W perspektywie kilku najbliższych kwartałów to dobra wiadomość dla rynku surowców i rynków akcji zaliczanych do grupy emerging markets. Ale ekspansja kredytowa z pozycji jednego z najbardziej zadłużonych państw świata to bardzo ryzykowna strategia dla samych Chin. Najwyższe tempo wzrostu cen mieszkań od dwóch lat, wzrost cen stali o 50 proc. od początku roku, produkcja cementu rosnąca w tempie 25 proc. rocznie, najszybciej od pięciu lat. To wszystko są efekty wpompowania w chińską gospodarkę rekordowych 6 bilionów juanów nowych kredytów w I kwartale 2016 roku, które finansują inwestycje infrastrukturalne, rozwój sektora nieruchomości czy rozwój mocy produkcyjnych w przemyśle. Nie byłoby w tym nic nienaturalnego, ale w przypadku Chin chodzi o to, że kontrolowany przez państwo sektor bankowy finansuje przede wszystkim państwowe firmy lub fundusze inwestycyjne zakładane przez lokalne samorządy. To recepta, którą Komunistyczna Partia Chin, sprawująca w Państwie Środka władzę absolutną, stosuje już po raz trzeci w ostatnich sześciu latach.