Komentarze

Paradoks emerytalnego wyboru

Skąd właściwie wynika sprzeciw wobec rządowej propozycji dobrowolności? Nim odpowiemy na to pytanie, warto bliżej przyjrzeć się przesłankom na rzecz dobrowolności przytaczanym przez rząd.

Maciej Bitner, Wealth Solutions

Foto: GG Parkiet

W tym miejscu pomijamy już oczywiście argumenty odnoszące się do redukcji długu publicznego. Uważamy je bowiem za całkowicie błędne – wiele miejsca poświęciliśmy im wcześniej. Za dobrowolnością (w swojej wersji) rząd argumentuje następująco:

Dobrowolne uczestnictwo istotnie zredukuje asymetrię informacji między ubezpieczonymi i PTE – pozostaną w OFE przede wszystkim osoby mające znacznie większą od przeciętnej wiedzę na temat rynków kapitałowych. To stworzyłoby silniejszą niż dotychczas presję na prowadzenie polityki inwestycyjnej OFE zgodnie z preferencjami ubezpieczonych. Umożliwiłoby też stopniową liberalizację zasad inwestowania przez OFE, a to z kolei zmniejszyłoby wymogi kapitałowe wobec OFE. OFE są uwolnione z duszącego je przeregulowania i stają się prawdziwymi funduszami inwestycyjnymi, naprawdę konkurującymi między sobą o klienta. Następuje de facto „uwolnienie OFE".

Istnieje spore ryzyko, że ludzie nie dokonają właściwego dla siebie wyboru. W dodatku rząd nie ułatwia podjęcia racjonalnej decyzji, gdyż nie dostarcza obywatelom informacji.

Ponadto: jakość inwestycji OFE w polską realną gospodarkę stopniowo się poprawia, co wpływa korzystnie na tempo wzrostu gospodarczego. Zwiększenie konkurencji pomiędzy poszczególnymi OFE i poprawa jakości ich polityki inwestycyjnej powinny skutkować zwiększeniem końcowego kapitału ubezpieczonego, co wpłynie korzystnie na wysokość jego emerytury.

W powyższych twierdzeniach jest sporo racji. Jednak nie wynika z nich, że rozsądną propozycją jest oferowana przez rząd dobrowolność oznaczająca jednokierunkowy przepływ składek (tylko z OFE do ZUS) i nieodwracalność wyboru. Według pomysłów rządowych otrzymalibyśmy opcję obniżenia składki na OFE, która raz wykonana byłaby wiążąca na całe życie. Ten wariant nie maksymalizuje korzyści, które wiążą się z indywidualnym  wyborem, generując przy tym szereg istotnych kosztów. W rezultacie jednokierunkowa i nieodwracalna dobrowolność jest gorsza niż obowiązek uczestnictwa w OFE. Jakie są więc koszty takiej dobrowolności?

Zacznijmy od jednokierunkowości przepływów. Przede wszystkim w takiej sytuacji osoba wybierająca ZUS nie dokonuje decyzji neutralnej z punktu widzenia interesu reszty obywateli. Jej działanie oznacza bowiem zwiększenie zobowiązań państwa, a więc obciąża przyszłe pokolenia. Jednocześnie rośnie odpowiedzialność ZUS za przyszłe emerytury, co ze względu na niższe stopy zwrotu w I filarze niż w II zwiększy obciążenie państwa dopłatami do minimalnych emerytur.

Ponadto opuszczenie OFE oznacza wzrost kosztów dla pozostałych uczestników filaru kapitałowego. Duża wielkość aktywów pozwala na pobieranie niższych opłat za zarządzanie, które mogą być dalej sukcesywnie obniżane w miarę rozwoju systemu. Odpływ środków z OFE spowoduje wzrost jednostkowych kosztów dla ich uczestników. Nie należy przy tym liczyć na to, że konkurencja między funduszami sama z siebie doprowadzi do spadku opłat. Towarzystwa funduszy inwestycyjnych działają na bardzo konkurencyjnym rynku na zasadzie pełnej dobrowolności i pobierają opłaty za zarządzanie kilkukrotnie większe niż OFE, nie osiągając przy tym lepszych wyników.

Trzeci koszt jednokierunkowego przepływu występuje wtedy, gdy brak działania ze strony obywatela traktowany jest przez państwo jako wybór ZUS. W takiej sytuacji znika mechanizm losowania nowych członków OFE. Ten mechanizm ma  duże znaczenie dyscyplinujące dla PTE, ponieważ w losowaniu brane są pod uwagę tylko te fundusze, które osiągnęły ponadprzeciętne stopy zwrotu. PTE muszą więc konkurować o wylosowanych uczestników systemu nie mniej niż o tych, którzy wybierają fundusz samodzielnie.

Nieodwracalność generuje  z kolei dodatkowy problem. Oczekuje się bowiem od obywateli podjęcia trudnej decyzji o dalekosiężnych skutkach raz w życiu, bez jakiejkolwiek możliwości korekty. Ekonomiści dobrze wiedzą, że ludzie podejmują racjonalne decyzje głównie wtedy, gdy mogą uczyć się na swoich błędach, czyli gdy decyzje są powtarzalne, a ich skutki można szybko zaobserwować. Jednorazowe i nieodwracalne decyzje, których skutki ujawnią się dopiero kiedyś, są wzorcowym przykładem wyborów, w których rozstrzygającą rolę odgrywają emocje, a nie rachunek ekonomiczny. Istnieje więc spore ryzyko, że ludzie nie dokonają właściwego dla siebie wyboru. W dodatku rząd nie ułatwia  podjęcia racjonalnej decyzji, gdyż nie dostarcza obywatelom informacji. W raporcie nie ma przecież słowa o potencjalnym ryzyku niezbilansowania się ZUS, a stopy zwrotu z OFE są – jak pokazaliśmy na stronie internetowej KOBE – niepoprawnie policzone.

Wszystkie zalety dobrowolności oraz całkowitą eliminację wad rządowego projektu dobrowolności jednostronnej  zapewnia nasza propozycja dobrowolności dwustronnej. Brak środków w ZUS wcale nie przesądza, że nie można dopuścić do obustronnych migracji między ZUS i OFE. Wyobraźmy sobie, że mamy złe zdanie na temat OFE, ufamy ZUS-owi i chętnie przenieślibyśmy 10 tys. zł z konta w OFE na nasze subkonto emerytalne w ZUS. Wyobraźmy sobie też, że udało się nam znaleźć inną osobę, która ma przeciwne akurat zdanie i chętnie przejmie nasze 10 tys. w OFE, a odda swoje 10 tys. w ZUS. Taka bilansująca się wymiana nie wymaga przepływu pieniędzy między filarami emerytalnymi. Można więc dla wszystkich chętnych stworzyć platformę wymiany zapisami na kontach w OFE i ZUS, gdzie transakcje wymienne realizowane są tylko w takim zakresie, w jakim się bilansują. Doprowadzi to do tego, że zacznie się kształtować kurs wymiany złotówki emerytalnej: ci po dłuższej stronie kolejki będą gotowi oddać nieco więcej za złotówkę na koncie po przeciwnej stronie. Żaden plebiscyt czy referendum nie zapewnią nam lepszego barometru pokazującego, co Polacy sądzą o  zaletach OFE oraz ZUS.

Wprowadzenie powyższego rozwiązania, oprócz spełnienia najważniejszych postulatów zwolenników dobrowolności, miałoby także inny pozytywny skutek. Stosunek liczby osób chcących dokonać konwersji z OFE do ZUS i z ZUS do OFE (lub kurs złotówki OFE do złotówki ZUS) byłby dobrym miernikiem wiarygodności systemu finansów  publicznych. Rosnąca chęć, by uciec z ZUS, skłaniałaby rząd do poczynienia kroków w celu poprawy  publicznej części systemu emerytalnego. Inaczej opozycja mogłaby trafnie wskazać, że za rządów danej partii wzrosły obawy co do długoterminowej wypłacalności państwa polskiego. Jest więc pewna szansa, że takie rozwiązanie przyczyniłoby się również do większej troski o finanse publiczne. Ponadto neutralność fiskalna tego rozwiązania częściowo uwolniłaby rząd od pokusy dezinformacji społeczeństwa odnośnie do faktycznych wyników OFE czy możliwych do osiągnięcia stóp indeksacji ZUS.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.