Zauważmy jednak, że na dłuższą metę urozmaicony portfel radził sobie dużo lepiej niż WIG (który swoją drogą jest jednym z jego składników). Regularność, z jaką wspinał się na nowe rekordy, była o niebo lepsza niż w przypadku giełdowego indeksu, który po drodze zaliczał regularne wzloty i bolesne upadki.
Owszem, nawet urozmaicony portfel nie zdołałby uchronić inwestora przed ubytkiem kapitału w katastrofalnym 2008 roku, ale w porównaniu z WIG ubytek ten był na tyle niewielki, że udałoby się go szybko odrobić (już po około roku od dołka portfel znów biłby rekordy, WIG zaś do historycznego szczytu nie zdołał powrócić mimo upływu ponad dziewięciu lat!).
Na wykresie podajemy historyczne parametry statystyczne, takie jak średnia składana stopa zwrotu (CAGR), która w przypadku portfela wyniosła do tej pory +9,1 proc. w skali roku – nieźle jak na inwestycję, która cechuje się o wiele niższą zmiennością niż WIG. Jakkolwiek nie ma żadnej gwarancji, że takie stopy zwrotu uda się uzyskać także w przyszłości, to jednak korzystny stosunek zysku do ryzyka zdecydowanie przemawia za dywersyfikacją.
Portfel ma mieć stałą strukturę
Dlaczego dywersyfikacja działa? Bo poszczególne aktywa wzajemnie się uzupełniają. Ostatnio portfelowi bardzo pomogła silna hossa na GPW. Zdarzały się jednak lata, kiedy na stopę zwrotu składały się inne aktywa, np. złoto lub akcje zagraniczne. Dywersyfikacja działa tym lepiej, im słabiej ze sobą skorelowane są poszczególne składniki portfela (jest jeden warunek – wszystkie te składniki muszą być dobrej jakości).
Pozostaje jeszcze jeden element wspomnianej na wstępie „recepty": rebalancing. To nic innego, jak regularne przywracanie udziałów poszczególnych składników portfela do początkowych wag. Jeśli coś mocno podrożeje, zgodnie z tą koncepcją należy sprzedać troszkę tego składnika aktywów, tak by zmniejszyć jego wagę do pożądanego poziomu. Jeśli coś mocno potaniało (mocniej niż inne składniki), należy tego dokupić. Chodzi o to, by portfel miał stałą strukturę.
Czas sprzedawać polskie akcje?
Rebalancing jest też praktyczną podpowiedzią, jakie decyzje należałoby obecnie podejmować w odniesieniu do polskich akcji, które przez ostatnie 12 miesięcy mocno podrożały. Oto odpowiedź: na pewno nie (do)kupować, wręcz przeciwnie – być może nastawiać się raczej na ograniczenie ich wagi w portfelu. Wiele zależy od tego, jak często zdecydowaliśmy się przeprowadzać rebalancing. W naszym przykładowym portfelu założenie jest takie, że przeprowadzamy go tylko na koniec każdego roku (więc na razie w takim portfelu nic nie trzeba by robić), ale można sobie wyobrazić inne sposoby (np. co pół roku, co kwartał albo w razie mocnego ruchu notowań) – ważne, by raz przyjęta procedura była potem regularnie stosowana.