Bank Anglii (BoE) to instytucja o wielkim prestiżu i tradycji sięgającej 1694 r. Choć Wielka Brytania straciła po wojnie ogromną część swojego dawnego imperium, to jej bank centralny nadal jest uznawany za jedną z kluczowych instytucji finansowych świata. Z prostego powodu: jest bankiem centralnym londyńskiego City. Niewiele osób poza Wielką Brytanią zdaje sobie jednak sprawę z tego, że jest on instytucją niezależną dopiero od 1997 r. Dopiero wtedy ówczesny kanclerz skarbu Gordon Brown (później premier w czasach światowego kryzysu) ogłosił, że Bank Anglii będzie podejmował decyzje w sprawie stóp procentowych, nie oglądając się na życzenia polityków. Część zewnętrznych obserwatorów uznaje, że bank centralny nie do końca poradził sobie z tą odpowiedzialnością.

Na niedawnej konferencji z okazji 20-lecia niezależności Banku Anglii padło pod adresem instytucji z Threadneedle Street wiele krytycznych uwag. Adair Turner, były przewodniczący Financial Services Authority (brytyjskiego nadzoru finansowego), porównał dorobek Banku Anglii z ostatnich lat do meczu piłkarskiego: dobry poziom w pierwszej połowie, a później dużo gorsza druga. W latach 1997–2007 Bank Anglii skupiał się w swojej „grze" na kontrolowaniu inflacji, gdy na rynkach finansowych i nieruchomości narastały bańki. W 2007 r., tuż przed wpadnięciem Wielkiej Brytanii w recesję, podniósł stopy procentowe. Gdy wybuchł kryzys, próbował jak się dało stymulować gospodarkę, obcinając stopy procentowe do ultraniskich poziomów i rozpoczynając program ilościowego luzowania polityki pieniężnej (QE). Efekty były jednak dyskusyjne. Co prawda Wielka Brytania powróciła do wzrostu gospodarczego, a giełda do hossy, ale bank centralny wyraźnie nie radził sobie z inflacją. W latach 2010–2014 przekraczała ona 2-proc. cel, a w latach 2014–2016 była znacznie poniżej celu. Wzrost cen nieruchomości, będący jednym z ubocznych skutków polityki Banku Anglii, dał zarobić bogatym spekulantom, ale jednocześnie sprawił, że posiadanie własnego lokum stało się nieosiągalne dla ogromnej części młodych ludzi. (Mark Carney, prezes Banku Anglii, broni się przed tym zarzutem, mówiąc, że jego instytucja nigdy nie zajmowała się budowaniem domów). O ile politycy nie mogą ingerować w pracę Banku Anglii, o tyle instytucja ta bez większego skrępowania ingeruje w politykę. Straszyła wyborców skutkami brexitowego referendum, przedstawiając alarmistyczne prognozy, które się później nie sprawdziły. Gdy droga ku brexitowi została zapoczątkowana, Bank Anglii został zaskoczony przez inflację napędzaną przez osłabienie funta. Inflacja sięgnęła we wrześniu 2017 r. 3 proc., najwyższego poziomu od pięciu lat, co wymusiło na Banku Anglii pierwszą podwyżkę stóp procentowych od dziesięciu lat. Jego główna stopa została podniesiona z 0,25 proc. do 0,5 proc. To wciąż bardzo niski poziom, a z zapowiedzi Carneya wynika, że do kolejnej podwyżki dojdzie zapewne dopiero w 2019 r. Czy jednak warto traktować zapowiedzi Banku Anglii jako coś absolutnie pewnego? Błędy popełniane przez tę instytucję w ostatnich dwóch dekadach wskazują, że trzeba zachować ostrożność...

Nieuchwytna inflacja

Analitycy podkreślają, że komunikaty wysyłane rynkom po ostatnim posiedzeniu Komitetu Polityki Pieniężnej Banku Anglii były dosyć ostrożne. – Bank ostrożnie podszedł do kwestii zacieśnienia polityki monetarnej, a wszyscy członkowie Komitetu Polityki Pieniężnej zgodzili się, że przyszłe podwyżki stóp procentowych będą zarówno stopniowe, jak i ograniczone. Poinformował też, że jego projekcje ekonomiczne są oparte na scenariuszu, w którym w ciągu najbliższych trzech lat dochodzi jedynie do dwóch podwyżek stóp procentowych, co ma zapobiec „przegrzaniu" gospodarki. Tempo podwyżek oczekiwane przez BoE jest niższe niż to, którego jeszcze przed posiedzeniem spodziewały się rynki – przypomina Enrique Diaz-Alvarez, analityk firmy Ebury.

Z tej ostrożności bije jednak duża niepewność. Ostatnie prognozy Banku Anglii mówią, że inflacja jeszcze bardzo długo będzie podwyższona. W czwartym kwartale 2017 r. ma wynosić 3 proc., w 2018 r. – 2,4 proc., w 2019 r. – 2,2 proc., a w 2020 r. – 2,1 proc. Mark Carney stwierdził, że inflacja będzie w tym horyzoncie czasowym powyżej celu, choć może w tym okresie dojść do dwóch podwyżek stóp. Czy takie prognozy nie są więc przyznaniem się, że przez najbliższe kilka lat brytyjski bank centralny nie będzie w stanie skutecznie kontrolować inflacji?

– Wygląda na to, że rynek może popełnić podobny błąd jak rok temu. Za bardzo skupia się na wzroście gospodarczym, a za mało na inflacji. Prawdopodobieństwo tego, że Bank Anglii dokona szybszych podwyżek stóp, niż ocenia to rynek, jest więc dosyć wysokie – twierdzi Kallum Pickering, ekonomista z Berenberg Banku.

– Wciąż uważamy, że rynki nie doceniają tego, jak szybko mogą wzrosnąć stopy procentowe w Wielkiej Brytanii. Rynek kontraktów OIS (overnight indexed swaps) spodziewa się, że dojdzie jeszcze tylko do jednej podwyżki stóp do końca 2018 r. My prognozujemy, że dojdzie do trzech, a główna stopa sięgnie 1,25 proc. – wskazuje John Higgins, ekonomista z londyńskiej firmy badawczej Capital Economics.

Brexitowa niepewność

Spory wpływ na bardzo ostrożny ton Banku Anglii ma z pewnością kwestia brexitu. Negocjacje w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii trwają, ale z dotychczasowych doniesień wynika, że idą bardzo opornie. Mają potrwać dwa lata, a ich rezultat jest bardzo trudny do przewidzenia. Rząd Theresy May sugerował, że po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE mógłby się rozpocząć dwuletni okres przejściowy, w którym wiele spraw podlegałoby podobnym prawom jak przed brexitem. W Brukseli i wśród części brytyjskiego establishmentu istnieje pokusa, by brexit przeciągnąć jak tylko się da, a może nawet go całkiem odwrócić. Rząd Theresy May nie ma zaś stabilnej większości w parlamencie, a pani premier nie jest zbyt popularna w swojej Partii Konserwatywnej. Brexit jest więc wciąż jedną wielką niewiadomą. A istnienie tej enigmy musi brać pod uwagę Bank Anglii, podejmując decyzje w sprawie polityki pieniężnej. Zresztą zaznacza w swoich komunikatach, że polityka ta może być zacieśniana szybciej lub wolniej zależnie od niespodzianek, które pojawią się w sprawie brexitu.

– Bank Anglii wyraźnie pozostaje ostrożny w kontekście ryzyka związanego z brexitem. Sygnały z BoE sugerują, że nie dołączy on do amerykańskiej Rezerwy Federalnej i nie zaangażuje się w pełen cykl podwyżek stóp procentowych. Jesteśmy zdania, że podwyżka stóp procentowych w 2018 r. jest realistyczna, jednak w tym kontekście chcielibyśmy dostrzec poprawę warunków gospodarczych, bardzo istotne znaczenie miałoby również to, czy inflacja zmierza w kierunku celu. Perspektywa utrzymywania stabilnych stóp procentowych przez dłuższy czas może w krótkim terminie negatywnie ważyć na brytyjskiej walucie. Jednak, biorąc pod uwagę, że rynki nadal spodziewają się niemalże najgorszego możliwego rezultatu negocjacji w kwestii brexitu, jesteśmy zdania, że funt brytyjski może zyskiwać w relacji do głównych walut i złotego. Naszym zdaniem aprecjacja powinna być widoczna zwłaszcza w relacji do euro, biorąc pod uwagę, że Europejski Bank Centralny nie planuje rychłych podwyżek stóp procentowych – prognozuje Alvarez.

Osłabienie funta, które napędziło inflację w Wielkiej Brytanii (a której przyspieszenie skłoniło Bank Anglii do podwyżki stóp), było w dużym stopniu wynikiem brexitowej niepewności. Większa polityczna stabilność powinna więc pozytywnie wpłynąć na funta. Tylko czy rząd Theresy May można nazwać stabilnym? Niby Bank Anglii jest od 20 lat niezależny od życzeń polityków, ale decyzje podejmowane przez klasę polityczną nadal bywają głównym czynnikiem wpływającym na jego strategię.

Kryzys tożsamości

Problemy Banku Anglii są w pewnym sensie częścią szerszego kryzysu tożsamości banków centralnych, do którego doszło po wybuchu kryzysu. Tradycyjna polityka pieniężna przynosi bardzo ograniczone efekty, gdyż inflacja jest kształtowana często przez czynniki wynikające z globalizacji, których nie da się kontrolować na poziomie gospodarki narodowej. (Te czynniki to np. trendy na światowych rynkach surowcowych). Jednocześnie banki centralne zaangażowały się w szeroki wachlarz niekonwencjonalnych działań: od programów QE po ujemne stopy procentowe. Te działania do pewnego stopnia pomogły gospodarkom, ale też niosą ze sobą skutki uboczne i prowokują wiele pytań dotyczących granic polityki pieniężnej. Czy bowiem bank centralny może wspierać prywatne firmy? Bank Anglii robi to bez większych dylematów. W zeszłym roku zaczął kupować obligacje zagranicznych korporacji, takich jak Apple. Dla samego banku centralnego to z pewnością ciekawy i zyskowny eksperyment, ale ma mało wspólnego z jego tradycyjnymi zadaniami. Z pewnością banki centralne mogą sobie pozwolić na eksperymentowanie, bo nie są skrępowane przez polityczną i społeczną kontrolę. Rzadko są rozliczane ze swoich działań. Możliwe jednak, że jeśli ich polityka znów zamieni się w pasmo kompromitujących błędów, dogmat o niezależności banku centralnego zostanie zrewidowany.

hubert.koziel@parkiet.com