Giełda

Krajobraz po krachu

Po ścięciu wartości amerykańskiego S&P 500 o ponad jedną trzecią i jeszcze większych spadkach na innych giełdach (indeks rynków wschodzących w najgorszym momencie był 40 proc. poniżej szczytu hossy, który notabene ustanowił ponad... dwa lata temu) czas na odświeżenie diagnozy sytuacji.

Tomasz Hońdo, CFA starszy ekonomista Quercus TFI

Foto: materiały prasowe

Najważniejszym czynnikiem niepewności pozostaje oczywiście dalszy rozwój pandemii wirusa. Z modelu matematycznego banku J.P. Morgan wynikałoby, że przynajmniej w Europie szczyt może przypaść na pierwsze dni kwietnia. Bez wątpienia im dłuższy zastój w gospodarkach, tym większe spustoszenie.

Już wiadomo, że dane makro ulegną szokującemu pogorszeniu, włącznie z wystrzałem stopy bezrobocia w wielu krajach. To jednak już jest uwzględnione w wycenach rynkowych, inwestorzy zaś teraz coraz bardziej liczą na efekty gigantycznych impulsów monetarnych i fiskalnych po obu stronach oceanu.

Pocieszające jest, że w trakcie ostatniej przeceny pojawiła się globalna fala zakupów akcji przez tzw. insiderów, która wg cytowanych przez Bloomberga danych osiąga rozmiary niewidziane od ponad 20 lat.

Z technicznego punktu widzenia nasze porównanie krachu z podobnymi zdarzeniami z lat 2008, 1987 oraz 1929 pokazuje, że po fali największej paniki kolejne tygodnie i miesiące mogą przynieść raczej huśtawkę nastrojów. Wydaje się, że na zasadniczą zmianę trendu potrzeba czasu, tak by gospodarki mogły się otrząsnąć z recesyjnego szoku. ¶

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.