Analizy

Demografia po polsku: dłuższe życie, brak rąk do pracy

Jak będzie wyglądała Polska za mniej więcej dekadę? Przede wszystkim wydłuży się długość życia. Z negatywnych tendencji – będzie brakowało rąk do pracy. W najbliższych latach należy więc przyjąć spójną strategię dotyczącą aktywizacji pracowników, służby zdrowia czy choćby polityki migracyjnej – zarówno zewnętrznej, jak i wewnętrznej.

Mniej więcej za siedem lat w okresie emerytalnym będą już dwa wyże demograficzne.

Foto: Archiwum

Ludność w Polsce się starzeje. – Ten proces w Polsce i Słowacji przebiega najszybciej w całej Unii Europejskiej. Obecnie rodzi się mało dzieci, średnie życie Polaków wydłuża się co pięć lat o kolejny rok, powojenny wyż demograficzny wszedł w wiek emerytalny, a do tego ok. 2 mln Polaków pracuje za granicą – alarmuje Jeremi Mordasewicz, ekspert Konfederacji Lewiatan.

I podkreśla, że najgorszy okres dla naszego kraju nastąpi w okolicy 2025 r., kiedy to będzie bardzo niekorzystna relacja pomiędzy liczbą osób pracujących a liczbą osób pobierających świadczenia emerytalne. Za ok. siedmiu lat w okresie emerytalnym będą już dwa wyże demograficzne, a jednocześnie nastąpi drastyczne skurczenie się populacji osób w wieku produkcyjnym.

Problemy zdrowotne

– Konsekwencji zmian demograficznych można się spodziewać w wielu obszarach. Po pierwsze, standardowo zakłada się, że w długim okresie PKB zależy od produktywności oraz nakładów pracy i kapitału. Spadek ludności w wieku produkcyjnym będzie obniżał nakłady pracy, a w efekcie dynamikę PKB – mówi Mariusz Kapuściński, ekonomista BGŻ BNP Paribas.

Na negatywne zmiany demograficzne należy patrzeć szerzej niż tylko przez pryzmat PKB. Jak podkreśla Krzysztof J. Filipiak, profesor z katedry i klinika kardiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, już w ciągu najbliższej dekady wyraźny stanie się deficyt kadr medycznych, czyli lekarzy, ale jeszcze bardziej pielęgniarek. – Wtedy bardzo istotne okaże się nieprzygotowanie systemu i brak stworzenia odpowiednich warunków pracy dla tysięcy opiekunów socjalnych, społecznych, fizjoterapeutów i rehabilitantów osób w wieku podeszłym – zaznacza.

Prawdopodobnie część tych usług przejmie sektor prywatny, ale oznacza to, że staną się dostępne głównie dla osób o wyższej pozycji społeczno-ekonomicznej.

– Podstawowymi problemami starszych osób będą choroby układu krążenia, choćby niewydolność serca czy migotanie przedsionków. Większym problemem niż choroba wieńcowa staną się wady strukturalne serca i np. potrzeba istotnego zwiększenia zabiegów wymiany zastawek – przewiduje. – Kolejnym wyzwaniem stanie się onkologia. Postęp w zakresie leczenia chorób nowotworowych jest istotny, zwiększa się przeżywalność w wielu nowotworach. Wiele z nich zaczynamy traktować jako choroby przewlekłe, chociaż nadal nie będziemy w stanie większości chorych wyleczyć ze schorzenia nowotworowego. To również dotyczyć będzie osób w wieku podeszłym. Potrzeba będzie więcej pieniędzy na coraz lepsze i nowocześniejsze programy lekowe w onkologii – dodaje Krzysztof J. Filipiak.

Pdkreśla, że sytuacja demograficzna powinna zmotywować do konkretnych działań i np. zwiększenia limitów kształconych osób na studiach lekarskich. – Chociaż akurat skutki ustawy 2.0 i reorganizacji uczelni idą w odwrotnym kierunku. Kształcenie lekarzy powinno być jednocześnie powiązane z silnym, nowoczesnym zapleczem uniwersyteckich szpitali klinicznych. Tutaj także nie znamy żadnych planów pomocy w ich oddłużaniu, a sytuacja szpitali klinicznych w wielu miastach jest tragiczna i wymagają one wsparcia restrukturyzacji – mówi gorzko, przewidując jeszcze większe problemy w służbie zdrowia niż mamy obecnie.

Dłuższa praca lub inwestycje

Foto: GG Parkiet

Długość życia Polaków będzie się wydłużała. Jednak największym wyzwaniem czekającym w perspektywie dekady będzie brak rąk do pracy.

Foto: GG Parkiet

– Jeśli jeszcze nie tak dawno na dziesięć osób w tzw. wieku produkcyjnym przypadało statystycznie pięć osób nieprodukcyjnych, czyli zbyt młodych lub w wieku emerytalnym, to za dziesięć lat będzie to już blisko osiem osób – wskazuje Andrzej Halesiak, dyrektor w biurze analiz makroekonomicznych Banku Pekao.

Ekonomiści coraz częściej wskazują więc na potrzebę ponownego – stopniowego – wydłużania wieku emerytalnego w Polsce. – W wielu krajach europejskich wiek emerytalny wynosi 67 lat, a niekiedy nawet 70 lat. Część krajów wprowadziła zmienny wiek emerytalny związany ze zmianami długości trwania życia, co też rekomenduje Komisja Europejska – mówi Agnieszka Chłoń-Domińczak z Instytutu Statystyki i Demografii SGH.

Alternatywną dla dłuższej pracy Polaków jest wzrost produktywności polskich przedsiębiorstw. W tym celu potrzebne są jednak inwestycje. Dlatego za kluczową rekomendację dla rządzących w następnej dekadzie uznaje się zapewnienie przewidywalnej polityki gospodarczej, która zachęci przedsiębiorstwa do inwestycji. Jest to niezbędne do zwiększenia produktywności polskich firm, co z kolei przekłada się na wzrost wynagrodzeń dla pracowników. Trudno sobie wyobrazić większą produktywność firm bez zwiększenia nakładów inwestycyjnych.

– Poziom inwestycji w Polsce utrzymuje się na bardzo niskim poziomie, czyli ok. 20 proc. PKB. Wystarczy popatrzeć na Czechy, które mają ponad 25 proc. A w państwach, które się szybko rozwijały, to było najczęściej 30 proc. PKB – podkreśla Jeremi Mordasewicz.

Dlaczego to takie ważne? Jeżeli nie będzie inwestycji w nowe technologie i maszyny, to produktywność i wynagrodzenia będą rosły wolno. Nasze przedsiębiorstwa przegrają konkurencję z zagranicznymi. Obecnie firmy mało inwestują, obawiając się zmian, które obniżą rentowność zainwestowanego kapitału. To hamuje wzrost produktywności i wynagrodzeń.

O pracownika należy zadbać

Jeremi Mordasewicz wskazuje jeszcze na fakt, że w Polsce aktywnych zawodowo obywateli w wieku 20–64 lata jest zaledwie 71 proc., podczas gdy w Niemczech 82 proc. – Gdybyśmy zwiększyli aktywność zawodową do poziomu niemieckiego, liczba pracujących zwiększyłaby się o 2 mln. W Niemczech uzyskuje się tak duży współczynnik aktywności zawodowej m.in. dzięki temu, że część osób pracuje w niepełnym wymiarze godzin – zaznacza.

Według eksperta to powinna być wskazówka dla polskich przedsiębiorców – zachęcanie osób przechodzących na emeryturę do pozostania na rynku pracy poprzez mniejszą liczbę godzin w pracy oraz elastyczność zatrudnienia. Kiedyś przedsiębiorcy niechętnie spoglądali na osoby chcące pracować bardziej elastycznie – w krótszym wymiarze czasowym, w nieregularnych godzinach lub poza biurem. Obecnie coraz więcej firm musi akceptować taką formę zatrudnienia.

W podobnym tonie wypowiada się także Agnieszka Chłoń-Domińczak, która sygnalizuje także potrzebę dostosowywania miejsc pracy do potrzeb osób starszych. Do tego wskazuje na odpowiednie dostosowanie godzin pracy, czy elastyczne przerwy dostosowane do naturalnego rytmu pracy osób starszych.

– Czasem także istotne jest odpowiednie docenienie wykonywanej pracy, aby osoby w wieku 50 i więcej lat czuły się potrzebne w miejscu zatrudnienia. Do tego warto dbać o uczenie się przez całe życie osób starszych i zapewnianie im dostępu do różnego rodzaju kursów i szkoleń – podpowiada.

Nie można także zapominać o promowaniu wśród pracowników zdrowego trybu życia oraz zachęcania ich do profilaktyki zdrowotnej – tak, aby dłużej pozostawali na rynku pracy.

– Kolejna ważna kwestia to zapewnienie wsparcia pracującym w wykonywaniu ich obowiązków związanych z opieką nad dziećmi i osobami starszymi. Także i w tym względzie w coraz większym zakresie z pomocą przychodzić będzie technologia (systemy monitorowania, urządzenia wspomagające funkcjonowanie osób starszych), ale potrzebna jest także określona infrastruktura, czyli przedszkola czy domy opieki dziennej dla starszych – uzupełnia Andrzej Halesiak.

Migracje – te zewnętrzne i wewnętrzne

Poza zjawiskiem przybywania osób starszych oraz rodzenia się mniejszej ilości dzieci, na sytuację Polski w przyszłości wpłynie w dużej mierze także kwestia silnej emigracji.

– Ze znanych nam statystyk można wywnioskować, że w ostatnich latach cały czas mamy do czynienia z dość stałym odpływem ludności na poziomie ponad 200 tys. osób rocznie. Nie można jednak zapomnieć, że corocznie część osób wraca z emigracji, i tu warto podkreślić, że strategia wyjazdów krótkookresowych jest nadal opłacalna i popularna wśród Polaków – mówi Marta Anacka z Ośrodka Badań nad Migracjami.

Specjalistka nie widzi obecnie przesłanek, przemawiających za zdecydowanym wyhamowywaniem zjawiska emigracji w najbliższych latach i spodziewa się, że będzie ona nadal na porównywalnym do obecnego poziomie. Wynika to m.in. z nadal istotnej różnicy w poziomie wynagrodzeń między Polską i innymi krajami UE. Do tego w Polsce obserwujemy nadal niedopasowania na rynku pracy. Dlatego pomimo spadku przeciętnej stopy bezrobocia, wielu osobom – najczęściej z mniejszych miejscowości – łatwiej znaleźć pracę poza granicami Polski.

W najbliższych latach – w celu uzupełnienia sił roboczych – należy spodziewać się większej imigracji do Polski. – Będzie ona coraz bardziej intensywna, choć należy pamiętać, że wiele będzie zależało od decyzji politycznych, zarówno tych podejmowanych na szczeblu krajowym, jak i europejskim. W kolejnych latach Ukraina nadal będzie głównym źródłem imigracji do Polski. Mamy z naszym wschodnim sąsiadem związki gospodarcze i kulturowe, a do tego Ukraińcy bardzo dobrze odnajdują się na polskim rynku pracy – ocenia Marta Anacka.

I tłumaczy, że liczny napływ pracowników z Ukrainy był i jest możliwy głównie dzięki znacznemu uproszczeniu przepisów związanych z dostępem do rynku pracy.

– Proste i niezobowiązujące w sensie prawnym oświadczenie potencjalnego pracodawcy o zamiarze zatrudnienia obywatela Ukrainy jest podstawą do umożliwienia mu wjazdu do naszego kraju. Ale w ostatnich latach katalog krajów, których obywatele są dopuszczani do stosowania podobnej procedury przy zatrudnieniu był stopniowo poszerzany. To pokazuje, jak istotne są działania centralnych organów administracji w przypadku zjawiska imigracji. Przyszłość imigracji do Polski zależy od decyzji politycznych, co dodatkowo utrudnia prognozę na najbliższą dekadę – mówi.

A gdzie na świecie jest obecnie największy potencjał populacyjny do ewentualnej imigracji do Polski? – Cały czas będzie się powiększała populacja krajów azjatyckich. Warto pamiętać, że z wieloma z nich mamy już pewne związki, istnieją w Polsce mniejszości azjatyckie, choćby wietnamska. Rynek pracy wymusza sięganie po zagranicznych pracowników i dlatego kraje azjatyckie wydają się być naturalnym źródłem potencjalnej imigracji. Na ulicach większych miast w Polsce widoczna jest także obecność pracowników z takich krajów jak Pakistan czy Bangladesz. Ten trend może być kontynuowany w najbliższych latach – przewiduje Marta Anacka.

Zmiany demograficzne w Polsce powinny skłonić rząd do rozwiązania kolejnej kwestii, jakim jest zbyt duży udział osób zatrudnionych w rolnictwie. – Obecnie mamy ok. 1,5 mln gospodarstw rolnych, w których pracuje ok. 10 proc. ogółu zatrudnionych. W porównaniu z innymi państwami europejskimi jest to zdecydowanie za dużo. Optymalna liczba pracowników w rolnictwie to 2–3 proc. – zaznacza Jeremi Mordasewicz.

I dodaje: – Szacuje się, że z rolnictwa do innych sektorów powinno przejść ponad milion osób. Dlaczego to takie ważne? Osoba pracująca w naszym kraju w rolnictwie wytwarza rocznie produkty warte niewiele ponad 20 tys. zł. Produktywność na osobę w przemyśle, handlu i innych usługach sięga 110 tys. zł na osobę. Oznacza to, że przesuwając pracowników z rolnictwa do innych sektorów gospodarki możemy zwiększyć ich produktywność ponadpięciokrotnie. Obecnie proces przechodzenia z rolnictwa do innych sektorów gospodarki powstrzymują dotacje dla rolnictwa, które łącznie (krajowe i europejskie) przekraczają 50 mld zł rocznie. Część tych pieniędzy rząd powinien przekierować na wsparcie finansowe osób przenoszących się z terenów wiejskich do miast.

Czy budżet to wytrzyma?

W przypadku starzenia się społeczeństwa – w pierwszej myśli – wydaje się, że warto bazować na doświadczeniach innych krajów, które historycznie mierzyły się z tym problemem. Andrzej Halesiak zaznacza jednak, że doświadczenia innych krajów w tym względzie nie są do końca replikowalne w Polsce. Jest tak dlatego, że do tej pory starzenie się było procesem charakterystycznym dla zasobnych krajów, posiadających zakumulowane bogactwo i wysoki poziom zaawansowania technologicznego. – Tymczasem my wciąż jesteśmy krajem na dorobku – mówi.

Najważniejszą wydaje się utrzymanie jak najwyższego tempa wzrostu gospodarczego. – Jeśli dla przykładu przez następne dziesięć lat Polska gospodarka będzie rosnąć realnie w tempie 4 proc., to wówczas na koniec tego okresu nasz PKB, a więc niejako tort dostępny do podziału, będzie blisko jedną czwartą większy niż gdyby gospodarka rosła po 2 proc. – podkreśla ekspert z Banku Pekao SA.

Jest więc o co zawalczyć, przy większym „torcie" łatwiej będzie zaspokoić potrzeby poszczególnych grup społecznych, co dotyczy służby zdrowia, edukacji, polityki prorodzinnej, aktywizacji zawodowej osób starszych.

Ludność | W 2015 roku Polaków będzie o niemal 4,5 mln mniej niż dzisiaj

Jak wynika z prognoz Głównego Urzędu Statystycznego, liczba ludności w Polsce będzie systematycznie spadać i za dekadę ma wynieść ok. 37,43 mln. GUS w swojej kolejnej prognozie, dla gmin na lata 2017–2030, podkreśla dodatkowo, że w 2016 r. odsetek osób starszych (w wieku 65 i więcej lat) był wyższy niż 20 proc. w zaledwie 4 proc. gmin, z kolei w 2030 r. gminy z udziałem osób starszych przekraczającym 20 proc. będą stanowiły już prawie dwie trzecie wszystkich gmin w Polsce. Dodatkowo wyniki prognozy GUS wskazują, że w 2030 r. liczba urodzeń będzie większa od liczby zgonów jedynie w 599 spośród 2478 gmin.

Do 2030 r. – jak prognozuje GUS – większość głównych ośrodków miejskich odnotuje spadek populacji. Spośród 39 miast powyżej 100 tys. mieszkańców jedynie w sześciu wystąpi wzrost liczby ludności (Rzeszów, Warszawa, Gdańsk, Kraków, Wrocław oraz Zielona Góra).

– Przygotowując długookresowe prognozy makroekonomiczne, opieramy się na projekcjach demograficznych ONZ. Mają one różne warianty, zależne między innymi od dzietności. W wariancie średnim w 2030 r. populacja Polski będzie mniejsza o 4 proc., czyli o 1,5 miliona osób. Jednak przy wysokiej dzietności mógłby to być spadek tylko o 1 proc., a przy niskiej dzietności aż o 8 proc. – mówi Mariusz Kapuściński, ekonomista na Europę Centralną i Wschodnią w Banku BGŻ BNP Paribas.

Opinie

Jeremi Mordasewicz, ekspert gospodarczy Konfederacji Lewiatan

Na PPK najmocniej skorzysta gospodarka. Do firm trafi tani długoterminowy kapitał. To napędzi inwestycje i innowacyjność. Wzrośnie produktywność. W górę pójdą płace. A pochodną płac są emerytury.

Niewątpliwie dzięki samemu dodatkowemu oszczędzaniu w ramach PPK nasze emerytury też będą wyższe. Obawiam się jednak, że udział Polaków w tym programie nie będzie wysoki. To dlatego, że nasz powszechny system emerytalny ma zapewniać świadczenie na poziomie wyższym niż minimalny. Możemy się spodziewać z niego 2000–3000 zł emerytury. Gdyby dawał on świadczenie na poziomie minimum socjalnego, powiedzmy 600 zł, za które nie da się przeżyć, to skłonność do dodatkowego oszczędzania byłaby wyższa. Druga sprawa to wysokość składek na ubezpieczenia społeczne. Pochłaniają one 1/4 pensji wynagrodzenia netto pracownika. To dużo. Zwłaszcza dla młodych, którzy mają na utrzymaniu dzieci i muszą spłacać kredyt. Ich po prostu nie będzie stać na dodatkowe odkładanie pieniędzy na emeryturę. Odkładać mogą w tym programie bogaci, rolnicy, którzy płacą niskie składki i będą mieli niskie emerytury, osoby zatrudnione na umowach o dzieło. Dla nich PPK mogą być atrakcyjne.

Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha

W Polsce jest potrzebny system zachęt do dodatkowego oszczędzania, choćby na emerytury.

To, co rząd może zrobić od ręki, to likwidacja podatku od dochodów kapitałowych, zwanego podatkiem Belki. Następne w kolejności mogłoby być udomowienie długu. Chodzi o to, by polski obywatel mógł kupować obligacje polskiego rządu na takich samych warunkach jak zagraniczne instytucje. Dziś oferuje mu się warunki gorsze niż te, z których korzysta zagraniczny kapitał spekulacyjny. I jeszcze jedno. Dlaczego nie mamy polskiego Warrena Buffetta? Bo Buffett mógł zebrać na swój pierwszy fundusz pieniądze od swoich sąsiadów: lekarzy, prawników... Gdyby zderegulowano polski rynek, pozwoliłoby to i naszym obywatelom gromadzić oszczędności w podobny sposób. A to tylko trzy proste sposoby zachęcenia Polaków do oszczędzania.

Co do PPK, to mamy tu podobne uprzywilejowanie instytucji zarządzających gromadzonym kapitałem kosztem oszczędzających jak w przypadku OFE. Mają pobierać wysokie wynagrodzenie, niewiele ryzykując. Nawet NBP zwracał uwagę na tę dysproporcję.


Wideo komentarz

Powiązane artykuły