Giełda

Czy zagrożenie z Chin jest realne?

Spółka Evergrande jest już obecnie znana niemal każdemu inwestorowi na świecie. Widmo bankruta takiego kolosa wywołuje obawy o możliwy kolejny kryzys. Czy słusznie? Wydaje się, że rynek nie bierze pod uwagę ryzyka faktycznej zapaści, biorąc pod uwagę skalę ruchów z ostatnich dni. Czy wobec tego faktycznie powinniśmy się obawiać zagrożenia z Chin?

Ostatnia bańka spekulacyjna w Chinach miała miejsce w 2015 roku i była powiązana z gigantycznym wzrostem zainteresowania inwestycjami przez inwestorów detalicznych. Nadmierny kredyt, dzika pogoń za zyskami i regulacje doprowadziły do gigantycznego krachu w Chinach, ale jedynie w ograniczonym stopniu wpłynął na zachowanie zachodnich rynków. Jak będzie teraz? Chiny są wciąż jeszcze zamkniętym państwem. Spółka Evergrande posiada gigantyczny dług i już w tym tygodniu potencjalnie będzie można ją uznać za bankruta, jeśli nie spłaci odsetek obligacyjnych, a wierzyciele nie zgodzą się na ich przełożenie czy restrukturyzację długu. Coraz bardziej możemy być również pewni, że Chiny jako państwo nie jest zainteresowane ratunkiem giganta. Z jednej strony mamy jeszcze dzisiaj dzień wolny w Chinach, więc trudno oczekiwać na ten moment wiążących deklaracji. Z drugiej strony powinniśmy być jednak nieco bardziej pewni przyszłości. Chiny od dłuższego czasu stosują pewnego rodzaju zwrot w swojej polityce. Nie chodzi już o gigantyczną stymulację wzrostu, rozwoju rynku czy wyjście na zewnątrz. Chiny mogą chcieć wzbogacenia wspólnego dobrobytu. Kosztem upadku prywatnej spółki, Chiny mogą przejąć kontrolę nad częścią kolejnego rynku, zapewniając jednak stabilność przede wszystkim dla obywateli oraz państwowych podmiotów. Jeżeli tak jest, to nie są wykluczone zawirowania na rynku, ale jednocześnie nie powinniśmy oczekiwać krachu. Z drugiej strony będzie to również oznaczać, że Chinom wcale nie zależy na odbiciu na lokalnych rynkach giełdowych. Jak na to mają patrzeć rynki zachodnie? Prawdopodobnie jako przerywnik lub okazję do przeprowadzenia małego i zdrowego ruchu korekcyjnego. Niektóre banki z Wall Street oczekują korekty rzędu 10-20% na głównych indeksach. To dużo, ale jednocześnie brak jest jakichś wyraźnych podstaw do tego, żeby być nadmiernie negatywnie nastawionym. Z drugiej strony, być może przed mniejszymi inwestorami ukrywane są kluczowe informacje, które wieszczą prawdziwe załamanie rynkowe.

Tymczasem dzisiaj ma miejsce wyraźna poprawa nastrojów. Jutro zmienność prawdopodobnie będzie jeszcze większa – powrót Chin, decyzja Banku Japonii oraz decyzja Rezerwy Federalnej. Tymczasem na nieco ponad godzinę przed zamknięciem w Europie trudno doszukiwać się spadków. DAX zyskuje 1,7%, WIG20 zyskuje 0,6%, natomiast na Wall Street, wszystkie ważniejsze indeksy zyskują ok. 0,8%.

Michał Stajniak

Starszy Analityk Rynków Finansowych

XTB

michal.stajniak@xtb.pl

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.