Reklama

Dopłata za emocje

30–40 razy podwyższono ceny wywoławcze.

Publikacja: 05.12.2015 14:24

Zespół fotografii z planu filmowego „Rękopisu znalezionego w Saragossie” kupiono za 8 tys. zł przy c

Zespół fotografii z planu filmowego „Rękopisu znalezionego w Saragossie” kupiono za 8 tys. zł przy cenie wywoławczej 800 zł.

Foto: Archiwum

Pod koniec roku obowiązkowo chodzimy na wystawy przedaukcyjne. Terminy ważniejszych aukcji znajdziemy na największym krajowym portalu rynku sztuki (www.artinfo.pl). W najlepszych muzeach na galeriach nie zobaczymy takich obrazów, jakie teraz nagle pojawiły się w sprzedaży. Pojawiły się nagle i jak to u nas, przeszłość tych wybitnych dzieł jest zupełnie nieznana. Rempex (www.rempex.com.pl) 16 grudnia wystawi wyjątkowy obraz Henryka Siemiradzkiego zatytułowany „Fryne na święcie Posejdona w Eleusis" (60 na 120 cm). Obraz jest autorską repliką znajdującego się w Państwowym Muzeum Rosyjskim w Petersburgu takiego samego obrazu, ale o wymiarach 390 na 763 cm. Petersburskie dzieło zakupił od malarza car Aleksander III Romanow. Obraz w Rempeksie ma cenę 3,9 mln. zł. To dzieło światowej klasy muzealnej. Jednak nic nie wiadomo o losach obrazu!

Rosyjskie odkrycie

Henryk Siemiradzki (1843–1903) to jeden z największych polskich malarzy. Biografia artysty nadaje się na sensacyjny film, który mógłby się cieszyć powodzeniem na świecie. Dużo malował na zamówienie cara. Jego dom w Rzymie odwiedzały koronowane głowy. Towarzyszyło mu wielkie powodzenie towarzyskie i finansowe, po czym przez kilkadziesiąt lat był zapomniany.

Rosjanie na nowo odkryli artystę mniej więcej dziesięć lat temu. Traktują Siemiradzkiego jak rosyjskiego malarza. Kiedy w Rosji panował boom gospodarczy, wywindowali ceny jego obrazów na światowym rynku.

Warto zdobyć w antykwariacie rewelacyjną monografię prof. Józefa Dużyka o Siemiradzkim z 1986 r. Autor mieszkał w Rzymie i tam przebadał archiwa. Dziwne, że książka miała jedno wydanie. Obszerny naukowy biogram artysty znajdziemy też w „Polskim Słowniku Biograficznym" w zeszycie nr 152 z 1996 roku.

Fakt, że nie ma źródeł o najwyżej cenionym polskim artyście, jest kolejnym dowodem na niedojrzałość naszego rynku sztuki. Panuje u nas niska kultura kolekcjonerska. Ktoś by zarobił na wznowieniu książki prof. Dużyka, a równocześnie byłaby to forma wychowywania i inspirowania nowych klientów rynku sztuki. Zawodzi u nas edukacja w tym zakresie.

Reklama
Reklama

Drugi wyjątkowy obraz, jaki nagle pojawił się w Rempeksie, to dzieło Tadeusza Makowskiego „Trzy dziewczynki przed klatką z ptaszkiem" (81 na 100 cm) z 1923 roku (cena wyw. 1,7 mln zł).

Tadeusz Makowski (1882–1932) jest znacznie lepiej spopularyzowanym artystą. To zasługa wielkiej humanistki prof. Władysławy Jaworskiej (1910–2009). Prof. Jaworska odkryła w Paryżu rękopis dziennika artysty, który wydała w Polsce (Państwowy Instytut Wydawniczy, 1961). Książka była wznawiana, warto ją zdobyć i dać bliskiej osobie w prezencie gwiazdkowym.

Kilka mniejszych aukcji

Są też albumy autorstwa Jaworskiej. Faktem jest, że ten bardzo popularny w handlu malarz, którego prace są często fałszowane, nie doczekał się katalogu dzieł wszystkich. Takie katalogi są na świecie fundamentem handlu sztuką. Chronią rynek przed falsyfikatami. Nie ma obrazu w katalogu, to oznacza, że nabywca powinien być wyjątkowo czujny. W grudniu 2010 r. Desa Unicum sprzedała część kolekcji prof. Jaworskiej, w tym akwarele, rysunki, grafiki i listy Makowskiego.

Warto jak zawsze poznawać ofertę również pomniejszych aukcji. Dla debiutanta na rynku to dobra forma samokształcenia. Na przykład firma Okna Sztuki (www.artinfo.pl) wystawi obraz nierozpoznanego autora, malowany na tekturze. Pierwotnie na dwóch stronach tektury widniała kompozycja. Warstwy tektury rozdzielono i są dwa obrazy, za 4 i za 8 tys. zł.

Katalog sugeruje, że to dzieła Włodzimierza Bartoszewicza. To zachęta, żeby potencjalny klient sam zbadał i ewentualnie potwierdził słuszność tej hipotezy.

Włodzimierz Bartoszewicz (1899–1983) był przede wszystkim mistrzem portretu. Namalował np. doskonały portret prof. Stanisława Lorentza, dyrektora Muzeum Narodowego w Warszawie. Bartoszewicz uczestniczył przed wojną w legendarnych plenerach malarskich organizowanych w Kazimierzu przez Tadeusza Pruszkowskiego.

Reklama
Reklama

A może numizmatyka

A może nie kupujmy obrazu Siemiradzkiego za 4 miliony? Może lepiej przetrzymać gotówkę i wydać ją w przyszłym roku na zabytkowe numizmaty? Tydzień temu pisałem o aukcjach zaplanowanych przez antykwariat Michała Niemczyka. Tym razem sygnalizuję, że w przyszłym roku inna największa firma w branży, Warszawskie Centrum Numizmatyczne, świętować będzie jubileusz 25-lecia.

Jubileusz uświetni wydanie albumu z najpiękniejszymi polskimi numizmatami, które można będzie kupić. Na aukcji 7 maja będzie np. talar koronny króla Jana III Sobieskiego (ilustracja poniżej), wybity w Bydgoszczy. Na świecie znanych jest ok. ośmiu takich monet. Jej cena to ok. 250 tys. zł. Będzie też rodzaj obligacji „pożyczka narodowa" z 1863 r. z czasów powstania styczniowego.

Na co dzień nie dostrzegamy piękna monet i banknotów. Wiele numizmatów zaprojektowali najwięksi polscy artyści i ich dzieła można będzie kupić. Wybitną urodę ma np. banknot o nominale 100 zł (tzw. z dębem) zaprojektowany w 1932 r. przez Józefa Mehoffera.

Popularna w PRL moneta o nominale 5 zł z wizerunkiem rybaka to małe arcydzieło zaprojektowane przez Wojciecha Jastrzębowskiego. Taka moneta z 1974 r. kosztuje ok. 10–20 zł. Taka sama moneta wybita w 1958 r. ma cenę 1,5–2 tys. zł. Oczywiście mam na myśli, jak zawsze, monety w dziewiczym stanie.

Na jubileuszową 50. aukcję w lutym 2012 r. Warszawskie Centrum Numizmatyczne też wydało album. Reprodukowano w nim i opisano numizmaty ilustrujące historię Polski. Monografię napisał Borys Paszkiewicz. Reprodukowane numizmaty można było kupić na aukcji. Rynek numizmatów inwestuje w klientów, dba o ich edukację. Jest wiele katalogów i albumów, które mobilizują do poszukiwania i kupowania reprodukowanych w nich rzadkości.

Warszawskie Centrum Numizmatyczne na swojej stronie nieodpłatnie udostępnia archiwum transakcji z 25 lat działalności. Numizmaty są sfotografowane. Można porównywać ich ceny, zwyżkę cen, potencjał inwestycyjny.

Reklama
Reklama

W ramach samokształcenia warto nie tylko odwiedzać wystawy przedaukcyjne, ale także bezpośrednio obserwować aukcje. Na aukcjach malarstwa licytacja dość często staje na wyśrubowanej cenie wywoławczej (czy obraz Siemiradzkiego zmieni właściciela powyżej ceny wywoławczej?). Co innego na aukcjach numizmatów oraz bibliofilskich!

Na niedawnej aukcji stołecznego antykwariatu bibliofilskiego Lamus (www.lamus.pl) niektóre ceny wywoławcze przekroczono 30–40 razy. To jest przeżycie! Część klientów ostro licytuje, dopłaca również po to, żeby doświadczyć emocji walki i zwycięstwa.

W Lamusie rewelacyjnie sprzedano np. fotografie z planów kultowych polskich filmów, jak „Nóż w wodzie" Romana Polańskiego oraz „Rękopis znaleziony w Saragossie" Wojciecha Jerzego Hasa. To nic, że ceny wywoławcze wynosiły zaledwie 200–500 zł. Ale jeśli w licytacji osiągnięto 8 tys. zł, to atmosfera na sali była na pewno gorąca i warto z bliska obserwować taką walkę. To są historyczne chwile. Zwycięzcę sala nagradza brawami.

[email protected]

Parkiet PLUS
Wzmocnić Ogólnoeuropejski Indywidualny Produkt Emerytalny
Parkiet PLUS
Mimo wzrostu płac Polacy zmniejszają świąteczne wydatki i biorą kredyty
Parkiet PLUS
Kluczowe rynkowe trendy 2025 r., które będą rzutować na 2026 r.
Parkiet PLUS
Mikołajkowy prezent dla kredytobiorców od RPP. Ale nie dla deponentów
Parkiet PLUS
Czy polskie społeczeństwo w sferze finansowej postępuje uczciwie?
Parkiet PLUS
Inwestorzy nie boją się o obligacje deweloperów
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama