Felietony

Wrzesień często jest na rynkach trudnym okresem

O GPW pisał nie będę, bo od ponad trzech miesięcy na WIG20 rysowany jest trend boczny. Wyjście z niego pokaże kierunek na dłużej.

Piotr Kuczyński, analityk

Foto: Fotorzepa, Piotr Guzik

Najgorszy dla giełd akcji w USA miesiąc zaczął się z przytupem. Owszem, dwa pierwsze dni września należały do byków, ale był to, jak się szybko okazało, ich łabędzi śpiew. Akcje tych spółek (z sektora FAANG), które najmocniej wpływały na kontynuację szaleńczej hossy, zanurkowały.

Interesujące było szczególnie zachowanie akcji spółek, które wcześniej mocno drożały po dokonaniu splitu. Tesla staniała przed wzrostową korektą o 34 proc. (jednym z powodów było to, że wbrew oczekiwaniom nie została zakwalifikowana do indeksu S&P 500). Akcje Apple'a przed wzrostową korektą staniały o 18 proc. Generalnie to właśnie spółki z Nasdaq, który to indeks stracił 10 proc., ściągały w dół S&P 500. Nasdaq 100 wyszedł dołem z kanału trendu wzrostowego, co często zapowiada zmianę trendu.

Oczywiste jednak było, że obóz byków łatwo się nie podda, bo ma zakodowane w swoim DNA, że po korekcie należy akcje kupować i zawsze (od wielu lat) dobrze się na tym wychodzi. Kiedy pisałem ten tekst, indeksy starały się (niemrawo) wrócić do hossy. Mam wątpliwości, czy bykom szybko się uda zakryć tę spadkową korektę, bo akurat ten wrzesień jest pełen problemów.

Przede wszystkim zostało już tylko półtora miesiąca do wyborów w USA. Im większa będzie przewaga Joe Bidena (na razie ustabilizowała się na poziomie nieco ponad 7 pkt proc. w uśrednionych sondażach), tym gorzej dla posiadaczy akcji. Przed wyborami prezydent Donald Trump z pewnością dokona posunięć, które według niego zwiększą poparcie dla jego kandydatury, ale mogą być groźne dla świata. Na przykład ostatnio mówił, że chciałby kompletnie przeciąć handlowe połączenia USA–Chiny. Oczywiście to tylko takie niepoważne słowa, ale kto wie, co jeszcze prezydent wymyśli.

Poza tym we wrześniu na scenę znowu wszedł brexit, a konkretnie umowa W. Brytanii z UE. Wydaje się, że prawie niemożliwe jest jej zawarcie do końca roku, co skutkowałoby ekwiwalentem twardego brexitu. Boris Johnson zapowiedział nawet, że jeśli do połowy października warunki umowy nie zostaną ustalone, to umowy nie będzie, i zaproponował zmianę w przyjętych już rozwiązaniach, które Unia Europejska gwałtownie oprotestowała. Znowu mamy grę pod nazwą chicken game. Na razie wszyscy traktują to z dużym spokojem, ale im bliżej będzie połowy października, tym większy może być niepokój.

Na froncie walki z pandemią nic dobrego się nie wydarzyło. W Europie w wielu krajach liczba zakażeń szybko rośnie. Doskonale na tym tle prezentuje się tak mocno w poprzednich miesiącach krytykowana Szwecja. Wszyscy zarzekają się, że nowych lockdownów nie będzie, ale, jak się okazało, Izrael taki właśnie lockdown na okres trzech tygodni wprowadził.

Można powiedzieć za Albertem Einsteinem, że jeśli ktoś stosuje te same elementy i powtarza takie samo doświadczenie, oczekując innych rezultatów, to jest szaleńcem. Cóż, rządom najłatwiej jest wydać polecenie lockdownu (wyjąć pióro i podpisać), a potem wypinać pierś pod ordery, twierdząc, że dużo zrobiły...Oczywiście powracającym tematem jest szczepionka, ale nawet jeśli do końca roku się pojawi, to skutki zobaczymy najwcześniej w końcu roku 2021, bo dużo czasu upłynie, zanim odpowiednia część populacji się zaszczepi (o ile będzie chciała się szczepić naprędce skonstruowaną szczepionką).

Interesujące rzeczy działy się na rynku walutowym. W Europejskim Banku Centralnym jego wiceprezes i główny ekonomista Philip Lane ostrzegł, że mocne euro może szkodzić gospodarce i dusić inflację (to nie podoba się bankowi), co rozpoczęło spadkową korektę kursu EUR/USD, ale posiedzenie EBC nie doprowadziło do zmian w polityce banku. Jego szefowa Christine Lagarde wyraźnie sprzeciwiała się swojemu wiceprezesowi, twierdząc, że bank nie będzie ingerował w kurs walutowy. Tak więc na drodze do umocnienia euro stoi jedynie brexit. Po usunięciu tej przeszkody europejska waluta powinna zyskiwać, co powinno wspierać złotego.

Można się jednak obawiać tego, że po rozpoczęciu w Sejmie dyskusji o likwidacji zapisanego w konstytucji limitu zadłużenia złoty zacznie tracić. Z rządu dochodzi coraz więcej sygnałów, że taki pomysł jest poważnie rozważany. Podstawowe pytanie brzmi: czy opozycja podniesie ręce za zniesieniem limitu zadłużenia (bez wsparcia części opozycji konstytucji nie da się zmienić)? Ja zakładam, że opozycja zostawi sobie listek figowy w postaci nie zlikwidowania, ale jedynie podniesienia limitu (do np. 80–85 proc. PKB). Na to musimy jednak jeszcze poczekać.

O GPW pisał nie będę, bo od ponad trzech miesięcy na WIG20 rysowany jest trend boczny. Wyjście z niego pokaże kierunek na dłużej. Jeśli w USA indeksy wejdą w stan konsolidacji, a nie dużej korekty, to możliwe jest, że część środków wycofywanych z USA trafi na rynki rozwijające się, czyli również do Warszawy. Jeśli jednak indeksy na Wall Street będą nadal spadały, to nic nie uratuje GPW przed przeceną mimo tego, że jest jednym z najtańszych rynków na świecie, co powinno dać odważnym kupującym premię – w dłuższym jednak okresie.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.