerskim. Zanim trafił do Vestora, pracował m.in. w Wood & Company, gdzie był szefem rynku akcji polskich. W przeszłości pracował też w UniCredit CAIB czy też DI BRE Banku. PRT