Piątek zdecydowanie nie należał do udanych, a indeks S&P 500 zaliczył korektę wynoszącą 2,6 proc. Działo się to jednak po bardzo dynamicznych wzrostach, od dołka w marcu wzrost wyniósł około 20 proc. Czy dłuższa korekta ma obecnie uzasadnienie? Jeśli przyjrzymy się wynikom amerykańskich spółek za I kwartał, to zysk wzrósł o około 28 proc. W skali całego roku prognoza wzrostu zysku na akcję dla całego indeksu wynosi około 22 proc. Do określenia ceny, jaką płacimy za przyszłą dynamikę zysków możemy posłużyć się wskaźnikiem PEG, który dzieli prognozowany wskaźnik cena/zysk przez prognozowane tempo wzrostu wyników spółek. Obecnie wskaźnik PEG znajduje się poniżej poziomu 1. Książkowa interpretacja mówi nam, że spółki są okazyjnie wycenione, zwłaszcza że dla indeksu S&P w ostatnich 30 latach kształtował się między 1,2-1,6. Jednym słowem wzrost zysków był jeszcze szybszy niż wzrost indeksu. Pod powierzchnią wyniki spółek uzasadniają ostatni ruch i dają pole do dalszych wzrostów. Zwłaszcza że zaczynamy wchodzić w erę agentów AI. Nvidia z Microsoftem zapowiedziały jesienią premierę nowego laptopa z wbudowanymi agentami AI. Upowszechnienie się tej technologii zwielokrotni zużywane tokeny i zapotrzebowanie na moc obliczeniową, a to oznacza kolejne rekordowe inwestycje w infrastrukturę AI. To, czego inwestorzy się obawiają, to posiadanie akcji w szczycie cyklu i po silnych wzrostach. Obecnie wydaje się, że cykl może trwać jeszcze wiele kwartałów, a napędzać go będzie upowszechnianie się agentów AI, a w przyszłości robotyka.