Tyle że grudniowe dane z gospodarki były naprawdę dobre – szanse na PKB w IV kwartale bliski 4 proc. r/r wcale nie są małe. To powoduje, że RPP może poczekać. Rynek w tym względzie jest podzielony, stąd też od poniedziałku widać lekkie osłabienie złotego patrząc przez pryzmat EUR/PLN, który podbił do 4,22. Oczywiście ostatnio mocniejszy dolar na rynkach światowych (cofnięcie EUR/USD do 1,18) daje przełożenie na podbicie USD/PLN, ale to już inny wątek, który wymaga zadania sobie istotnych pytań.

Czy to tylko chwilowa korekta i amerykańska waluta dalej będzie spadać? Trump w styczniu naruszył kolejne czerwone linie i może płacić za to cenę. Swoją drogą amerykańskim politykom słabsza waluta może być na rękę. Pytanie tylko, co na to Kevin Warsh, nominat na szefa Fedu, który dopiero w najbliższych tygodniach może być „odkrywany” przez rynki przy okazji formalnych zeznań przed komisjami Kongresu. Istotny będzie tu aspekt odejścia od polityki reakcji na bieżące dane na rzecz długofalowego podejścia do prognoz, ale i sprawy związane z nadmiernym bilansem Fedu. Może się okazać, że pojawienie się Warsha w Fedzie w połowie roku będzie jakimś przełomem dla amerykańskiej waluty i pośrednio złotego (przez USD/PLN). Na razie jednak dotychczasowe tendencje powinny dalej dominować. Oznacza to, że nawet gdyby RPP obniżyła w środę stopy procentowe, to osłabienie złotego z tego tytułu może być niewielkie i krótkotrwałe, i koniec tygodnia przyniesie jego aprecjację.