Jak w klasycznym wypieku, to warstwy dolne mają kluczowe znaczenie, bo stanowią fundament całej konstrukcji. Do opinii publicznej wciąż najgłośniej przebijają się innowacje w obszarze chipów i infrastruktury, których uosobieniem stał się Jensen Huang, często pojawiający się w czarnej, skórzanej kurtce. Coraz częściej pojawia się jednak narracja, że wartość będzie stopniowo przesuwać się do warstwy aplikacyjnej. Sam Altman wielokrotnie podkreślał, że nie ma sensu konkurować z OpenAI w zakresie modeli, zamiast tego founderzy powinni koncentrować się na aplikacjach, w których wykorzystanie istniejących modeli przez API może stać się dźwignią biznesową. Nie mam wątpliwości, że aplikacje będą w najbliższych latach najbardziej widoczną i najgęściej zasiedloną warstwą ekosystemu. Pytanie brzmi jednak, czy to właśnie tam powstanie największa wartość. Im dłużej obserwuję ten rynek, tym silniejsze mam przekonanie, że największe kawałki tortu już dawno trafiły do tych, którzy zajęli się jego pieczeniem.

Choć coraz częściej mówi się o nadchodzącej „fazie aplikacji” i faktycznie istnieją firmy, którym dzięki AI udaje się dostarczać realną wartość oraz osiągać tempo wzrostu niespotykane wcześniej w historii software’u, wciąż są to wyjątki. To infrastruktura nadal przyciąga największą uwagę i kapitał. Nvidia stała się nowym Apple, a Huang nowym Jobsem. Według szacunków w 2025 r. firmy wydadzą ok. 37 mld USD na GenAI, niemal po równo na modele i aplikacje, przy czym warstwa aplikacyjna pozostaje rozproszona, a infrastruktura skoncentrowana w rękach kilku globalnych dostawców, co sprzyja akumulacji marż na niższych poziomach stosu technologicznego. Szeroka adopcja LLM-ów miała umożliwić firmom wejście na nowy poziom, jednak jak dotąd nie udało się to ani dużym korporacjom, ani większości nowych graczy. Zamiast nowego paradygmatu obserwujemy wysyp tzw. wrapperów, cienkich nakładek na modele takie jak GPT, różniących się głównie interfejsem lub pojedynczą funkcją. Spadek kosztów tworzenia oprogramowania doprowadził do zalewu rozwiązań, które częściej są funkcjami niż pełnoprawnymi firmami, pozbawionymi trwałych przewag. Nie jest to błąd rynku, lecz naturalna konsekwencja przełomu technologicznego.

Na tym tle wyróżnił się Cursor, który mimo że na papierze przegrywał z Copilotem, wygrał szybkością wdrożeń, elastycznością i jakością produktu. Pokazał, że na warstwie aplikacyjnej można budować trwałą wartość, pod warunkiem że oferuje się coś więcej niż sam interfejs, często poprzez głęboką integrację z workflow użytkownika. Jednocześnie nie zmienia to strukturalnej ekonomii rynku. W przeciwieństwie do klasycznego modelu SaaS, w biznesach opartych o AI każdy nowy użytkownik generuje koszt inferencji, co w długim okresie przesuwa koncentrację wartości w stronę dostawców modeli i infrastruktury.