W końcu lipca gospodarstwa domowe dysponowały na rachunkach bankowych środkami w wysokości 1022,87 mld zł, o 1,90 mld i 0,2 proc. więcej niż miesiąc wcześniej i o 17,62 mld zł, tj. 1,8 proc., więcej niż przed rokiem (w czerwcu roczna dynamika tych depozytów również wyniosła 1,8 proc.). Po lipcu zazwyczaj oczekuje się lekkiego wzrostu depozytów ludności. Sprzyja temu głównie postępujący sezonowy wzrost zatrudnienia, ale również sytuacja w zakresie płac (licznie wypłacane są premie i nagrody).
– W tym roku lipiec przyniósł mniejszy od typowego wzrost depozytów. Wypada przypomnieć, że w roku bieżącym notowano jeszcze tylko dwa miesiące ze wzrostem środków (kwiecień i czerwiec). W pozostałych czterech miesiącach obserwowane były spadki środków. Roczna dynamika depozytów systematycznie spada i od pięciu miesięcy pozostaje marginalna, zwłaszcza na tle dynamiki płac, poziomu inflacji, ale również nie tak dawnej praktyki – gdy dynamika depozytów silnie rosła – podkreśla Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej.
Czytaj więcej
W I kwartale wartość gotówki w obiegu zwiększyła się niemal o 32 mld zł. Rok wcześniej wzrost wyn...
Co szkodzi depozytom
Według ekonomisty wciąż doświadczamy złożenia kilku czynników negatywnie oddziałujących na poziom depozytów.
Po pierwsze, reakcja klientów na podwyższoną inflację. Podwyższone nagle koszty utrzymania skłaniają do sięgnięcia do zasobów, robione są też dodatkowe, większe zakupy – wyprzedzające inflację. Na poziom depozytów w bankach wpływa też to, że transmisję zmiany stóp procentowych przez NBP dobrze widać w rosnących cenach kredytów, ale już słabiej w ofertach oprocentowania depozytów. Niskie stopy powodują też to, że wkłady w bankach nie są chronione przed stratami związanymi z inflacją. Postępuje więc również migracja części środków do innych form lokowania oszczędności – w tym do obligacji skarbowych.