REKLAMA
REKLAMA

Biznes i sport

Dwie ojczyzny – to się opłaca

Naomi Osaka ma dopiero 22 lata, lecz jest już tenisową bohaterką Japonii, USA i Haiti. Wedle magazynu „Forbes" zarobiła podczas minionych 12 miesięcy ponad 37 mln dolarów. Odkąd podaje się takie osiągnięcia, nie było lepszego rezultatu wśród kobiet.

Atutem Naomi Osaki są nie tylko doskonałe umiejętności na kortach, ale także interesująca opowieść o sobie, w której oprócz atrybutu młodego wieku ważna jest wielokulturowość.

Foto: AFP

Rankingi „Forbesa" dotyczące najbardziej zamożnych sportowców tworzone są w rocznym cyklu (1 czerwca – 31 maja), lecz wiadomość, że reprezentująca Japonię młoda tenisistka przebiła w ostatnim notowaniu dochody samej Sereny Williams, nie mogła czekać.

Świat dowiedział się więc z wyprzedzeniem, że Osaka, zarobiwszy na wygranych turniejach i kontraktach reklamowych przez miniony rok 37,4 mln dol. (to przychody przed opodatkowaniem), zajęła 29. pozycję na liście 100 najbogatszych sportowców świata, a sławna Serena, zdecydowana liderka rankingu przez minione cztery lata, zdobyła 1,4 mln mniej, co dało jej 33. miejsce.

Choć wynik Naomi jest trochę lepszy, to warto zauważyć, że obie panie efektownie poprawiły poprzedni kobiecy rekord zarobkowy w sporcie ustanowiony w 2015 roku przez inną (już byłą) sławę tenisa, Rosjankę Marię Szarapową: 29,7 mln dol.

Finansowy wzlot Naomi Osaki specjalnie nie dziwi. Dziewczyna wcześnie weszła w świat wielkiego tenisa prezentując nie tylko doskonałe umiejętności na kortach, ale także interesującą opowieść o sobie, w której oprócz atrybutu młodego wieku ważna jest wielokulturowość, która dała bohaterce masową widownię i miano świeżego odkrycia globalnego marketingu sportowego.

Jej krótka, lecz dynamiczna kariera przebiegała niemal idealnie – z przytupem wygrała US Open 2018 i Australian Open 2019, czyli dwa kolejne turnieje Wielkiego Szlema (co w kapryśnym kobiecym tenisie ostatnich lat nie jest częste), w nowojorskim finale pokonała samą Serenę Williams, do tego z dumą prezentowała swą ciekawą osobowość, japońskie (po matce) i haitańsko-amerykańskie (po ojcu) dziedzictwo.

Podobieństwo nieprzypadkowe

Korzenie w trzech krajach okazały się najmocniejszym argumentem w drodze po zyski z kontraktów reklamowych. Rodzice Leonard Francois i Tamaki Osaka poznali się w Sapporo, podczas nauki obojga w japońskim mieście. Mimo sprzeciwu rodziny pani Osaki, pobrali się. Córki Mari i Naomi urodziły się w 1996 i 1997 roku, cała czwórka znalazła się w haitańskiej enklawie na Long Island na przełomie XX i XXI wieku, gdy pan Francois wymyślił dla dziewczynek karierę tenisową po obejrzeniu finału kobiecego debla w 1999 roku w turnieju wielkoszlemowym w Paryżu – wygrały, wówczas nastoletnie, Venus i Serena Williamsówny.

Podobieństwo do karier córek Richarda Williamsa nie jest przypadkowe, Leonard Francois konsekwentnie kopiował cały plan – od kupna podręczników i prowadzenia przydomowych treningów, po konsultacje z fachowcami, opuszczenie rywalizacji z rówieśniczkami córek w wieku juniorskim i wczesne wejście w życie zawodowe. Rodzina w 2006 roku zamieszkała na Florydzie, w Pembroke Pines, tam z całorocznymi treningami było łatwiej.

Mari miała mniej talentu, Naomi spełniła oczekiwania: tenisową profesjonalistką została miesiąc przed 16. urodzinami, dwa lata później wygrała wielki turniej w Indian Wells, przebijając sobie drogę do sławy oraz portfeli sponsorów.

Skoro amerykański związek tenisowy (USTA) przez lata nie wykazywał zainteresowania sportowym rozwojem panien Osaka, Leonard Francois zaproponował córkom grę w barwach Japonii, na co w ojczyźnie żony przystano chętnie, nawet jeśli tenisistki mówiły po japońsku raczej słabo. Powód był zrozumiały: przed igrzyskami w Tokio w męskim tenisie Japonia miała gwiazdę – medalowe nadzieje gwarantował Kei Nishikori, ale w kobiecym, po odejściu Kimiko Date, takiej gwiazdy nie było.

Japończycy dali wsparcie i zebrali owoce inwestycji: w 2018 roku Naomi Osaka została pierwszą Japonką, która wygrała turniej Wielkiego Szlema, następnie pierwszą Azjatką, która wspięła się na pierwszą pozycję w rankingu WTA. Wizja igrzysk w Tokio w 2020 roku (zanim koronawirus przesunął je o rok, lub być może, skasował) miała też znaczenie dla olimpijskich sponsorów (Procter & Gamble, All Nippon Airways i Nissin Foods), którzy zapragnęli zobaczyć Naomi w swych barwach.

Najważniejszym z dotychczasowych kontraktów reklamowych Osaki jest jednak, jak w przypadku wielu innych sław sportu, ten zawarty z producentem ubiorów sportowych. Dziewczyna trafiła we właściwy czas – karierę kończyła Szarapowa, Serena jeszcze walczy, ale wiadomo, że zbliża się do czterdziestki. O podpis amerykańskiej Japonki zaczęli się zatem bić giganci: Nike i Adidas. Wygrał Swoosh, znak Nike, za którego noszenie Naomi Osaka bierze ponad 10 mln dolarów rocznie. Kontrakt obowiązuje do końca 2025 roku. W dodatku dostała, jak kiedyś Chinka Na Li, rzadki przywilej dołączenia na ubiorze do Swoosha innych reklam (z takich wyjątków nie korzystali nawet Serena, Szarapowa, John McEnroe i Andre Agassi).

Obecne reklamowe portfolio Osaki liczy 15 partnerów, są na tej liście m.in. MasterCard, Nissan Motors, Shiseido, BodyArmor i Hyperice (napoje) oraz Yonex (używa tych rakiet od dekady), niemal wszystkie umowy mają roczną wartość wyrażaną siedmiocyfrowo (w dolarach).

IMG wie, co robić

Marką Naomi Osaki zarządza potężna agencja IMG, której doświadczenie w prowadzeniu karier gwiazd tenisa trudno przecenić. Wiceszefem części tenisowej jest tam teraz Max Eisenbud, przez długie lata agent i biznesowy partner Szarapowej. Główny agent Japonki to Szkot Stuart Duguid, przez kilka lat reprezentujący także interesy Agnieszki Radwańskiej.

IMG wie, co robić, by ich podopieczna podpisywała lukratywne długoterminowe umowy sponsorskie, zwłaszcza na rynku azjatyckim. Doświadczenie dały agencji kontrakty z Li i Nishikorim. Gdy Chinka w 2011 roku została pierwszą Azjatką, która zdobyła tytuł wielkoszlemowy, IMG potrafiła błyskawicznie podnieść jej przychody z 2 do 20 mln dolarów rocznie. Japończyk wygraną wielkoszlemową ma wciąż przed sobą, ale pozycja najlepszego tenisisty w ojczyźnie wystarcza, by ze wsparciem IMG podpisywał umowy na 30 mln dol. rocznie.

„Hafu", czyli wielokulturowość

Ranking „Forbesa" odzwierciedla zatem wybitny talent sportowy Naomi, zaradność agencji marketingowej, szczęśliwe okoliczności ekonomiczne i społeczne (igrzyska), a także czynnik wielokulturowości, który w Japonii ma nazwę „hafu", bo tak od angielskiego „half", czyli połowa, określa się osoby mające rodziców i dziadków z różnych krajów.

Czy po dekadzie finansowej dominacji Marii Szarapowej (2011–2015) i Sereny Willimas (2016–2019) w rankingu „Forbesa" zaszła zmiana na stałe, czas pokaże. Na razie wiadomo, że przed Naomi Osaką jeszcze długa droga do pobicia innych rekordów: 11-krotnego wygrywania rankingu wśród pań (Szarapowa) i 300 mln dolarów łącznych przychodów od sponsorów (S. Williams).

Po raz pierwszy od 2016 roku w najbogatszej setce sportowców świata znalazły się dwie kobiety. Zwykle była jedna, lub nie było ich wcale. To, że są to tenisistki, nikogo nie dziwi, w rankingu „Forbesa" od początku (w 1990 roku) nie było na najwyższym miejscu wśród pań przedstawicielek innych dyscyplin. Pojawiały się tam Na Li, Venus Williams, Steffi Graf, Martina Hingis i Monica Seles, która, jako jedyna, znalazła się w 1992 roku w pierwszej dziesiątce.

Nawet jeśli w Wielkim Szlemie wypłaty są już równe, to jednak do dogonienia najbogatszych mężczyzn w sporcie, czyli pięściarzy, piłkarzy, koszykarzy, baseballistów, graczy futbolu amerykańskiego, golfistów, tenisistów i kierowców wyścigowych paniom wciąż daleko.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA