REKLAMA
Czytaj e-wydanie
REKLAMA

Finanse

Konflikt w Iranie. Kto zyska, kto straci?

Krzysztof Borowski, prof. Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, był gościem Piotra Zająca w piątkowym Parkiet TV. Tematem rozmowy był wpływ konfliktu na Bliskim Wschodzie na rynki finansowe.
Foto: parkiet.tv

Czy informacja z 3 stycznia o zamachu Amerykanów na generała Sulejmaniego wywróciła do góry nogami pana nastawienie do rynków akcji?

Wywróciła. Zwłaszcza, że dzień wcześniej rynek miał wyraźną ochotę na noworoczne zwyżki. I miałem nadzieję, że po słabym rajdzie św. Mikołaja w styczniu przyjdzie silna fala wzrostowa. Zamiast tego rynki akcji dostały zimny prysznic.

Nie ma pan wrażenia, że gospodarz Białego Domu to człowiek, który nie może funkcjonować, jeśli z kimś nie wojuje?

Donald Trump zafundował nam noworoczny prezent. I powiedziałbym, że cała administracja amerykańska ma ostatnio jakiś problem z rynkami finansowymi. Działania prezydenta są bowiem zdecydowanie antyrynkowe. Za każdym razem gdy opublikuje tweeta, to obserwujemy skok zmienności i nerwowości. I robi to zazwyczaj w momentach, gdy rynki łapią już jakiś rytm, trend, a on swoim wpisem powoduje zmianę. Pamiętamy też grudzień 2018 r., tąpnięcie na rynku i decyzję Fedu o podwyższeniu stóp, która przecież tylko dolała oliwy do ognia. Tak więc inwestorzy mogą mieć wrażenie, że ktoś im przeszkadza w hossie, rzuca kłody pod nogi.

Wspomniał pan o tych tweetach. To jest swego rodzaju zjawisko na rynkach finansowych, bo jeszcze nie było chyba osoby, która 280 znakami powodowałaby takie zmiany w skali globalnej.

Donald Trump jest uważany za najpotężniejszego człowieka na Ziemi. Nie wiem co na to prezydent Putin, ale trzeba przyznać, że jak do tej pory żadna głowa państwa nie wypowiadała się w taki sposób. Po tych tweetach nie wiadomo czasem, czy pisze to osoba prywatna czy prezydent państwa. To jest jakaś nowa jakość i nie jestem przekonany, czy taka forma zajmowania stanowiska w ważnych sprawach powinna być praktykowana. Zwłaszcza, że forma uprawiana przez Donalda Trumpa często powoduje szum informacyjny i rynkowe zamieszania. A nawet jeśli wpis był nieprzemyślany, to nie da się za niego potem przeprosić i anulować konsekwencji…

Atak na irańskiego generała i jego rynkowe efekty były w pańskim odczuciu okazją do spekulacji? Pytam, bo wiele aktywów zareagowało zgodnie z oczekiwaniami – ropa i złoto w górę, akcje EM w dół…

To była dobra okazja, tylko trzeba było mieć refleks. Bo te zdecydowane ruchy trwały krótko i szybko zostały skorygowane, zwłaszcza w przypadku złota i ropy. Bo np. pallad zachowywał się relatywnie spokojnie. Niemniej faktycznie mieliśmy do czynienia z takim klasycznym przesunięciem kapitału w kierunku surowców i bezpiecznych przystani. Mocno reagowała ropa, bo Iran jest jej dużym producentem. Zdaje się, że ma też duży udział w rynku pistacji, ale one akurat nie są notowane, bo zapewne też zareagowałyby wzrostem cen. Ja przy tej okazji spojrzałem też na notowania akcji kilku producentów broni i tam również było widać zwyżki. Warto było też zerknąć na portfel Sin Index, który zawiera właśnie spółki uchodzące za te mniej dobre, czyli zaangażowane właśnie w przemysł zbrojeniowy, alkoholowy czy tytoniowy. Generalnie historia pokazuje, że konflikty zbrojeniowe, zwłaszcza te duże, powodują silne ruchu na giełdach, bo pobudzają gospodarki.

Czy na wypadek takich wiadomości, jak ta z 3 stycznia, warto mieć konto u brokera z wolną gotówką? Tak, by móc odpowiednio szybko zareagować i pospekulować.

Zawsze powinno się mieć takie konto. Jak to mówią „cash is king”. Pamiętam, że jak dowiedzieliśmy się o brexicie, to mnie wtedy uratowało to, że miałem gotówkę i mogłem skorzystać z tego rynkowego wstrząsu. Indeksy i spółki otworzyły się przecież kilka, czy nawet kilkanaście procent na minusie, bo rynek był zupełnie zaskoczony wynikami referendum. Szybko te straty zostały odrobione, więc można było całkiem dobrze zarobić. Jeśli więc ktoś ma duszę spekulanta, to ten zapas wolnej gotówki na rachunku posiadać musi. Sytuacje, w których jakieś wydarzenie nie jest w cenach, będą się bowiem powtarzać.

Mówiliśmy o indeksie grzechu, złocie, ropie, a co ciekawe – mocno zyskiwał ostatnio także bitcoin. Analitycy Bloomberga uważają, że jego reakcja na konflikt w Iranie potwierdza jego status „cyfrowego złota”. Co pan na to?

Kapitał poszukiwał bezpiecznych przystani i okazuje się, że w ujęciu krótkotermiowym taką rolę bitcoin spełnia. Uważam jednak, że gdyby konflikt trwał dłużej, to ten przepływ nie byłby tak regularny. Wówczas mimo wszystko bardziej atrakcyjne byłyby rynki sztuki czy diamentów.

Po stylu w jakim Iran dokonał odwetu (brak ofiar i wcześniejsza sygnalizacja ataku) i środowej konferencji Trumpa można wnioskować, że dalszej eskalacji konfliktu nie będzie. Myśli pan, że możemy już odetchnąć z ulgą, do końca roku, zwłaszcza, że to rok wyborczy w USA, mamy spokój?

Wątpię. Myślę, że ten konflikt może mieć jeszcze kilka odsłon. W tej chwili chodziło o to, żeby sytuację wyciszyć, bo zrobiło się naprawdę bardzo gorąco. Irańczycy odebrali atak USA bardzo negatywnie i nie wydaje mi się, że powiedzieli już w tej kwestii ostatnie słowo. Może wiec dojść do słownych potyczek i mocnych wypowiedzi z obu stron. Mam nadzieje, że nie będzie działań odwetowych. Atmosfera wokół katastrofy ukraińskiego samolotu pokazuje, jaka jest nerwowość w tym regionie. W tym kontekście po tych wydarzeniach świat pozostaje w takiej fazie „stand by”.

Jakie to może mieć przełożenie na warszawski rynek akcji? Misie zaczęły zyskiwać i wykresy reprezentujących je indeksów wyglądają coraz lepiej. Czy wydarzenia na Bliskim Wschodzie przekreślają szanse na kontynuację zwyżek na GPW?

Jeśli nie będzie eskalacji, to myślę, że rynek wróci do wzrostowej tendencji. To było zresztą już widać w ostatnich dniach. Na razie mamy fazę wzrostową na mWIG40 i sWIG80 i relatywną słabość WIG20. W przeszłości też tak bywało, że ruchy na misiach wyprzedzały te na blue chips. Mamy więc na GPW swoiste rozdwojenie kapitału. Ten krajowy jest w stanie podnieść wyceny małych i średnich spółek, ale by podnieść te największe potrzeba zagranicy. Na tle globalnym wyglądamy tanio, więc mam nadzieje, że ktoś nas w końcu zauważy. WIG20 jest już od dłuższego czasu w szerokim układzie bocznym, więc może to jest takie nakręcanie spirali, która w końcu wystrzeli i podniesie jego kurs o 20 proc.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA