Przed wyborami prezydenckimi w USA, wiele ośrodków analitycznych snuło prognozy mówiące, że wygrana Donalda Trumpa będzie oznaczała recesję w Stanach Zjednoczonych i wepchnięcie światowej gospodarki głębiej w otchłań kryzysu. Gdy Trump wygrał, nastroje w kręgach finansowych zaczęły się zmieniać jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nadeszła moda na prognozy mówiące, że Trump przyspieszy wzrost gospodarczy w USA. Ten przypływ wiary w to, że Ameryka znów będzie wielka, dał dolarowi impuls do umocnienia, doprowadził do wyprzedaży na światowych rynkach obligacji oraz uskrzydlił nowojorskie indeksy giełdowe, dając im paliwo do bicia rekordu za rekordem. Czyżby świat finansów kierował się politycznym koniunkturalizmem? Czy może Wall Street uznała, że plan gospodarczy Trumpa ma sens i rzeczywiście może wzmocnić ekonomicznie USA? Zapewne zauważano, że program prezydenta elekta jest zadziwiająco podobny do recepty, którą zaaplikował Stanom Zjednoczonym w latach 80. Ronald Reagan: obniżki podatków, zmniejszenie regulacji oraz wzrost wydatków rządowych (o ile Reagan zwiększał wydatki militarne, co wspierało przemysł i przyczyniało się do rozwoju nowoczesnych technologii, o tyle Trump stawia na modernizację amerykańskiej infrastruktury). Polityka ekonomiczna administracji Reagana, zwana reaganomiką, tchnęła nowe życie w imperium dolarowe, więc może trumponomika też przyniesie sukces...